CZAS UCIEKA
WIECZNOŚĆ CZEKA

Ilość odwiedzin:
120631

BLOG


Marian Rybicki - członek zarządu
wyślij wiadomość do użytkownika (marianrybicki@wp.pl)
telefon: +48 694 192 477

Edytuj blog

Nasza odpowiedzialność za misje.data dodania: 09-05-2017

Nasza odpowiedzialność za misje.

Na kartach Nowego Testamentu każdy łatwo może znaleźć fragment, który jednoznacznie przykazuje nam odpowiedzialność za głoszenie Ewangelii. Po Zmartwychwstaniu Jezus powiedział do swoich uczniów zgromadzonych w Wieczerniku: \"Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam\". Św. Paweł w Liście do Koryntian napisał: \"Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.\" Na wielkie znaczenie i odpowiedzialność nie tylko kapłanów ale i świeckich w działalności misyjnej duży nacisk kładli ostatni Papieże ze św. Janem Pawłem II na czele. Udział świeckich w krzewieniu wiary zaznaczył się jasno i wyraźnie od samych początków chrześcijaństwa. Był to zarówno udział poszczególnych wiernych jak i całych rodzin i wspólnot. Tym co w sposób szczególny pociągało do wiary ludzi nie znających Chrystusa było nie tylko nauczanie ale w sposób szczególny świadectwo życia jego wyznawców. O pierwszych chrześcijanach mówiono: \"patrzcie jak oni się miłują\". Taka opinia musiała otoczenie zmuszać do stawiania pytań \"co jest przyczyną, że ci ludzie są tacy?\". Także w czasach późniejszych a także i nam współczesnych zaznaczył się wielki udział świeckich w pracy na rzecz misji, także jako czynnych świeckich misjonarzy i misjonarek.
Sobór Watykański II mówi o świeckich, że mają oni \"ogólny obowiązek i zarazem prawo współpracować – czy to indywidualnie, czy też zrzeszeni w stowarzyszeniach – ażeby Boże przepowiadanie zbawienia było poznane przez wszystkich ludzi na całym świecie i przez nich przyjęte. Ten obowiązek spoczywa na nich w sposób szczególny w tych okolicznościach, w których tylko przez nich ludzie mogą usłyszeć Ewangelię i poznać Chrystusa\". Pole i możliwości działalności misyjnej dla świeckich , wbrew powszechnemu mniemaniu, bardzo rozległe. To w pierwszym rzędzie lokalne życie społeczne, obszar gospodarki.
Trzeba zauważyć, że Kościół także w wymiarze parafialnym jest zarazem ewangelizującym jak i ewangelizowanym. Także dla każdego z nas ważną sprawą jest nie tylko dawanie świadectwa naszej wierności Ewangelii słowem i czynem ale także otwieranie się na ewangelizowanie. Nie wolno nam przecież zaniedbywać wzmacniania naszej wiary i naszego zbawienia.
Odpowiedzialność za misje to nie tylko odpowiedzialność za głoszenie prawdy o Jezusie Chrystusie w najbliższym otoczeniu. Misje kojarzą się nam przede wszystkim z ekspedycjami misyjnymi gdzieś w odległych terenach w Afryce czy Azji. Zapewne niewielu z nas w sposób bezpośredni będzie zaangażowanych w pracę misyjną w dalekich krajach. Nie oznacza to jednak, że nie możemy tego ważnego obszaru działalności Kościoła wspierać. Misjonarzom zarówno duchownym jak i świeckim potrzebna jest zarówno nasza modlitwa jak i wsparcie materialne oraz zwyczajna życzliwość i zainteresowanie. Nasza odpowiedzialność za misje to niejako obowiązek zainteresowania się tym co dzieje się także w naszych parafiach. Co jakiś czas prawie w każdej parafii gości kapłan misjonarz, który nie tylko ciekawie opowiada o tym jak przebiega jego praca w dalekich krajach ale także liczy na nasze modlitewne i materialne wsparcie go w tej działalności.
W kilku parafiach naszej diecezji kilkakrotnie gościł ks. Włodzimierz Wołkowiński, który posługuje jako kapłan na Ukrainie, obecnie w parafii Dunajowce w diecezji Kamieniec Podolski. Słuchaliśmy go i wiemy, że zarówno on jak i jego parafia potrzebuje naszego wsparcia, pamiętajmy o nim także w naszych modlitwach w czasie świętowania Zmartwychwstania Pańskiego.

(opracowanie nawiązuje do IV katechezy z materiałów formacyjnych Akcji Katolickiej na 2017 rok)

Budowanie Kościoła zadaniem każdego z nasdata dodania: 09-05-2017

Budowanie Kościoła zadaniem każdego z nas.

Podstawowym zagadnieniem dla nas wierzących jest stałe uświadamianie sobie tego, że przez akt chrztu zostaliśmy włączeni we wspólnotę Kościoła. Mówiąc prościej a zarazem i precyzyjniej wszyscy jesteśmy Kościołem. Nie zdążamy do Boga samotnie ale we wspólnocie. Jest to bardzo głęboko zgodne z naszą ludzką naturą, bo człowiek jest istotą społeczną. Nasze uzdolnienia kształują się i rodzą w różnego rodzaju społecznościach, które tworzymy, do których należymy. Taką wspólnotą jest także Kościół. Jest także sprawą oczywistą, że różnimy się bardzo jeśli chodzi o nasze umiejętności, nasze możliwości ale ta różnorodność jest tym co powinno służyć budowaniu wspólnoty nadzwyczajnej w swej różnorodności. Każdy zaś członek tej wspólnoty wnosi do niej swoją istotną i potrzebną część i jest dla jej funkcjonowania potrzebny.
Wierni nie mogą zamykać się na Kościół, nie mogą się od niego odcinać, twierdzić, że Kościół im w drodze do Boga nie jest potrzebny, że praktyki religijne im nie są potrzebne, bo bez nich i tak są ludźmi wierzącymi. Tak najczęściej jest, że ci którzy deklarują, że są wierzącymi ale niepraktykującymi są już ludźmi niewierzacymi. Nie praktykując odcinają się przecież od Kościoła, a tym samym od Chrystusa głowy Kościoła. Do takiej postawy prowadzi w naszym życiu czasem zbytnio wybujały indywidualizm, przekonanie, że wiemy lepiej, rozumiemy lepiej, że inni nie są nam potrzebni. Tymczasem naszymi zdolnościami i talentami powinniśmy ubogacać innych, powinniśmy ubogacać całą wspólnotę Kościoła rozumianego także jako wspólnota Kościoła parafialnego.
Chrystus powiedział do Apostołów a także i do nas: \"Idźcie i głoście...\". To wezwanie skierowane jest także do każdego z nas, każdy z nas ma głosić Ewangelię \"Dobrą Nowinę\" wszelkiemu stworzeniu. Każdy przecież został obdarzony jakimś talentem, jakimiś umiejętnościami, którymi może przesłużyć się Kościołowi wspólnocie w której podążamy wspólnie ku Bogu. Głosić Ewangelię we współczesnym świecie oznacza nie tylko, głosić ją z ambon, jak robią to kapłani, ale także w życiu codziennym, w miejscu pracy, w środowisku zamieszkania, w rodzinie. Takie głoszenie Ewangelii przez słowo czy własny przykład jest realizowaniem nakazu jaki dał nam nasz Zbawiciel Jezus Chrystus.
(opracowanie na podstawie Materiałów formacyjnych Akcji Katolickiej na 2017 rok)

Nasze zadanie: Ewangelizacjadata dodania: 09-05-2017

Nasze zadanie: Ewangelizacja

Głównym celem ewangelizacji, która jest zadaniem nie tylko kapłanów ale także i świeckich, jest głoszenie Ewangelii tym, którzy jej jeszcze nie znają a także pogłębianie wiary tych, którzy już wierzą. Ewangelizować nie oznacza tylko głoszenia słowem Dobrej Nowiny ale jest zadaniem dla nas aby żyć tak by Bóg był dla nas w naszym życiu najważniejszy i na pierwszym miejscu. Mówi się często: \"że gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu, a gdy Bóg nie jest na pierwszym miejscu nic nie jest na swoim miejscu\". Aby więc w naszym życiu wszystko było na swoim miejscu, musimy więc ciągle uświadamiać sobie się na nowo, że \"Bóg istnieje, że Bóg żyje, że jest obecny i działa w świecie,w twoim i moim życiu\". Bóg nie jest przecież jakaś odległą \"pierwszą przyczyną\" ani też kimś kto puścił wszystko w ruch i stoi na uboczu. Bóg jest obecny i decydujący w każdym momencie naszego ludzkiego życia i w każdym momencie dziejów każdego człowieka i każdej społeczności.
Niestety, gdy popatrzymy w nasze życie, życie nas chrześcijan często możemy odnieść wrażenie a nawet nabrać pewności, że żyjemy tak jakby Boga nie było. Dlatego każda ewangelizacja, także i nasza musi polegać na głoszeniu, że Bóg jest, że ma znaczenie w naszym życiu, że jest dla nas ważnym odniesieniem w każdym momencie naszego życia. Mamy mówić i świadczyć o Bogu ale mają to być nie tylko słowa, ale przede wszystkim słowa przekładające się na konkret. Tym konkretem powinna być relacja człowieka z Bogiem czyli modlitwa. Poprzez modlitwę przecież otwieramy się na słowa Boga, w modlitwie powierzamy Bogu nasze potrzeby, troski, wątpliwości a On już dobrze wie jak nasze problemy rozwiązać.
Bóg jest osobą żyjącą, mamy więc Go naśladować. Chrystus sam powiedział o sobie, że jest dla nas \"Drogą\", że jest dla nas jedyną drogą prowadzącą do Ojca. Kroczyć tą Drogą oznacza przyjąć to co dla nas przygotował Bóg, przyjąć nasz \"krzyż\" i z Jezusem podążać przez życie. To podążanie za Jezusem odmieni nasze życie w taki sposób, że narodzimy się na nowo zgodnie z Bożym zamysłem.
Ewangelizować to uświadamianie sobie i innym, że jest życie wieczne, to głoszenie Boga obecnego, który człowieka rozumie i słucha. Ewangelizować to uświadamianie i głoszenie, że Bóg wkroczył w nasze dzieje aby zaprowadzić sprawiedliwość. Ewangelizować to także uświadamianie sobie i głoszenie prawdy, że wiara w życie wieczne nie pozbawia znaczenia naszego życia tu na ziemi. Gdy uświadomimy sobie, że miarą naszego życia jest wieczność, wówczas uświadomimy sobie, że nasze życie tu na ziemi ma naprawdę niezwykłą i niezmierzoną wartość. Bo przecież tylko Bóg jest gwarantem wielkości i znaczenia naszego życia i nas samych. Jeśli by tak nie było to jaki sens miało by Jego objawienie się ludziom, jaki sens miała by męka i śmierć Jezusa na krzyżu?

(materiał nawiązuje do treści zawartych w materiałach formacyjnych Akcji Katolickiej na 2017 rok)

Wspólnotowy charakter zbawieniadata dodania: 08-02-2017

Wspólnotowy charakter zbawienia

Spodobało się Bogu zbawić ludzi nie pojedyńczo ale we wspólnocie Kościoła założonego przez Chrystusa. Zostaliśmy stworzeni na obraz Boży, Bożej komunii. Tajemnica Trójcy Świętej przypomina nam, że nie możemy się w pełni zrealizować ani zbawić o własnych siłach. Także Święty Jan Paweł II wielokrotnie dawał do zrozumienia, nie tylko nam Polakom, „że człowieka nie można w pełni zrozumieć bez Chrystusa”.
Bóg nieskończenie kocha każdego człowieka. Z tego, że Jezus przyjął ludzkie ciało wynika, że każdy człowiek został wyniesiony do serca samego Boga. A fakt przelania za nas swojej krwi przez Jezusa potwierdza to, że miłość Boga nie ma granic, że jest nobilitująca dla każdego człowieka. Wszystko co Bóg chce od nas zawiera się w tym byśmy pozwolili Bogu kochać się i byśmy zechcieli odpowiedzieć na Jego miłość swoją miłością.
Kochać Boga oznacza kochać bliźniego: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. W innym miejscu Ewangelii słyszymy słowa Jezusa: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni: odpuszczajcie a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane […] Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”. Te słowa wskazują absolutny priorytet dla nas „wyjście poza siebie ku bratu”.
Lektura Pisma Świętego wskazuje jasno, że naszą odpowiedzią na miłość Boga powinna być rozumiana także jako osobista suma małych gestów wobec innych ludzi, których Bóg postawił na naszej drodze. Bóg będzie nam królował, gdy będziemy nasze otoczenie, życie społeczne, rodzinne za naszą sprawą stawać się zacznie przestrzenią braterstwa, sprawiedliwości, pokoju, godności wszystkich. „Starać się mamy najpierw o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie nam dodane”.
Wskazanie Jezusa jakie skierował nie tylko do Apostołów „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” jest skierowane także do każdego z nas byśmy każdy w tej wspólnocie do której został posłany stawał się nauczycielem i głosicielem tego, że bliskie jest królestwo niebieskie. Dlatego każda obojętność na to co dzieje się w naszych wspólnotach rodzinach, parafiach jest de facto naszą odmową Jezusowi na to wskazanie skierowane do nas. Istotą człowieczeństwa jest potrzeba bycia z innymi, najpierw w rodzinie, w parafii, potem w narodzie i innych organizacjach. Tylko we wspólnotach jednostka może osiągnąć swe przeznaczenie. W Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele Soboru Watykańskiego II czytamy: „Bóg stworzył ludzi nie do życia w odosobnieniu, lecz do wytworzenia społeczności […}, stąd od początku historii zbawienia wybrał ludzi nie tylko jako jednostki, lecz i jako członków pewnej wspólnoty. […] Wspólnotowy charakter osiąga swoją doskonałość i wypełnia się w dziele Jezusa Chrystusa. Samo bowiem Słowo Wcielone zechciało być uczestnikiem ludzkiej społeczności”.
Na chrzcie świętym każdy z nas został w szczególny sposób zaproszony do bycia uczniem Jezusa. Zostaliśmy też uzdolnieni do słuchania i głoszenia słowa Bożego i świadczenia o Bogu, każdy w swojej wspólnocie czy to rodzinie, czy parafii, czy też innej społeczności w której przyszło mu żyć. Tak więc każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie na kilka pytań: Czy uważnie słucham słowa Bożego? Czy sięgam do Pisma Świętego? Czy staram się dostosować swoje postępowanie do Ewangelii? Czy potrafię w rodzinie, we wspólnocie, w której jestem, rozmawiać na temat słowa Bożego? Czy potrafię się dzielić z braćmi i siostrami Bożym słowem?
Świat współczesny daleki jest od wartości ewangelicznych dlatego nasza w nim świadoma i odpowiedzialna obecność jest bardzo potrzebna. Bo przecież „żniwo wielkie ale robotników mało”.

Materiał nawiązuje do Katechezy II „Pedagogia Ewangelii a wspólnotowy charakter zbawienia” zawartej w Materiałach formacyjnych Akcji Katolickiej na 2017 rok.

Potrzebni świadkowie Jezusa Chrystusadata dodania: 02-01-2017

Potrzebni świadkowie Jezusa Chrystusa

Każdy z nas zapewne zna wywodzące się z języka łacińskiego sięgające czasów starożytnych powiedzenie: \"słowa uczą, przykłady pociągają\" (verba docent,exempla trahunt). To powiedzenie można, a nawet trzeba przenieść na grunt życia każdego chrześcijanina. Czym jest dawanie przykładu? Dawanie przykładu dla chrześcijanina jest niczym innym jak dawaniem świadectwa. Do dawania świadectwa zachęcał nie tylko swoich uczniów sam Jezus Chrystus mówiąc o tym, \"że przyzna się przed swoim Ojcem do każdego kto przyzna się do niego przed ludźmi\". Każdego dnia powinniśmy więc zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy świadkami Jezusa w codziennym życiu.
Co znaczy modne i często używane słowo w Kościele \"świadectwo\"? Świadectwo jest dzieleniem się prawdą w we wszystkich wymiarach życia. Świadek to osoba, która składa wiarygodne i odpowiedzialne relacje na temat rzeczywistości stanowiących owoc jej obserwacji, poznania lub uczestnictwa. Do świadczenia można być powołanym przez Boga, przez historię albo z racji własnych kompetencji. Świadectwo wiąże się zawsze z jakimś duchowym przynagleniem. Aby świadectwo było wiarygodne trzeba aby świadek był kompetentnym. Słowo, mowa świadka powinna być zgodna z jego postawą bo przecież postawa, osobiste zaangażowanie, mimika, gestykulacja wskazują na osobiste zaangażowanie przez co uwiaryganiają to co jest wypowiadane. Ważną sprawą dla wiarygodności świadka jest wolność świadka, dotyczy to zarówno wolności zewnętrznej, braku przymusu jak i wewnętrznej tj. braku ograniczeń czy zaburzeń świadomości takich jak alkohol czy narkotyki.
Według papieża Franciszka \"świadek to ten kto widział, pamięta i opowiada\". Świadkiem jest ten kto widział, zobaczył rzeczywistość i nie pozostał obojętnym i pozwolił by to co zobaczył wpłynęło na jego życie. Świadek pamięta bo potrafi odtworzyć zaistniałe fakty, które do niego przemówiły a on zechciał lub już pojął ich głęboki sens. Świadek to, przede wszystkim, ten kto opowiada jako ten który wziął poznane fakty do siebie i na tej podstawie zmienił swoje życie. Treścią świadectwa nie są skomplikowane teorie czy też moralizowanie ale orędzie zbawienia, konkretne zdarzenie, osoba Jezusa Chrystusa. O Jezusie mogą i powinni dawać świadectwo wszyscy ci, którzy Go osobiście doświadczyli, w modlitwie i w Kościele, na swojej drodze życia poprzez Eucharystię, bierzmowanie, sakrament pokuty. Świadectwo jest tym bardziej przekonujące i wiarygodne jeśli ukazuje radość świadka wynikającą ze spotkania z Jezusem. Człowiek prawdziwie wierzący jest człowiekiem radosnym bo wie, że jest ciągle obdarowany przez Boga wszystkim co ma, każdą chwilą, każdym dniem, a nawet jeśli doświadcza jakichś niedostatków czy krzywd to wie, że otrzyma od Pana siły aby je przezwyciężyć i pokonać. Nawet trudne doświadczenia są dla niego okazją by pokazać światło jakim przez świadczenie o Jezusie jest napełniony.
Dzisiaj we współczesnym świecie nie jest łatwo być świadkiem Chrystusa i wcale nie mam na myśli tylko chrześcijan żyjących gdzieś w krajach, gdzie trwają prześladowanie, gdzie opowiedzenie się po stronie \"Prawdy\", wytrwanie przy Jezusie oznaczać może nawet utratę życia. Kościół każdego dnia wzbogaca się o kolejnych męczenników, świadków wiary, świadków Jezusa Chrystusa. W języku łacińskim słowo \"martyr\" ma podwójne znaczenie: świadek i męczennik. Choć nam żyjącym tu i teraz nie zagraża utrata życia za przyznanie się do wiary to jednak nasze świadectwo jest współczesnemu światu bardzo potrzebne. Wokół nas jest wiele ośrodków, sił nacisku, ludzi, którzy chcą byśmy naszą wiarę ukrywali we własnych domach w obrębie murów kościelnych. Współcześni bardzo medialni podpowiadacze sugerują byśmy tak żyli \"jakby Boga nie było\", sugerują byśmy naszych prawd, przykazań nie przenosili do życia społecznego, do kultury do polityki.
Świadkowie Chrystusa nie mogą być ludźmi podzielonymi, nie mogą jak mówił Jezus Chrystus \"służyć dwom panom\". Dlatego tak bardzo potrzebni są dziś, tu i teraz, także w każdej parafii świadkowie dający prawdziwe świadectwo życia czyli ukazujący zgodność naszego postępowania z głoszoną prawdą. Zadaniem i pierwszoplanowym powołaniem ludzi świeckich jest odważne niesienie Ewangelii w świat, do wszystkich dziedzin życia publicznego, także polityki. Tylko tak możemy podjąć trud przekształcenia świata. Aby tak się stało nie możemy sobie dać wmówić, że nasza wiara i szukanie świętości jest tylko naszą prywatną sprawą. Dlatego nie możemy w imię fałszywie pojmowanej tolerancji wycofywać się ze świadczenia o Bogu w rozmaitych dziedzinach i miejscach życia publicznego i społecznego.
Tak więc także i dzisiaj potrzebni są żarliwi świadkowie Jezusa Chrystusa gotowi stawić czoła wszystkim przeciwnościom jakie mogą na swojej drodze spotkać. Kto może być takim świadkiem? Każdy z nas i kapłan przy ołtarzu i świecki, i ten piszący te słowa i ten je czytający.
(Artykuł nawiązuje do katechezy ks. Tadeusza Borutki \"Konieczność świadectwa ludzi wierzących we współczesnym świecie\" z materiałów formacyjnych Akcji Katolickiej na 2017 rok opublikowany w grudniowym numerze \"Odgłosów dzwonów\")

Wierni świeccy w Kościeledata dodania: 02-01-2017

Wierni świeccy w Kościele
Sobór Watykański II w swoich dokumentach zwrocił szczególną uwagę na to \"kim są wierni świeccy\" w Kościele. Według nauczania Soboru świeccy to pełnoprawni członkowie Kościoła objęci jego tajemnicą, obdarzeni specyficznym powołaniem, którego celem w sposób szczególny jest \"szukanie Królestwa Bożego, poprzez zajmowanie się sprawami świeckimi i kierowanie nimi po mysli Bożej\". Pod nazwą świeckich rozumie Sobór wszystkich wiernych niebędacych członkami stanu kapłańskiego lub zakonnego. Świeccy powinni sobie coraz bardziej uświadamiać nie to, że należą do Kościoła, ale że sami są Kościołem, to znaczy wspólnotą wiernych żyjących pod przewodnictwem Papieża i pozostajacych z nim w łączności Biskupami i Kapłanami.
Świeccy są jak w biblijnym obrazie winnicy latoroślami zaszczepionymi w prawdziwym krzewie winnym, w Chrystusie jako jedynym dawcy życia i ożywicielu. Właściwością świeckich są pełnione przez nich specyficzne funkcje określane mianem charakteru świeckiego a właściwe dla nich. Świeccy żyją w świecie w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i społecznego, pośród spraw i obowiązków otaczającego świata. W tym otaczającym świecie prowadzą normalne życie, uczą się, pracują, utrzymują najrozmaitsze kontakty przyjacielskie, społeczne, zawodowe, kulturalne itd. Takie \"normalne życie\" zostało uświęcone przez Chrystusa. On stajac się człowiekiem zechciał tak jak każdy z nas życ w rodzinie, pracować, prowadzić życie właściwe dla jego czasu i kraju. Tak samo polem i narzędziem działania nas świeckich w zakresie naszego chrześcijańskiego powołania jest \"świat, otoczenie\" w którym żyjemy. Poprzez chrzest nie zostaliśmy oderwani od świata lecz zostaliśmy poiprzez włączenie w Kościół powołani do \"uświęcenia świata na kształt zaczynu, od wewnątrz niejako\". Naszym zadaniem jest poprzez przykład naszego życia promieniującego wiarą, nadzieją i miłością ukazywanie innym Chrystusa.
Żyjemy w zmieniającym się świecie, który podlegając najrozmaitszym procesom jest światem pełnym zróżnicowania, światem w którym najważniejsze wartości bywają zamazywane i manipulowane, światem w którym nie ma nic pewnego. Mimo zmieniających się w ciągu dwóch tysięcy lat istnienia Kościoła okoliczności, tak samo jednak jak dla pierwszych uczniów Chrystusa istnieje ta sama potrzeba świadczenia o zmartwychwstaniu Pana Jezusa oraz o jego zbawczej obecności w naszym życiu. Wszyscy członkowie Kościoła powinni uczestniczyć w jego misji, głosząc światu Chrystusa. Nie jest możliwa realizacja misji Kościoła bez uczestnictwa świeckich, bez ich spółpracy z kapłanami w duszpasterskiej posłudze. Obecnie można zaobserwować silną tendencję do krytycznego nastawienia świeckich wobec kapłanów, wzmacnianą przez wiekszość współczesnych mediów niechętnych Kościołowi. Sprowadza się to do spostrzegania Kościoła jako ograniczonego do księży i biskupów a nie także ludzi świeckich. Co gorsza tej tendencji zdają się podlegać świeccy, którzy mówią o sobie, że są wierzącymi, jednak ich oceny i postawy świadczą raczej o staniu z boku, a nie o utożsamianiu się z Kościołem. Współczesne media zachęcają do takich postaw wmawiając niejako, że troska o Kościół zawiera się w krytyce wad i zachowań kapłanów czy biskupów i staniu z boku.
Współcześnie najpilniejszym zadaniem wszystkich ludzi wierzących jest troska o jakość życia religijnego. Chodzi tu zarówno o świadectwo, przykład i apostolstwo indywidualne jak i zespołowe. Często słyszymy o potrzebie tzw. nowej ewangelizacji, na miarę współczenych czasów. Jednak podstawą ewangelizacji w każdym czasie było, jest i będzie dawanie świadectwa. Życie prawdziwie chrześcijańskie jest pierwszym i zasadniczym świadectwem jakie powinien dawać każdy człowiek wierzący. Dawać Chrystusowi świadectwo swoim codziennym życiem oznacza trwanie przy Jego słowie i Jego Kościele. Świadczenie o Chrystusie wymaga uzgodnienia myśli z działaniem, wiary z uczynkami w taki sposób można było rozpoznać chrześcijanina, po sposobie jego zycia, zanim się go jeszcze usłyszało. Świat jak mówił Papież Paweł VI potrzebuje bardziej świadków niż nauczycieli. O pierwotnych chrześcijanach mówiono: \"Patrzcie, jak oni się miłują\". Czy o nas mówią tak samo?
Aby dotrzeć z Ewangelią do wszystkich ludzi potrzebne są świadectwa nie tylko nielicznych świętych, których Kościół pokazuje nam jako przykład do naśladowania ale wielkiej rzeszy apostołów świeckich, którzy zakotwiczeni w najrozmaitsze sytuacje, miejsca i struktury życia społecznego bedą odważnie i radośnie swym życiem świadczyli do kogo należą, do kogo należeć warto. Podstawowym warunkiem dobrego apostolatu świeckich jest stałe pogłębianie życia religijnego oraz praca formacyjna abyśmy byli świadomymi swej wiary. Trzeba abyśmy byli obecni we wspólnocie Kościoła, najpierw we własnej parafii i własnej diecezji. Kościół jest przecież wspólnotą wiernych w której mogą i powinny organizować się i powstawać mniejsze wspólnoty. W większości parafii istnieją grupy ministrantów, lektorów, bractwa różańcowe czy inne. Wszystkie te wspólnoty powinny dalej rozwijać się, powinny też powstawać nowe, gdyż działając w Kościele mają na celu wzbogacenie misji, którą Kościół pełni w świecie. Mogą też być miejscem kształtowania się głębokiej wiary i sposobem na zmienianie świata w duchu Ewangelii.
Trzeba więc abyśmy jako świeccy poczuli się, że jesteśmy Kościołem i podjęli trud i odpowiedzialność, najpierw własnego doskonalenia się a później ewangelizowania świata. Aby tak się stało nie możemy odwracać się od tego co dzieje się w naszej parafii, w naszym środowisku. Nie jest prawdą, że nie mamy na nic wpływu, czasem stoimy z boku, nie angażujemy się. Często naszą postawą jest krytycyzm wyrażany tylko w słowach ale nie w próbie podjęcia jakichkolwiek kroków aby coś zmienić. Może czas to zmienić.

(Materiał nawiązuje do katechezy ks. Tadeusza Borutki: \"Cywilizacyjne priorytety apostolatu indywidualnego i społecznego chrześcijan\" zawartych w \"Materiałach formacyjnych Akcji Katolickiej na 2016 rok\" opublikowany w listopadowym numerze \"Odgłosów dzwonów\")

Głos w dyskusji: Życie czy śmierćdata dodania: 13-10-2016

Głos w dyskusji: Życie czy śmierć

Wydaje się, że dla porządku jakiejkolwiek dyskusji w tej dziedzinie powinniśmy udzielić sobie jasnej i precyzyjnej odpowiedzi od którego momentu zaczyna się życie człowieka. Nauka dała nam już dawno precyzyjną odpowiedź. Życie człowieka zaczyna się od poczęcia czyli od momentu połączenia komórki jajowej z plemnikiem. Nie ma innego początkowego momentu w życiu człowieka. Poczęcie jest pierwszym rozpoznawalnym momentem biologicznego życia człowieka. Ostatnim zaś momentem biologicznego życia człowieka jest śmierć. Nie ma oprócz tych dwóch momentów innych, które by określały nasz początek i koniec. Każdy człowiek od poczęcia znajduje się w nieustannym procesie zmian i rozwoju. Można próbować określać i nazywać poszczególne etapy czy fazy tego niezwykle skomplikowanego procesu. Możemy jednak zaobserwować dwie zasadnicze fazy, okresy rozwoju każdego człowieka. Pierwszy okres jest ukryty to tzw. faza wewnątrzmacicznego rozwoju, od poczęcia aż do narodzin. W czasie tej fazy życia zapisany w pierwszym momencie program (związany z indywidualnym zapisem genetycznym każdego z nas) zaczyna być precyzyjnie realizowany. Już w momencie poczęcia określona jest większość naszych cech charakterystycznych, płeć, kolor oczu, kolor włosów. W procesie dalszego rozwoju w zależności tego jakie warunki będziemy mieli zapewnione kształtują się pozostałe cechy, zdolności czy umiejętności, także te które określić możemy jako nabyte a dotyczące naszego charakteru czy zachowań. W tej fazie rozwoju człowiek jest całkowicie uzależniony od organizmu swojej matki. Zaopatrywany jest we wszystko co mu jest potrzebne do życia przez organizm matki.
Druga faza życia każdego człowieka rozpoczyna się w momencie narodzin i trwa aż do śmierci jest to faza jego pozamacicznego rozwoju. Te dwie fazy różnią się zasadniczo tylko sposobem oddychania i zaopatrywania w pożywienie. Jednak długo jeszcze po narodzinach człowiek nie jest w pełni samodzielny, uzależniony najpierw od najbliższych; rodziców a później od innych. Często także pod koniec życia człowiek nie jest w pełni samodzielny i musi liczyć na otaczających go ludzi. Te dwie fazy w życiu każdego człowieka stanowią ciągły i nieprzerwany proces. Przerwanie tego procesu bez względu na moment w którym następuje jest równoznaczne ze śmiercią człowieka. Jeśli ta śmierć następuje z przyczyn naturalnych; starości albo choroby czy wypadku, kataklizmu mówimy, o śmierci, o zgonie nawet przedwczesnym lub tragicznym. Jeżeli śmierć człowieka następuje na skutek celowego działania mówimy o zabójstwie, o morderstwie. Wiek osoby, która zostaje zabita nie może wpłynąć na nasze opisywanie faktu.
Zabójstwo jest zawsze tym samym, nawet jeśli byśmy chcieli je opisać innymi określeniami. Takie próby są od dawna przecież podejmowane, tak w stosunku do najmłodszych jeszcze nienarodzonych jak i osób starszych czy schorowanych. Aborcja, przerwanie ciąży, usunięcie płodu, skrobanka czy eutanazja są innymi nazwami zabójstwa, morderstwa, zadawanej śmierci. To jakby próba \"ucywilizowania\" czegoś co z samej natury jest złe. Być może to także próba uspokojenia sumień. Dla tego uspokojenia sumień poszukuje się całego szeregu argumentów, które mają usprawiedliwiać celowość, godziwość dokonanego czynu a nawet przedstawić go jako pożądany czy nawet chwalebny.
Cechą bardzo istotną jest to, że od poczęcia aż do śmierci każdy człowiek jest tą samą istotą, która ma na każdym etapie swego rozwoju biologicznego szczególne tylko jej właściwe cechy, tylko ją charakteryzujące. Można by przykładowo pobrać odciski palców od nienarodzonego człowieka i na ich podstawie odnaleźć osobę dorosłą. To czy wszystkie zapisane w momencie początkowym cechy w pełni się wykształcą zależy w dużym stopniu od tego w jakim środowisku człowiek będzie przebywał. Dotyczy to zarówno jego fazy rozwojowej ukrytej jak i pozamacicznej. Człowiek może w trakcie swego życia zatracać swoje pierwotnie określone cechy. Narażony na szkodliwe czynniki zewnętrzne może nabyć skłonności do jakichś chorób, może stać się mało odporny. Równocześnie współczesna medycyna jest już w stanie określić i leczyć człowieka jeszcze nienarodzonego. Tak więc wady, które mogą być rozpoznawalne przed naszym urodzeniem powinny zasadniczo być wskazówką do dalszego postępowania, leczenia, a nie do skazywania nienarodzonego człowieka na śmierć.
Wydaje się, że celowym byłoby wprowadzenie do ogólnej świadomości pojęcia \"ekologii człowieka\" a więc kształtowania wiedzy, pojęć, zwyczajów i zachowań, które miały by wpływać korzystnie na życie i rozwój człowieka. Pojęcie ekologii człowieka zawierać by musiało nie tylko kwestie i problemy związane ze zdrowiem, odżywianiem i tym co dotyczy ochrony naturalnego środowiska. Pojęcie to musiało by objąć całą sferę emocjonalną związaną z akceptacją i ochroną życia człowieka tak w jego fazie ukrytej wewnątrzmacicznej jak i w fazie drugiej pozamacicznej. Do tak rozumianej ekologii zaliczyć by trzeba kwestie prawne, zwyczaje i inne, które mają wpływ na prawidłowy rozwój człowieka. Co jakiś czas z mediów dowiadujemy się o grupach ludzi, które podejmują cały szereg akcji i przedsięwzięć dla ratowania jakiegoś zagrożonego wyginięciem gatunku żab czy roślin. Czasem wydaje się, że te żaby czy roślinki są ważniejsze niż człowiek. Dość często też tzw. ekolodzy opowiadają się za rozwiązaniami dopuszczającymi zadawanie śmierci najsłabszym.
Ciekawą sprawą jest też to, że w krajach w których prawnie dopuszczalne jest zabijanie nienarodzonych (aborcja), po pewnym czasie wprowadza się prawo do stosowanie pod pewnymi warunkami eutanazji, czyli zadawania śmierci osobom, które tego chcą lub ich stan zdrowia jest dla nich uciążliwy. Tutaj znowu nie mówi się o zadawaniu śmierci tylko o tzw. \"dobrej śmierci\" bo takie jest pierwotne znaczenie terminu eutanazja. Powoli w świadomość społeczną również u nas wprowadza się problem nieznośnego cierpienia, uciążliwych, nieuleczalnych chorób powodujących, że człowiek chory staje się \"rośliną\", dla której najlepszym rozwiązaniem jest skrócenie jego męki. W wielu przypadkach jednak jest tak, że eutanazja jest przede wszystkim rozwiązaniem ułatwiającym życie osób, które powinny być zobowiązane do opieki nad ludźmi chorymi i starszymi. Często też ten zauważalny brak gotowości do opieki powoduje u osób starszych wymuszaną niejako aprobatę dla tego typu rozwiązań, gdyż nie widząc tej gotowości, nie chcą być dla swoich bliskich ciężarem.
Manifestujący poparcie dla zabijania nienarodzonych bardzo często powołują się na sytuacje, gdy dziecko poczyna się na skutek gwałtu. W wyniku gwałtu stroną skrzywdzoną jest kobieta, winnym mężczyzna gwałciciel, dziecko poczęte nie jest obarczone żadną winą. Dlaczego więc ukarane śmiercią nie za swoją winę ma być dziecko? Dlaczego kobietę narażać na dodatkowe cierpienia i komplikacje, nawet późniejszą bezpłodność, które mogą być skutkiem aborcji, zabicia nienarodzonego dziecka? Jakoś trudno było dostrzec wśród manifestujących postulatów bezwzględnego zaostrzenia kar dla gwałcicieli. Taki postulat byłby zdecydowanie na miejscu przy okazji takiej dyskusji czy manifestacji, powinien nawet spotkać się ze zrozumieniem i szerokim poparciem.
Zwolennicy zabijania nienarodzonych nie domagali się też od rządu, samorządów czy służby zdrowia zwiększenia opieki nad chorymi a przecież było by to właściwe miejsce by wyrazić zatroskanie o najsłabszych. W tej dziedzinie wiele jeszcze jest do zrobienia w naszej Ojczyźnie. Powinny być wprowadzone specjalne ułatwienia adopcyjne aby przyśpieszyć i ułatwić adopcję dzieci poczętych na skutek gwałtów, których biologicznym matkom trudno pogodzić się z takim macierzyństwem. Powinna zostać wprowadzona szeroko rozumiana specjalistyczna opieka nad tymi rodzinami, które spodziewają się lub już urodziły dzieci z wadami rozwojowymi. Dobrze się stało, że obecny rząd zapowiada wprowadzenie całego szeregu rozwiązań systemowych w tym zakresie.
Zawsze przy okazji dyskusji o ochronie życia mówi się o antykoncepcji i potrzebie szerokiej akcji edukacyjnej dla dzieci i młodzieży. Jednak jeżeli te akcje i działania edukacyjne będą tylko szkoleniem z korzystania ze środków antykoncepcyjnych i uczeniem technik współżycia to przyniosą odwrotny od zamierzonego skutek. Dzieciom i młodzieży trzeba ukazywać piękno rodzicielstwa, uczyć szacunku do rodziny, uczyć odpowiedzialności. Inaczej akcje te będą przypominały naukę jazdy samochodem osób, które jeszcze samochodami kierować nie powinny. Czy jeśli nabędą umiejętności i przekonania, że potrafią kierować to skorzystają z okazji i nie spróbują?
Podczas niedawnych dyskusji i manifestacji podnoszony był problem wolności. Wolność była tu jednak rozumiana jako prawo silniejszego do decydowania o najsłabszych, włącznie z prawem do pozbawienia ich życia. Przecież konstytucyjnym prawem każdego również nienarodzonego, jest prawo do życia. Co ciekawe nienarodzonemu odmawia się prawa najważniejszego; prawa do życia, a nie odmawia się praw mniej ważnych; np: do dziedziczenia majątku. Podnosi się w tej dyskusji prawo kobiet do dysponowania własnym ciałem. A przecież każdą decyzję o zabiciu nienarodzonego dziecka poprzedza decyzja kobiety i mężczyzny o współżyciu czyli o potencjalnym poczęciu dziecka. Dlaczego więc decyzja o zabiciu poczętego dziecka ma być tylko i wyłącznie kwestią wolności kobiety, prawem do dysponowania swoim ciałem? Czy mężczyzna nie powinien poczuwać się do odpowiedzialności? Przecież poczęcie dziecka było również skutkiem również jego zachowania i decyzji? W ten sposób odrzucając całkowicie zobowiązanie mężczyzn do odpowiedzialności za swoje postępowanie kobiety przerzucają na swoje barki ciężar odpowiedzialności za wspólne postępowanie i czynią się niejako przedmiotem w relacjach między płciami. Czy taka sytuacja podnosi poczucie wolności kobiet? Jak to pogodzić z chęcią bycia docenianymi, uwielbianymi jako kobiety, żony, matki?
Niektórzy chcieliby aby w tak ważnej kwestii społeczeństwo wypowiedziało się w sposób demokratyczny w referendum. Społeczeństwo ma prawo wypowiadać się w sprawach ważnych, tego nikt nie może zabronić. Jednak ważnym zagadnieniem jest sposób stawiania pytań. Na podstawie różnych wypowiedzi można by stwierdzić, że nie ma w Polsce prawie wcale osób, które nie opowiadają się za życiem. Jest tylko dość głośna grupa ludzi, która chciałaby to zmienić. Jednak nie wprost ale poprzez ukazywanie wielu dobrych intencji, które przyćmić mają rzeczywiście proponowane rozwiązania. Sformułowania typu \"jestem przeciw, ale...\", przy stale rozszerzającym się obszarem wyjątków tzw.: \"ale\" są opowiedzeniem się \"za\" w taki sposób aby inni się tego nie domyślili. Mamy więc tu do czynienia z jawnym wielkim oszustwem i manipulacją. Temu trzeba się sprzeciwić wypowiadając się precyzyjnie bez zawoalowanego \"ale\".

Żyć w prawdzie.data dodania: 02-03-2016

Żyć w prawdzie.

Ile musiało upłynąć czasu aby z \"żołnierzy wyklętych\", dla których II wojna światowa nie zakończyła się z chwilą upadku hitlerowskich Niemiec, zostało zdjęte miano \"bandytów\". Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że to jest na razie oficjalne stanowisko rządu, w społeczeństwie nieobce są nadal jak najgorsze opinie o tych ludziach. Ile musiało upłynąć czasu aby na światło dzienne wyszły dokumenty, które stawiają w nie najlepszym świetle przeszłość byłego Prezydenta RP, \"legendy Solidarności\". Wielu ludzi od dłuższego czasu mówiło o tym, że ów człowiek w przeszłości nie do końca był krystalicznie czysty.
Niestety, nadal żyjemy z odciśniętym piętnem poprzedniej epoki. Nie rozumiemy jej jak działała, jak łamała ludzkie charaktery i postawy. Każdy przecież kto funkcjonował w tamtym czasie w mniejszym lub większym stopniu poddany był jej wpływom. Wielu chciało by zapomnieć ten czas, odkreślić go jakąś \"grubą kreską\". Jednak zapominanie w tej sytuacji nie jest dobrym rozwiązaniem. Przeszłość ma przecież wpływ na teraźniejszość i przyszłość. Jeśli człowiek zapomni, że mógł okazać się podłym, że jego działanie nie było godne i uczciwe jaką możemy mieć gwarancję, że w przyszłości nie będzie zachowywał się tak samo niegodnie i nieuczciwie. Takiej gwarancji mieć nie możemy. Tym bardziej, że jako ludzie jesteśmy skłonni koloryzować swoją przeszłość, wymazywać niewygodne fakty, przedstawiać inaczej nasze intencje.
Musimy stanąć w prawdzie, dotyczy to każdego z nas a nie tylko tych, którzy piastują jakieś ważne funkcje. Największe nawet błędy popełniane przez nas powinny być potępione. Potępienie błędów nie może jednak oznaczać negatywnej oceny człowieka. Człowiek może jednak wznieść się ponad swoje błędy i zacząć wszystko od nowa. Musimy zrozumieć, że w poprzednim okresie czasu niejednokrotnie niegodne zachowania ludzi były wymuszane groźbami, zastraszaniem i innymi niegodnymi działaniami. Ludzie czasem chcąc utrzymać rodzinę, chcąc kontynuować karierę godzili się na jakąś współpracę ze złem. Gorszą jednak sytuacją i bardziej godną potępienia były przypadki dobrowolnej zgody na współpracę i wyrządzania szkody bliźnim. Jednak najbardziej negatywnie należałoby ocenić zachowanie tych, którzy cały ten system organizowali i mu bezgranicznie służyli.
Co więc powinniśmy zrobić? Podstawą działania w tym zakresie nie powinno być odkreślanie przeszłości \"grubą kreską\" ani tym bardziej zapominanie. Trzeba pamiętać aby nam się nie pomyliło dobro ze złem, abyśmy mogli przebaczyć naszym bliźnim złe zachowania. Jeśli tego nie uczynimy, jeśli nie staniemy w prawdzie, jeśli nie zerwiemy z nas samych legend, które sami wytworzyliśmy nie będziemy zdolni do budowania nowej lepszej przyszłości. Wtedy to co odkreślamy, co wyeliminujemy z pamięci może wrócić i ukazać swe jeszcze gorsze oblicze niż miało wcześniej.

Kościół nie jest zacofany ale proponuje człowiekowi postęp i rozwójdata dodania: 18-02-2016

Kościół nie jest zacofany ale proponuje człowiekowi postęp i rozwój.
Każdy prawie codziennie ma możliwość słuchania wypowiedzi najróżniejszych osób na temat Kościoła. Tych wypowiedzi jest szczególnie dużo, gdy dzieją się jakieś wydarzenia ważne, relacjonowane przez media. Niestety ton tych wypowiedzi od lat jest niezmienny. Słyszymy, że Kościół powinien iść z duchem czasu, że powinien zmienić podejście do wielu istotnych dla ludzi spraw, że powinien zweryfikować wiele już \"nieżyciowych poglądów i przepisów\". Często wypowiadający te poglądy są bardzo daleko od Kościoła, czasem nawet swym życiem wykreślają się z grona wierzących, należących do wspólnoty kościelnej. Nierzadko się zdarza też, że ich postrzeganie Kościoła ogranicza się tylko do obserwowania wypowiedzi biskupów i niektórych kapłanów, jakby Kościół nie stanowił wspólnoty Bosko-ludzkiej z Jezusem Chrystusem jako jej głową. Jest to spaczone patrzenie na niektórych ludzi Kościoła, na niektóre wybrane ich wypowiedzi a nie na całość. Jeśli nawet w którejś z wypowiedzi przedstawicieli Kościoła znajdzie się myśl, którą można zinterpretować jako zachętę do zmiany rzekomo już\"nieżyciowych poglądów i przepisów\" to nie jest to uprawnione w świetle znanych wypowiedzi Jezusa, że nie może być zmieniona \"ani jedna jota, ani jedna kreska w Prawie...\"(Mt 5,17-20). Jezus nie przyszedł aby znieść przykazania ale by je jak najlepiej wypełnić. Wraz z Jezusem po Jego śmierci na krzyżu \"Prawo i Proroków\" ma wypełnić jak najlepiej Kościół.
Zgodzić się można z tym, że w Kościele w tej części ziemskiej składającym się z ludzi takich samych jak my, ludzie mogą popełniać błędy, nie są przecież doskonali, dopiero podążają drogą ku świętości. To nie może jednak zmienić prawdy, że Kościół jest wspólnotą świętą i po ludzku patrząc najgorszy nawet jego członek może, jeśli tylko zechce, zostać łaską Bożą oczyszczony. Dlatego nieuprawniona jest z naszej strony negatywna ocena pojedynczych osób, czy nawet grup ludzi, możemy co najwyżej mówić, że postępowanie, że czyny są złe ale nie ludzie. Ludzie zawsze mogą zmienić swoje postępowanie. My możemy im w tym pomóc nie skreślając ich a raczej pokazując co w ich postępowaniu jest złe.
Jesteśmy w ostatnich latach świadkami bardzo wielu wydarzeń i zmian w świecie. Wydawać się nam może nawet, że żyjemy w czasach ostatecznych, że wiele znaków na niebie i na ziemi wskazuje, że ten znany nam świat może się za chwilkę skończyć. Tak rzeczywiście możemy patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Człowiek posiadł już wystarczającą wiedzę i umiejętności aby ten stworzony przez Boga świat w wymiarze ziemskim zniszczył. Widzimy wyraźnie, że współczesny człowiek odwraca się od Boga od Jego przykazań. Żyje tak jakby to on tworzył \"Prawo\" i jemu ma wszystko podlegać. Ci, którzy uważają się za nowoczesnych i mają przy tym ogromne możliwości promowania swoich wizji i poglądów robią wszystko aby wyrugować Boga z przestrzeni publicznej, mediów, życia społecznego. Najchętniej zrobiliby wszystko aby wyeliminować Boga i Jego Prawo z ludzkich sumień. Temu służą wszystkie działania zmierzające do ukazania praw Boskich i kościelnych jako nieżyciowych, niewspółczesnych niemożliwych do zrealizowania przez normalnych współczesnych ludzi. Mówi się nawet, że podporządkowanie się tym prawom stoi na drodze do osiągnięcia szczęścia przez ludzi. A przecież każdy z nas chce być szczęśliwy.
Co w tej sytuacji proponuje Kościół? Przecierając oczy ze zdumienia można jednoznacznie stwierdzić, że tylko propozycje Kościoła są propozycjami odpowiadającymi na rzeczywiste problemy i kłopoty współczesnych ludzi. Nie jest więc Kościół zacofany proponując, a właściwie przypominając ludziom, że Bóg jest miłosierny, że \"Miłosierdzie\" jest imieniem Boga. Już św. Jan Paweł II, nasz rodak zauważył to i odważnie ustanawiając Święto Miłosierdzia Bożego i polecając cały świat Boskiemu Miłosierdziu pokazał nam lekarstwo na wszystkie nasze problemy. Tak więc my stanowiący maleńką cząstkę Kościoła powinniśmy być dumni z tego, że Bóg przez Kościół z wielką mocą ukazuje nam swoje Miłosierdzie. Dlatego powinniśmy z wielką nadzieją i z wielkim przekonaniem podążać naszym pielgrzymim szlakiem na którym tak wiele jest \"Bram Miłosierdzia\" tak wiele jest konfesjonałów, tak wiele jest i innych znaków zaproszenia do tego byśmy jak \"syn marnotrawny\" wrócili i nie bali się dostrzec czekającego na nas i wychodzącego nam na przeciw Miłosiernego Ojca.
Miłosierdzie Boże, które wprost \"nachalnie\" przypomina nam Kościół jest lekarstwem na wszystkie problemy ludzkości, na wszystkie problemy ludzi, na wszystkie moje indywidualne problemy. Nie jest więc Kościół zacofany ale proponuje człowiekowi prawdziwy postęp i rozwój.

Dzień w którym obudził się naród.data dodania: 24-05-2015

Dzień w którym obudził się naród.
Dziś święto Zesłania Ducha Świętego. Słowa św. Jana Pawła II \"Niech stąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi\" stają się faktem. Ale to jest dopiero początek drogi budowania dobrej i sprawiedliwej Polski z którą będziemy się mogli z dumą identyfikować. Wiele sił sprzysięgło się w celu utrwalenia tego co było złe. Jednak wysiłek i modlitwy wielu nie poszły na marne. Cieszmy się ale nie zapominajmy, że przed Polską i Polskim Narodem jeszcze wiele trudów na naszej - polskiej drodze. Życząc p. Andrzejowi Dudzie pomyślności nie możemy zapomnieć o tym, że dla dobra Polski nie możemy pozostawić \"naszego prezydenta\" bez życzliwej współpracy i bez nieustannej modlitwy.
Marian Rybicki

Dzień w którym obudził się naród.data dodania: 24-05-2015

Dzień w którym obudził się naród.
Dziś święto Zesłania Ducha Świętego. Słowa św. Jana Pawła II \"Niech stąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi\" stają się faktem. Ale to jest dopiero początek drogi budowania dobrej i sprawiedliwej Polski z którą będziemy się mogli z dumą identyfikować. Wiele sił sprzysięgło się w celu utrwalenia tego co było złe. Życząc p. Andrzejowi Dudzie pomyślności nie możemy zapomnieć o tym, że dla dobra Polski nie możemy pozostawić \"naszego prezydenta\" bez życzliwej współpracy i bez nieustannej modlitwy.
Marian Rybicki

Ojcostwo Świętego Józefa. Refleksje na Dzień Ojcadata dodania: 17-05-2015

Ojcostwo Świętego Józefa
Refleksje na Dzień Ojca
Bezsprzecznie jedną z najważniejszych przyczyn problemów współczesnej rodziny jest kryzys ojcostwa. Warto więc szukać idealnego wzoru ojca. Może być nim Święty Józef, określany nie do końca precyzyjnie jako \"Opiekun\" a nie jako \"ziemski Ojciec\" Jezusa.

Przyjście na świat Jezusa wiążemy z Maryją, która już przed wiekami wybrana została przez Boga na Matkę Zbawiciela. Wiemy z Ewangelii, że gdy Anioł przybył do Maryi z tą radosną i zdumiewającą nowiną, że zostanie Matką \"była już poślubiona mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida\". Możemy postawić pytanie, czy dla planów Bożych Święty Józef był niezbędny? Odpowiedź wydaje się prosta Jezus miał przyjść na świat w normalnej, zwyczajnej rodzinie. Miał mieć Ojca i Matkę. Józef i Maryja byli dla dziecięcia Jezus rzeczywistymi rodzicami: Ojcem i Matką. Nie byli kimś w rodzaju rodziców zastępczych. Gdyby było inaczej, na Świętą Rodzinę z Nazaretu nie moglibyśmy patrzeć jak na wzór do naśladowania dla nas.
W każdym małżeństwie i rodzinie o \"cudzie\" poczęcia, pojawienia się nowego życia, najpierw dowiadują się matki. Ojcowie zawsze trochę później. Tak było też i w Świętej Rodzinie. Maryja tą radosną wiadomością podzieliła się z Józefem. Ale wiadomość ta była nie tylko radosna ale także i trudna do przekazania bo przecież poczęcie nastąpiło \"wpierw nim zamieszkali razem\", gdy Maryja \"nie znała jeszcze męża\". Fakt poczęcia \"nim zamieszkali razem\" mógł przysporzyć młodym małżonkom wielu problemów. Największe niebezpieczeństwo mogło spotkać Maryję, mogła nawet zostać uznana za cudzołożnicę i ukamienowana. Józef i Maryja nie mogli przecież liczyć na to, że otoczenie uwierzy w ich słowa o boskim pochodzeniu dziecka, o poczęciu z Ducha Świętego, w to że ich dziecko jest oczekiwanym Mesjaszem. Musimy sobie uświadomić jak wiele w tym czasie zależało od postawy Świętego Józefa.
Józef o którym Ewangelia mówi, że był \"mężem sprawiedliwym\" powziął myśl aby oddalić Maryję potajemnie, aby nie narazić Jej na \"zniesławienie\". Po ludzku rozumując ten pomysł był wyrazem jego miłości i oznaczał przyjęcie odpowiedzialności za Maryję i mające się narodzić dziecko. Bóg chciał jednak by Jego Syn Jezus stając się człowiekiem miał wokół siebie to co każdemu dziecku jest najbardziej potrzebne: Ojca i Matkę i miłość rodzicielską.
Wtedy miało miejsce opisane w Ewangelii zdarzenie, które możemy postrzegać jako objawienie woli Bożej Józefowi, że ma być względem Jezusa Ojcem. Anioł objawił Józefowi Boski zamiar w słowach: \"Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryji, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów\". A Józef bez słowa uczynił tak jak mu polecił Anioł, przyjął Maryję pod swój dach, nadając \"dziecku\" imię przyjął ojcostwo i wszystkie ojcowskie obowiązki i prawa wobec Jezusa.
Ojcostwo Józefa jak i macierzyństwo Maryi było rzeczywistym wobec Jezusa Boga - Człowieka takim samym jak ojcostwo i macierzyństwo naszych rodziców względem nas. Jezus tak jak my \"był poddany\" swoim rodzicom. Maryja odpowiedziała na powołanie Matkę swoim \"niech mi się stanie\". Także i Józef na swoje powołanie na Ojca odpowiedział milczącym \"niech mi się stanie\" czyniąc tak jak mu Bóg poprzez Anioła polecił.
Jeśli uważamy Świętego Józefa tylko za \"przybranego ojca Jezusa\" to, musimy sobie uświadomić, że to \"przybranie\" jest tak jak macierzyństwo Maryi wyborem samego Boga. Święty Józef nie pełnił przecież zastępczych funkcji ojcowskich wobec Jezusa, tylko funkcje rzeczywiste a w powszechnym określaniu Go jako \"Opiekuna Zbawiciela\" nie można dopatrywać się umniejszania jego rzeczywistego ojcostwa. Przecież Bóg zaufał Józefowi tak samo, jak Maryi a poprzez ich małżeństwo i rodzinę wpisać się chciał na zawsze w ludzkie dzieje.
Bóg w rodzinie Józefa i Maryi uzależnił całkowicie swoje \"Bóstwo\" od woli ludzi. Tak było i jest nadal, Bóg nie narzuca się człowiekowi, chce by człowiek sam Go wybrał i pokochał. Bóg swego Syna Jezusa całkowicie poddał woli ludzi. To poddanie się ludziom doprowadziło Jezusa na krzyż a wszystko po to by wyrwać ludzi z mocy zła, by doprowadzić ich do wiecznego królowania z sobą samym.
Józef doświadczył jako mąż Maryi, jako ojciec Jezusa wielu niezwykłych wielkich tajemnic, których przed ówczesnym światem nie mógł ujawnić. Był tych tajemnic strażnikiem i miał udział w ich realizacji. Czy możemy sobie wyobrazić,jak wielkie na nim spoczęło zadanie? Wychować Syna Człowieczego, chronić Go przed niebezpieczeństwami, być dla Niego nauczycielem, wzorem do naśladowania, to wydawać by się niemożliwe do realizacji przez \"zwykłego człowieka\". Józef takim zwykłym człowiekiem był.
Okazuje się, że o wielkości człowieka, i jego świętości świadczą te czyny i obowiązki, które wykonuje na codzień. Jeśli chodzi o ojcostwo na ziemi nie ma lepszego przykładu nad Świętego Józefa.
Marian Rybicki

Praca Świętego Józefa data dodania: 14-04-2015


Praca Świętego Józefa


Święty Józef od wieków uznawany był za patrona rzemieślników a współcześnie mówi się o nim jako patronie ludzi pracy. Do niego corocznie w dniu 1 maja przybywają robotnicy z całej Polski aby uczcić swoje święto, aby zamanifestować swoją godność i godność swojej pracy, aby przedstawić mu swoje problemy i dopominać się o swoje prawa. Gdy przyjrzymy się Świętemu Józefowi uznać musimy, że nie ma lepszego patrona wszelkiej pracy, nie tylko rzemieślnika, robotnika ale i rolnika oraz pracy ludzi tak zwanych wolnych zawodów, czy pracy tych, którzy są pracodawcami.
Mamy przed oczami obrazy Świętego Józefa ukazujące go z piłą i siekierą, narzędziami ciesielskimi. Warto przyjrzeć się tym obrazom. Józef z Nazaretu, mąż Maryi określany był jako cieśla, jest to najczęstsze określenie jego zawodu, tego czym się zajmował. Wiemy, że ten zawód w przeszłości, tak jak i dzisiaj, nie był szczególnie doceniany społecznie. Był to zawód pospolity wykonywany przez wiele osób. Jednak przylgnięcie do imienia nazwy zawodu świadczy o tym, że Święty Józef wykonywał go w sposób wyróżniający go wśród innych. Świadczyło, że swój zawód traktował poważnie i uczciwie. Takie określenia zawodu pojawia się również wobec dzieci osoby, której pracę ceniliśmy i też jest dowodem na niezwykły szacunek dla osób, od których pochodzi. O Jezusie, mówili „syn cieśli”. Józef ojciec Jezusa, musiał być wybitnym, rzetelnym i uczciwym przedstawicielem swojego zawodu.
Józef świadczył usługi dla osób, które mieszkały w bliskiej okolicy, które były mu znane osobiście. Uwzględniać musiał więc w swojej pracy, ich potrzeby, zwyczaje i upodobania. To wymagało od niego indywidualnego podejścia do każdego zadania. Dzisiaj pracownik wykonujący jakieś zlecenie też powinien uwzględniać upodobania klientów ale przecież dobrze wiemy, że najczęściej nie zna odbiorcy swojej pracy. Współczesny odbiorca to nie indywidualny odbiorca ale klient anonimowy, którego gust i potrzeby narzucane są przez reklamę. Rzemieślnik pracę pieczętował swoim znakiem, imieniem bo jego praca była przez lata kojarzona z nim. Stąd każdy wyrób był jego wizytówką. Dzieło świadczyło o nim, identyfikowało go, nie było bezimiennym produktem. Takie podejście do pracy wymagało niezwykłej rzetelności i uczciwości w relacjach wykonawca – odbiorca.
Takiego podejścia do pracy uczył Józef swojego syna – Jezusa. Takie podejście do pracy wiąże się z zagadnieniami, które są odmienne od tych jakie spotykamy dzisiaj w relacjach pracownik – odbiorca. Między wykonawcą dzieła a odbiorcą istniały osobiste relacje, porozumienia bez pośredników nie tylko w sprawie dzieła, czy w sprawie ceny, gwarancji i terminu. To wpływało na relacje w ówczesnych społeczeństwach. Wykonawca uwzględniał sytuację materialną odbiorcy, biedniejsi płacili mniej. Tak samo i odbiorca mógł dołożyć do umówionej ceny dodatek z tytułu sytuacji materialnej wykonawcy, czy zadowolenia z pracy. Możemy być pewni, że Józef często sprzedawał swoją pracę za cenę ledwo pokrywającą koszty własne. Sprawą ważniejszą niż zysk było przecież zadowolenie odbiorcy i satysfakcja z pracy. O takich sytuacjach w dzisiejszych relacjach producent – odbiorca można pomarzyć, gdyż najczęściej kwestią najważniejszą jest zysk producenta.
Praca Józefa służyła odbiorcom a zapłata za nią zaspokojeniu potrzeb jego rodziny. Zysk schodził na plan dalszy. Ważniejszy był konkretny człowiek a nie pieniądze. Dzisiaj zysk staje się najważniejszą kategorią oceny pracy. Zysk - nadwyżka między kosztami a ceną za jaką zostaje sprzedany, nie jest niczym złym ale zachwianie proporcji w tej materii, nastawienie się tylko na zysk niesie za sobą wiele złego. Mamy do czynienia z wyzyskiem pracownika, zawyżaną ceną, obniżeniem jakości wyrobów. Taka sytuacja powoduje istotną zmianę relacji pomiędzy pracą a człowiekiem. Wtedy nie jest praca dla człowieka ale człowiek dla pracy. Człowiek staje się przedmiotem pracy a nie jej podmiotem. To nie tylko dzisiaj jest problemem odczuwalnym w swych skutkach przez zatrudnionych.
Praca, którą Józef wykonywał była ważna, bo dzięki niej jego rodzina mogła bezpiecznie funkcjonować. Józef wykonywał swą pracę w warsztacie lub blisko domu i w ten sposób Maryja i Jezus byli jej obserwatorami i pomocnikami. Szczególnym obserwatorem pracy Józefa był Jezus, który chętnie pomagał Józefowi. W ten sposób uczył się nie tylko pewnych umiejętności ale także uczył się pojmować sens pracy i jej znaczenie dla rodziny. Praca była istotnym elementem wychowawczego oddziaływania Józefa na swojego syna – Jezusa, który od ojca uczył się jak ma żyć jako człowiek dorosły.
Powinniśmy przyglądać się pracy Józefa aby z niej, z jej specyfiki czerpać wzory do naśladowania, aby z niej wyciągać wnioski jak mają, jak powinny wyglądać relacje pracodawca – pracownik, praca – płaca, wynagrodzenie – zysk. Dzięki pracy ludzie mogą zaspokajać swoje potrzeby, mogą się rozwijać, mogą kształtować przyszłe pokolenia. Praca nie powinna być ciężarem, karą czy uciemiężeniem. Pracy powinny towarzyszyć radość, zapał i satysfakcja tak dla pracownika, jak i dla pracodawcy. Efekt pracy powinien zadowalać tak wykonawcę jak i odbiorcę. Relacje między producentami a klientami nie powinny ograniczać się tylko do relacji handlowych, ale powinny uwzględniać podstawowy fakt, że tak jak pracownik, tak i przedsiębiorca i odbiorca są tymi, których łączyć powinny relacje charakterystyczne dla relacji między ludźmi, którzy nie są dla siebie wrogami, którzy współpracować powinni dla wspólnego rozwoju, bo są od siebie zależni i na siebie skazani.
Marian Rybicki

Rozważania na Wielki Postdata dodania: 20-02-2015

Rozważania na Wielki Post

„Otwórz mi Dawco Życia, bramę skruchy” od takich słów zaczyna się Wielki Kanon Pokutny św. Andrzeja z Krety. Od takich słów powinien zaczynać się każdy nasz Wielki Post, bo kto wie czy nie jest on ostatnim postem w naszym życiu. Czy my sami, największym nawet wysiłkiem woli potrafimy odejść od naszych grzechów, odejść od naszej grzeszności? Nie jesteśmy już dziećmi wiemy dobrze, że nasze wysiłki w tej dziedzinie najczęściej pozostają bezowocne. Powracamy do swoich jak nam się wydaje „drobnych, monotonnych grzechów powszednich”. Kto nas wyprowadzi z naszych ślepych uliczek, kto wskaże nam drogę wyjścia?
Jezus Chrystus przyszedł na świat i choć jest nieśmiertelny stał się tak jak my śmiertelni. Tak bardzo chciał być z nami, że doświadczył wszystkich ludzkich niedogodności, trosk i problemów, doświadczył wszystkiego co ludzkie oprócz grzechu. Nasze grzechy przyjął na swoje barki i poniósł je na Golgotę i dał się pohańbić, przybić do krzyża i na krzyżu wywyższyć. Na tym krzyżu wywyższony pokonał śmierć i otworzył dla nas Niebo. Kto wierzy w Chrystusa, kto się do Niego przyznaje – ten jest zbawiony. Trzeba więc czas Wielkiego Postu wykorzystać aby pójść za Nim, trzeba dostrzec, że sami nie jesteśmy w stanie się zbawić. Powinniśmy zobaczyć siebie w takim świetle jak celnik z przypowieści i powtarzać „Boże, miej litość dla mnie grzesznika”
Między Stwórcą a człowiekiem znajduje się przepaść, której nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Ale Bóg przerzucił dla nas ludzi „most”. Tym „mostem” jest Jezus Chrystus, który poprzez nieskończoną miłość stał się człowiekiem i jest zawsze obecny w każdym naszym cierpieniu i doświadczeniu. Jezus należy jednocześnie do dwóch światów: do naszego ludzkiego i do świata boskiego znajdującego się poza granicami ludzkości. Czytając Ewangelię usłyszymy słowa Jezusa wypowiadane z wielką mocą: „Ja jestem bramą...” A spotkać Go możemy, gdy spotykamy chorych, cierpiących, gdy spotykamy się na Eucharystii. Zapowiedział, że będzie z nami aż do skończenia świata. Wielki Post niech będzie więc takim czasem, że będziemy mogli doświadczyć Jego obecności wśród nas.
Uświadommy sobie wszystko co jest złe w nas i zostawmy to za progiem Wielkiego Postu. Przebaczmy wszystkie winy tym, którzy nam coś zawinili licząc, że Ojciec nasz Niebieski przebaczy nam nasze winy. Nie możemy przecież prosić Boga o to by nam przekreślił nasze winy jeśli w naszych sercach siedzi złość i wzmaga się nienawiść. Każdy z nas jest przecież winny wobec innych. Gdybyśmy jako ludzie nauczyli się przebaczać świat zmieniłby swe oblicze i byłby nie do poznania. Ale mimo, że to trudne, Jezus wzywa nas byśmy nie rezygnowali z wysiłków. Najważniejsze jest jednak to byśmy nauczyli się widzieć nasze grzechy i nie zostawali z nimi sami. Jezus przecież po to się narodził, przyszedł na ten świat, „aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
Przyjrzyjmy się słowom modlitwy napisanej przez św. Efrema Syryjczyka, mnicha, poety i teologa żyjącego w IV wieku w Syrii. Jak dobrze by się stało, gdybyśmy się do niej zastosowali:
„Panie i Władco życia mego! Ducha: próżniactwa, (rozpaczy, zwątpienia), żądzy władzy i pustosłowia nie daj mi (nie dopuszczaj do mnie). [pokłon]
Duchem zaś rozwagi, pokornej mądrości, cierpliwości i miłości, obdarz mnie, sługę Twego. [pokłon]
O Panie (i) Królu, spraw, abym widział moje przewinienia i nie osądzał brata mego, albowiem Błogosławiony jesteś na wieki wieków. Amen. [pokłon]
Próżniactwo i lenistwo jest przecież matką wszystkich wad i źródłem wielu rzeczy mrocznych i ciemnych. Przez te niby drobne przewinienia upaść możemy czasem aż na samo dno,
Inny wschodni święty, św, Serafin z Sarowa w swoich pouczeniach mówił: „Dlaczego potępiamy innych? Ponieważ unikamy poznania samych siebie. Jeśli będziemy dążyć do poznania samych siebie, nie będziemy mieli czasu, by rejestrować uchybienia innych. Zacznijcie osądzać samych siebie, a przestańcie sądzić innych. Sądząc zły uczynek, nie osądzajcie czyniącego go. Koniecznym jest poznanie siebie, najbardziej grzesznego ze wszystkich i wybaczenie swojemu bliźniemu każdego przewinienia. Musimy nienawidzić tylko szatana, który go zwiódł. Przewinienie to może jawić się jako coś złego tylko nam, a w rzeczywistości występujący przeciw nam miał dobre intencje. Poza tym, drzwi pokuty są zawsze otwarte i nie wiadomo, kto wejdzie przez nie szybciej- ty “sędzia”, czy też sądzony przez ciebie”. To pouczenie ponadczasowe, jakże aktualne dla każdego z nas, powinno na nas wpływać szczególniej w czasie Wielkiego Postu.
Chrześcijaństwo to nauczanie radosne, nawet Wielki Post jest radosny bo przecież w tym czasie uświadomić sobie powinniśmy bardziej niż w innym czasie, że Chrystus nas wybawił, że dla Boga jesteśmy bardzo ważni, bo przecież nie wahał się poświęcić za nas swego Syna. Powinniśmy więc być radośni nie smutni. Radosny człowiek w każdej społeczności pozytywnie wpływa na swoich bliźnich, nie tłamsi ich, nie narzuca im swej woli, nie podporządkowuje sobie. Wie przecież, że przed Bogiem równy jest każdemu, choćby wydawało mu się, że jest od niego lepszy. Radosny chrześcijanin ceni życie, miłuje ten dar, który otrzymał od Boga, jest uczciwy wobec siebie, pamięta, że ze sobą zabierze tylko to co ma w sercu a nie to o czym mówi, że posiada.
W Wielkim Poście powinniśmy być cierpliwi. Nie oznacza to kompromisu ze złem ale zachowanie niezmąconego spokoju ducha w dążeniu do celu, nawet w warunkach trudnych do zachowania spokoju. Cierpliwość inaczej to forma męstwa. Nade wszystko powinniśmy stać się otwarci na drugiego człowieka. Pierwszą reakcją naszą, gdy patrzymy na innych ludzi powinna być życzliwość. Jest to przecież trudne bo obok nas znajdują się ludzie, którzy swoje piękno zohydzają brzydotą brudu, ludzkich wad. Ale przecież Jezus, który ma być naszym przykładem nie odwracał się nigdy od nikogo, nawet od trędowatych. W tej naszej postawie nie powinno być kompromisu ani ugody ze złem. Zło powinniśmy nazywać zawsze złem ale człowiekowi, który popadł w grzech powinniśmy współczuć.
Wielki Post powinien być czasem na zastanowienie się jakim jest nasze życie? Żyjemy przecież w ciągłym rozgardiaszu, szumie, dociera do nas masa dźwięków. To rujnuje nie tylko nasze zdrowie fizyczne. To wpływa na nasze zachowania, nasze kontakty z innymi. Niektórzy nie potrafią znieść ciszy, czują się niepewnie, niespokojnie. Głos Boży jednak dociera do nas w ciszy. Jeśli chcemy Go usłyszeć musimy się wyciszyć choćby na parę chwil. „Jeśli nie będziemy zmuszać się do milczenia, do ciszy to pozostaniemy we władzy szumu życia, nieskończonego biegu, to całe nasze życie dokona się na powierzchni, bez głębi, bez duchowości, bez prawdziwego spotkania z Panem”. Mówił tak o. Aleksander Mień w jednej z homilii prawosławny kapłan, który zginął za wiarę w podobnych okolicznościach jak ks. Jerzy Popiełuszko. Dlatego warto modlić się słowami jednego z Psalmów: „Postaw, Panie, straż moim ustom i wartę przy bramie warg moich”.
W innej homilii ten wielki prawosławny kapłan, który całymi garściami czerpał również z nauczania Kościoła Katolickiego, mówił jakże aktualne na czas Wielkiego Postu słowa: „Wielki Post jest czasem, kiedy trzeba usłyszeć to słowo, obudzić się w końcu. Być może spaliśmy przez cały rok – dzień za dniem mijają tak szybko, a my nie zauważamy upływającego czasu. Dlaczego nie zauważasz? Ponieważ drzemiemy, płyniemy z nurtem, ponieważ osłabliśmy. Ale Cerkiew mówi do nas: Wstań, śpiący i powstań z martwych! I dusza nasza nadżarta przez grzechy, martwa, musi zmartwychwstać. Zdarza się, że kiedy idziesz po polu, widzisz – stoi człowiek i macha rękami. Podchodzisz bliżej – a okazuje się, że to strach: postawili go, aby odganiał ptaki od zasiewów. Rzecz martwa – czapka, koszula i kij. Oto i nasza dusza, wydaje się, że niby żyje, a przypatrzysz się jej, podchodząc bliżej – nie ma życia: ani jasnych myśli, ani żywej wiary, ani dobrych uczuć – wszystko zdrętwiało, wszystko pokryło się lodem. Cudownie, że Wielki Post wypada wiosną, kiedy to drzewa jakby martwe zaczynają ożywać, ziemia pokryta śniegiem, już się odsłania, a słowo Cerkwi dźwięczy w naszych uszach: „Wstań, śpiący i powstań z martwych, wskrzesi cię Chrystus”.
Tak, więc słuchając słów Jezusa powinniśmy narodzić się powtórnie. Nasza wiara wymaga od nas abyśmy modlili się o powtórne narodzenie, aby Bóg dał nam odczuć na sobie dotknięcie swej ręki i swój głos w naszych uszach. Teraz jest taki czas dany nam po raz kolejny, może już ostatni raz, Wielki Post. Może właśnie teraz przyjdzie Pan i obudzi mnie śpiącego, abym mógł osiągnąć cel swojego życia: moc Ducha Bożego w swoim sercu.
Marian Rybicki

Recytacja na niepogodę. W hołdzie Janowi Pawłowi IIdata dodania: 18-05-2014

Recytacja na niepogodę.
Finał XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego

Fatalna pogoda: deszcz i zimno mimo a nie majowe ciepło przywitały uczestników finału XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego, który odbył się 16 maja 2014 roku w Raszkowie. Mimo jednak brzydkiej pogody Raszków przywitał recytatorów z całej diecezji bardzo ciepło. Finał rozpoczęła Msza św. w parafialnym kościele, którą celebrowali ks. bp Teofil Wilski i ks. kan. Grzegorz Kamzol miejscowy proboszcz. Mszę św. uświetnił występ dzieci z parafialnej scholii, w której grają i śpiewają dzieci ze szkoły podstawowej począwszy do najmłodszej klasy, od „zerówki”. Parafialna schola zwróciła poziomem śpiewu nie tylko ks. Biskupa ale także pozostałych gości przybyłych z różnych krańców diecezji kaliskiej.
Ksiądz Biskup Teofil w swej homilii zwrócił uwagę zebranym na rolę jaką w życiu każdego człowieka może pełnić poezja. Wskazał na wielu kapłanów, którzy oprócz pracy duszpasterskiej parają się także poezją. Mówił, że św. Jan Paweł II - wielki święty był także znakomitym poetą, że poezja towarzyszyła mu we wszystkich latach jego posługi. Biskup Teofil przytoczył także kilka krótkich wierszy, które jemu samemu się podobają i towarzyszą mu w jego posłudze. Biskup Teofil otrzymał od organizatorów pamiątkową płaskorzeźbę przedstawiającą „zadumanego najbardziej znanego w świecie parafianina raszkowskiego św. Jana Pawła II”. Można mówić o Janie Pawle II, jako parafianinie raszkowskim, jako najznakomitszym mieszkańcu Raszkowa, bo on sam i znajdujące się w raszkowskim kościele relikwie doznają tu należnej czci.
Dalsza część konkursu odbyła się na gościnnych deskach sali widowiskowej Domu Kultury. Uczestników rywalizujących w trzech kategoriach wiekowych: uczniów szkół podstawowych, uczniów gimnazjów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych oceniało jury w składzie: ks. kan. Grzegorz Kamzol – proboszcz raszkowski, Maria Izydorek – emerytowany dyrektor Gimnazjum w Raszkowie, Maria Skrzypińska – Prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej w Odolanowie parafia pw. św. Barbary, członek Zarządu Diecezjalnego Akcji Katolickiej, Marian Rybicki – Prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej w Raszkowie, członek Zarządu Diecezjalnego Akcji Katolickiej, główny organizator konkursu. Decyzja jury, po wysłuchaniu 27 uczestników, którzy przeszli przez sito eliminacji szkolnych i parafialnych, była następująca:
w kategorii uczniów szkół podstawowych przyznano
III miejsca Zuzannie Perlińskiej z Raszkowa i Weronice Naskręt z Goliny,
II miejsce Bartłomiejowi Pankowi z Rozdrażewa,
I miejsce Aleksandrze Ratajek z Odolanowa;
w kategorii uczniów szkół gimnazjalnych:
III miejsca Filipowi Maryniakowi z Rozdrażewa i Dominice Goli z Mroczenia,
II miejsce Oliwii Młynarz z Biadek,
I miejsce Katarzynie Orpel z Goliny;
w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych:
III miejsca Katarzynie Bogajewicz z Kępna i Marzenie Adamiak z Jarocina,
II miejsce Aleksandrze Zwierz z Biadek,
I miejsce Julii Dziamarskiej z Byczyny.
Jury postanowiło przyznać nagrodę główną „Pielgrzymkę do Rzymu” ufundowaną przez ks. Biskupa Kaliskiego Edwarda Janiaka Kindze Szczupak z Mroczenia.
Zwycięzcy poszczególnych kategorii otrzymali pamiątkowe płaskorzeźby przedstawiające „najznamienitszego parafianina raszkowskiego” św. Jana Pawła II, którego relikwie znajdują się w raszkowskim kościele. Pozostali laureaci otrzymali ponadto oprócz pamiątkowych dyplomów, albumy ufundowane przez Burmistrza Miasta i Gminy Raszków p. Jacka Bartczaka oraz stypendia artystyczne w wysokości 100 zł i 200 zł.
Podczas koncertu finałowego dedykowanego Janowi Pawłowi II zaprezentował się działający przy Domu Kultury pod kierunkiem Łukasza Naczke znakomity zespół muzyki dawnej „Efascinatio” nie tylko zagrał na dawnych instrumentach ale także wykonał kilka dawnych pieśni w oryginalnych językach. Muzyka ta i wykonane pieśni znakomicie uzupełniły prezentacje najlepszych recytatorów. Koncert był okazją do podziękowań za pomoc i wsparcie następującym osobom i instytucjom, dzięki którym konkurs mógł się odbyć: ks. Biskupowi Edwardowi Janiakowi, proboszczowi raszkowskiemu ks. kan. Grzegorzowi Kamzolowi, p. Burmistrzowi Miasta i Gminy Raszków Jackowi Bartczakowi, Urzędowi Miasta i Gminy Raszków, Bankowi Spółdzielczemu w Raszkowie, p. Ryszardowi Kokotowi właścicielowi firmy P.P.H.U. Kokot.

Wyniki XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego 16 maja 2014 roku Raszkówdata dodania: 16-05-2014

Wyniki XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego.
Jury konkursu w składzie: ks. kan. Grzegorz Kamzol – proboszcz raszkowski, Maria Izydorek – emerytowany dyrektor Gimnazjum w Raszkowie, Maria Skrzypińska – Prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej w Odolanowie parafia pw. św. Barbary, członek Zarządu Diecezjalnego Akcji Katolickiej, Marian Rybicki – Prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej w Raszkowie, członek Zarządu Diecezjalnego Akcji Katolickiej postanowiło po wysłuchaniu 27 uczestników, którzy przeszli przez sito eliminacji szkolnych i parafialnych, przyznać następujące nagrody:
W kategorii uczniów szkół podstawowych przyznać
dwa III miejsca Zuzannie Perlińskiej z Raszkowa i Weronice Naskręt z Goliny,
II miejsce Bartłomiejowi Pankowi z Rozdrażewa,
I miejsce Aleksandrze Ratajek z Odolanowa.
W kategorii uczniów szkół gimnazjalnych:
dwa III miejsca Filipowi Maryniakowi z Rozdrażewa i Dominice Goli z Mroczenia,
II miejsce Oliwii Młynarz z Biadek,
I miejsce Katarzynie Orpel z Goliny.
W kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych:
dwa III miejsca Katarzynie Bogajewicz z Kępna i Marzenie Adamiak z Jarocina,
II miejsce Aleksandrze Zwierz z Biadek,
I miejsce Julii Dziamarskiej z Byczyny
Jury postanowiło przyznać nagrodę główną „Pielgrzymkę do Rzymu” ufundowaną przez ks. Biskupa Kaliskiego Edwarda Janiaka Kindze Szczupak z Mroczenia.
Zwycięzcy poszczególnych kategorii otrzymali pamiątkowe płaskorzeźby przedstawiające „najznamienitszego parafianina raszkowskiego” św. Jana Pawła II, którego relikwie znajdują się w raszkowskim kościele. Pozostali laureaci otrzymali ponadto oprócz pamiątkowych dyplomów, albumy ufundowane przez Burmistrza Miasta i Gminy Raszków p. Jacka Bartczaka oraz stypendia artystyczne w wysokości 100 zł i 200 zł.
Organizatorzy dziękują za pomoc i wsparcie następującym osobom i instytucjom:
Ks. Biskupowi Edwardowi Janiakowi, Proboszczowi raszkowskiemu ks. kan. Grzegorzowi Kamzolowi, p. Burmistrzowi Miasta i Gminy Raszków Jackowi Bartczakowi, Urzędowi Miasta i Gminy Raszków, Bankowi Spółdzielczemu w Raszkowie, p. Ryszardowi Kokotowi właścicielowi firmy P.P.H.U. Kokot

Regulamin XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 29-01-2013

Regulamin XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego „Wierzę w Syna Bożego” 2014

1. Celem konkursu jest propagowanie wartości chrześcijańskich zawartych w twórczości różnych autorów tak polskich jak i zagranicznych. Konkurs ma być nie tylko rywalizacją biorących w nim udział ale przede wszystkim okazją do zadumy dla recytujących, przygotowujących i słuchaczy nad istotą człowieczeństwa, nad poszukiwaniem sensu życia oraz okazją do zagłębiania relacji Bóg – człowiek – świat. Konkurs powinien stać się także refleksją związaną z prawdą, że jest Bóg, który nas kocha, który jest Miłością, a powinnością nas ludzi deklarujących się jako wierzący jest nadawać życiu ludzkiemu odpowiednią wartość, uszlachetniać je dobrem, miłością, prawdą i pokojem oraz chronić przed utratą godności.

2. Hasłem XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego są słowa: ”Wierzę w Syna Bożego” zaczerpnięte z Programu Duszpasterskiego Kościoła na rok 2014 rok.

3. XIII Diecezjalny Konkurs Recytatorski organizuje Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej, Parafialny Oddział Akcji Katolickiej z Raszkowa wraz z Oddziałami Parafialnymi Akcji Katolickiej oraz innymi podmiotami i osobami uczestniczącymi w organizacji konkursu, w szczególności ze szkołami i z samorządowymi instytucjami upowszechniania kultury.

4. Konkurs obejmuje swym zasięgiem obszar diecezji kaliskiej oraz wszystkich mieszkających lub uczących się w szkołach leżących na terenie diecezji.

5. Konkurs odbywa się w następujących kategoriach wiekowych:
A/ uczniów szkół podstawowych
B/ uczniów szkół gimnazjalnych,
C/ uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

6. Konkurs zostanie przeprowadzony w dwóch etapach:
a/ etap podstawowy w szkołach i innych instytucjach, które mają prawo zgłoszenia uczestników, mogą zgłosić maksymalnie 2 uczestników do 30 kwietnia 2014 roku, w zgłoszeniu trzeba przedstawić dotychczasowe osiągnięcia recytatorskie,
b/ przesłuchania finałowe oraz koncertów finałowy konkursu odbędą się 16 maja 2014 roku w Raszkowie. Organizatorzy rezerwują sobie prawo przeprowadzenia dodatkowych eliminacji rejonowych o terminie i miejscu których uczestników powiadomimy. Przypuszczalny termin eliminacji rejonowych od 5 do 12 maja 2014 roku. (będzie też dostępny na naszej stronie internetowej). Prosimy o podanie E-maila i Tel. kontaktowego.

7. Każdy kto chce wziąć udział w konkursie zgłasza swą chęć organizatorom etapu podstawowego i przygotowuje do prezentacji repertuar, który powinien spełniać następujące wymogi:
- uczniowie szkół podstawowych jeden utwór wiersz lub prozę o czasie prezentacji nie przekraczającym 3 minut
- uczniowie szkół gimnazjalnych, ponad gimnazjalnych przygotowują wiersz i prozę o łącznym czasie prezentacji nie przekraczającym 5 minut,
- wybrany tekst powinien uwzględniać wiek i możliwości recytujących,
- uczestnicy nie mogą występować z repertuarem już prezentowanym przez siebie w poprzednich edycjach konkursu,
- nie dopuszcza się także możliwości prezentacji całości lub we fragmentach: przemówień, homilii i znanych urywków Pisma Świętego,
- nie dopuszcza się także prezentacji utworów własnych, za wyjątkiem już publikowanych lub tłumaczeń z innych języków.

8. Warunkiem uczestniczenia w etapie regionalnym konkursu jest wzięcie udziału w eliminacjach podstawowych organizowanych przez instytucje uprawnione do zgłaszania uczestników, w przypadku gdyby takie eliminacje nie były organizowane, dopuszcza się możliwość indywidualnego zgłoszenia.

9. Prawo przeprowadzania eliminacji i zgłaszania uczestników mają szkoły, parafie, oddziały parafialne Akcji Katolickiej ośrodki i domy kultury, warsztaty terapii zajęciowej, kluby i inne instytucje działające na terenie diecezji kaliskiej. Protokół zgłoszenia wraz z załącznikami: kartą zgłoszenia zakwalifikowanych do etapu regionalnego uczestników oraz imienną listą uczestników prosimy przesyłać w terminie do 20 lutego 2013 roku na adres:
Akcja Katolicka Diecezji Kaliskiej
ul. Widok 80 -8262-800 Kalisz
lub E-mail: dkrkalisz@wp.pl

10. Jury XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego oceniać będzie uczestników według ogólnie przyjętych kryteriów (dobór repertuaru, kultura słowa, interpretacja).

11. Jury XIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego powołane zostanie w sposób następujący:
a/ w etapie podstawowym Jury powołuje Dyrektor (zarządzający) instytucji przeprowadzającej eliminacje,
b/ w eliminacjach rejonowych organizator eliminacji,
b/ w finale diecezjalnym przez Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej we współpracy z współorganizatorami konkursu.

12. Nagrody i wyróżnienia:
a/ w etapie podstawowym i eliminacjach w zależności od możliwości organizatora,
b/ w finale diecezjalnym przewiduje się przyznanie dyplomów i cennych nagród za zajęcie I, II, III miejsca oraz wyróżnień,
c/ główną nagrodą w konkursie jest pielgrzymka do Rzymu w ramach diecezjalnej pielgrzymki do Rzymu )na przełomie kwietnia i maja 2013 roku) ufundowana przez ks. bp Edwarda Janiaka.

13. Regulamin konkursu wraz ze wszystkimi potrzebnymi załącznikami zamieszczony jest na stronie internetowej Akcji Katolickiej: www.akcjakatolicka.kalisz.pl Wątpliwości i zapytania dotyczące regulaminu należy zgłaszać pod telefonem: 062 7667855 we wtorki i czwartki od godz. 10,00 do 14,00 lub pod E-mail: dkrkalisz@wp.pl albo Marian Rybicki tel. 694 192 477 E-mail: marianrybicki@wp.pl

















XII DIECEZJALNY KONKURS RECYTATORSKI - KARTA ZGŁOSZENIA
XII Diecezjalny Konkurs Recytatorski 2013 r.
„Być solą ziemi”

Niniejszym zgłaszamy do udziału w Eliminacjach Rejonowych XII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego następujących uczestników
W kategorii:
gimnazjum, szkół ponadgimnazjalnych(odpowiednie skreślić) , którzy wyłonieni zostali w drodze eliminacji przeprowadzonych w dniu ……………………………………

W eliminacjach udział wzięło ………….. uczestników ocenianych przez Jury w składzie:



Do udziału w finale Konkursu Jury zakwalifikowało następującego uczestnika
1.
2.
Ponadto Jury postanowiło wyróżnić następujących uczestników eliminacji:

Nazwa instytucji delegującej: …………………………………………………………………………
………………………………………………………………………………………………………………………….
………………………………………………………………………………………………………………………….
(proszę podać adres oraz koniecznie numer telefonu i E-mail)



Podpisy i ew. pieczątki zgłaszających:

Dane uczestnika zakwalifikowanego do konkursu
1. Imię i nazwisko :
Adres:
2. Powiat: Gmina:
3. Adres do korespondencji, (tel. Kom., E-mail)

4. Data urodzenia:
5. Miejsce nauki:

6. Dotychczasowe osiągnięcia recytatorskie:

6. Imię i nazwisko nauczyciela, instruktora:
7. Instytucja delegująca:

8. Repertuar:
- Poezja :

-Proza:

( Uczestnicz przygotowują dwa utwory lub fragmenty utworów: wiesz i prozę – maksymalny czas prezentacji nie może przekroczyć 5 minut. Proszę podawać pełne imiona i nazwiska autorów oraz tytuły utworów)

…………………… …….…….…………..…………. ….………………………….…….
(instytucja delegująca) (instruktor, nauczyciel)

XII Diecezjalny Konkurs Recytatorskidata dodania: 29-01-2013

Szanowni Państwo!
Prezesi Parafialnych Oddziałów Akcji Katolickiej

Zwracam się do Was z prośbą o rozpropagowanie XII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego ”Być solą ziemi” 2013. Pragnę zwrócić uwagę na fakt, ze to właśnie Parafialne Oddziały Akcji wraz z Zarządem Diecezjalnym są głównymi organizatorami tego największego przedsięwzięcia nie tylko o charakterze kulturalnym ale i ewangelizacyjnym w naszej diecezji. Proszę więc abyście Państwo dotarli do największej ilości szkół gimnazjalnych i ponad-gimnazjalnych oraz do rozmaitych instytucji kultury i zachęcili je do wysłania uczniów na konkurs, do zorganizowania eliminacji podstawowych. Jeśliby się to Wam nie udało sami macie możliwość wysłania uczniów na konkurs. Tegoroczny konkurs składa się tylko z dwóch etapów podstawowego i finału i adresowany jest tylko do uczniów szkół gimnazjalnych i ponad-gimnazjalnych. Każda szkoła lub instytucja może zgłosić jednego lub dwóch uczestników, przy czym przy drugim zgłaszanym uczestniku trzeba wykazać jego dotychczasowe osiągnięcia recytatorskie.


XI Diecezjalny Konkurs Recytatorski data dodania: 30-05-2012



Przesłuchania finałowe i koncert finałowy zakończył, które odbyły się w Raszkowie w święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła, 28 maja 2012 roku zakończyły tegoroczną edycję Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego. Najpierw 33 uczestników finału zaprezentowało swoje umiejętności recytatorskie podczas przesłuchań w Sali Widowiskowej Miejsko – Gminnego Domu Kultury w Raszkowie. Wszyscy przebrnęli długą drogę eliminacji. Najpierw na etapie podstawowym szkoły, parafie, ośrodki kultury czy parafialne oddziały Akcji Katolickiej przeprowadziły eliminacje zgłaszając po maksymalnie dwu uczestników do eliminacji rejonowych. Z posiadanych protokołów eliminacji na poziomie podstawowym wynika, że w szranki konkursu stanęło ponad 300 uczniów. W niektórych szkołach w eliminacjach wystartowało po ponad 30 młodych ludzi. W eliminacjach rejonowych, które w tym roku odbyły się w Wołczynie, Raszkowie, Ostrowie Wielkopolskim, Biadkach i Biernatkach wyłoniona została 33 osobowa grupa uczestników przesłuchań finałowych. Konkurs był przeprowadzony w następujących kategoriach wiekowych dla uczniów szkół podstawowych z klas IV do VI, dla uczniów szkół gimnazjalnych i uczniów szkół ponad-gimnazjalnych. Uczniowie szkół podstawowych prezentowali po jednym tekście: prozę lub wiersz, natomiast uczniowie starsi po dwa teksty wiersz i prozę.

Tegoroczny konkurs odbywał się pod hasłem: „Kościół naszym domem”. Wielu uczestników zadało sobie wiele trudu aby wyszukać teksty, które nawiązywały ściśle do treści tego hasła. Teksty, które były prezentowane podczas finału jak i podczas eliminacji podejmowały niejednokrotnie bardzo ciekawe tematy związane z Kościołem, z otaczającym nas światem, z przeżyciami religijnymi. Zgodnym z prawdą jest określenie, że stanowiły swoiste rekolekcje tak dla słuchających jak i mówiących. Tak wybrane teksty, prezentacje, jak i zaangażowanie ukazywały młodych jako myślącą grupę ludzi, która może być „nadzieją” Kościoła. Dało się to odczuć podczas eliminacji a także finału, gdy zawiązywały się między przecież rywalizującymi o cenne nagrody nici porozumienia i sympatii. Ci, którzy nie odnieśli sukcesu nie czuli się przegrani a raczej dowartościowani faktem uczestnictwa w czymś rzeczywiście ważnym i doniosłym. Przecież każdy z nich miał okazję pokazania swoich przekonań, swojej wiary posługując się zdobywanymi umiejętnościami artystycznymi podczas kolejnych konkursów i co jest szczególnie ważne posługując się dla wyrażania swoich emocji, przeżyć i przemyśleń tekstami autorów, którzy nie wstydzą się swojej przynależności do Kościoła, do Chrystusa. Sam udział w konkursie był przecież niejednokrotnie dla młodych ludzi takim publicznym „przyznaniem się do Jezusa przed ludźmi”. Pod tym względem był to konkurs wyjątkowy. Wystarczyło tylko popatrzeć i posłuchać.

W tegorocznym finale niełatwą funkcję oceniania przyjęli na siebie: Pani Halina Kądziela – Prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Raszkowskiej jako przewodnicząca Jury, Pani Maria Skrzypińska członek Zarządu Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej parafii św. Barbary w Odolanowie, którey gościł już raz finał konkursu, Pani Magdalena Grzelczak – licealista, zdobywczyni I miejsca konkursu w kategorii uczniów gimnazjów z przed kilku laty w Byczynie, Pani Anna Szczęsna – Prezes Apostolstwa Miłosierdzia Bożego w parafii Raszków oraz Marian Rybicki – główny organizator finału konkursu. Decyzja Jury nie była łatwa, bo poziom był niesamowicie wysoki i wyrównany i najwłaściwsze byłoby nagrodzenie wszystkich uczestników konkursu.

Jury postanowiło przyznać: Magdalenie Łączniak z Jarocina wyróżnienie w kategorii uczniów szkół ponad-gimnazjalnych; w kategorii uczniów szkół gimnazjalnych wyróżnienia dla Klementyny Wąsiewskiej z Kotlina, Aleksandry Kamińskiej a Wołczyna i Moniki Chałupniczak z Koryt; III miejsce dla Magdy Mróz z Goliny, II miejsce dla Katarzyny Wierzbińskiej z Mroczenia, I miejsce dla Klaudii Orpel z Goliny; w kategorii uczniów szkół podstawowych: wyróżnienia: Julii Winieckiej z Grębanina, Martynie Kłak z Wołczyna, Wiktorii Nawrot z Lasek, Oliwii Młynarz z Biadek, Martynie Lubojańskiej z Grzebanina, dwa drugie miejsca Gabrieli Krawczyk z Krotoszyna i Michałowi Rybce z Rozdrażewa, I miejsce Klaudii Zowadzie z Wołczyna. Jury postanowiło także, że główną nagrodę konkursu „Pielgrzymkę do Rzymu” tradycyjnie od kilku lat fundowaną przez Księdza Biskupa Stanisława Napierałę otrzymała laureatka I miejsca w kategorii uczniów gimnazjów Klaudia Orpel z Goliny.

Po raz pierwszy odbyło się także podczas finału tego konkursu głosowanie publiczności, nagrodę publiczności zdobył: Michał Rybka z Rozdrażewa. Ponadto wszyscy uczestnicy konkursu dzięki pomocy sponsorów otrzymali pamiątkowe dyplomy i drobne upominki.

Laureaci konkursu mieli okazję zaprezentować się przed szerszą publicznością podczas koncertu finałowego, który odbył się tego samego dnia w kościele parafialnym w Raszkowie. Podczas koncertu ogłoszony został werdykt Jury. Laureaci otrzymali dyplomy oraz nagrody, które wręczali ks. Marcin Jagiełło – proboszcz raszkowskiej parafii i Pan Piotr Rokicki Wiceburmistrz Raszkowa. Laureatom prezentującym podczas koncertu jeszcze raz wybrane przez siebie utwory towarzyszył znakomity raszkowski Zespół Muzyki Dawnej „Efascinato” pod kierunkiem Pana Łukasza Naczke, który tak jak recytatorzy wspiął się na wyżyny umiejętności i pokazał jak piękna może być muzyka z dawnych czasów. Laureatom oraz organizatorom i sponsorom gratulacje i słowa podziękowania składali w swoich wystąpieniach ks. proboszcz Marcin Jagiełło a w imieniu Zarządu Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Pani Maria Skrzypińska.

Doprowadzenie kolejnej edycji konkursu wymagało wiele zaangażowania nie tylko organizatorów przesłuchań finałowych i koncertu finałowego. Wiele pracy aby konkurs pomyślnie się odbył włożyli Ci wszyscy, którzy dołożyli choćby małą cząstkę pracy, czasu, środków czy trudu w organizację eliminacji rejonowych, eliminacji parafialnych, szkolnych. Szczególne podziękowania należą się młodym ludziom, którzy zdecydowali się brać udział w „przygodzie” jaką jest uczestnictwo w konkursie recytatorskim. Podziękować należy także wszystkim, którzy tym chętnym młodym ludziom nie podcinali skrzydeł a pomogli w przygotowaniu, w doborze repertuaru czy w dowiezieniu na miejsce konkursu.
Wszystkim tym ludziom Szczęść Boże!
O.P.

XI Finał Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 20-05-2012

Finał XI Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego odbędzie się jednak w Raszkowie a nie jak wcześniej zapowiadaliśmy w Koźminie w poniedziałek 28 maja 2012 roku.
Początek przesłuchań finałowych:
g. 10,00 w sali Widowiskowej Domu Kultury przy ul. Koźmińskiej
ok. g. 14, 00 - 15,30 przerwa obiadowa
g. 16,00 Koncert finałowy (ogłoszenie wyników, wręczenie nagród) kościół parafialny w Raszkowie (przy ul Ostrowskiej)
Planowane zakończenie koncertu ok. g. 17,30
Bezpośrednio po koncercie finałowym możliwość uczestniczenia w Nabożeństwie majowym i Mszy św.
Zapraszam

Rozważania Wielkanocnedata dodania: 04-04-2012

Rozważania Wielkanocne
Co by się stało, gdyby okazało się jednak, że w niedzielę rano niewiasty zastały by Jezusa w grobie. One poszły do tego grobu, aby olejkami namaścić ciało Jezusa, by w ten sposób dopełnić ostatecznie ceremonii pogrzebowych. Może jednak tliła się w nich jakaś iskierka nadziei, że to wszystko co się stało na Golgocie to był tylko zły sen, który właśnie mija. Ale Golgota nie była snem. To co stało się na Golgocie było tak wyraźne i przekonujące i tak wiele pozostawiło śladów wokół. Apostołowie przerażeni zgromadzeni w Wieczerniku zastanawiali się co teraz z nimi będzie! Matka Jezusa z obliczem na którym może nie było widać śladów płaczu i rozpaczy ale można było dostrzec jak wielkiego doznało „cierpienia jej serce”. Nawet tłum, który nie tak dawno każdego ranka zaczynał się zazwyczaj dopytywać z podnieceniem o kolejne cuda Jezusa, o Jego nauczanie, o to jak kolejny raz „dogadał” faryzeuszom, teraz zamilkł w swej beznamiętnej i beznadziejnej szarzyźnie dnia codziennego. Przecież jeszcze nie tak dawno tliła się w ich głowach nadzieja, że może ten Jezus jest obiecanym im przez Boga Mesjaszem, który w ich mniemaniu miał zbudować potężne królestwo Izrael. Choć może to królestwo, o którym mówił im Jezus ich jakoś do końca nie przekonywało ale jednak ich serca były pełne nadziei. Może poruszały się ich sumienia, może nawet zaczynali odczuwać jakiś strach czy niepewność co do swojego postępowania. Teraz jednak, gdy Chrystus umarł na krzyżu musieli czuć pustkę, umarła wraz z Jezusem na krzyżu ich ostatnia nadzieja na „Królestwo Boże na ziemi”. Upadek Jezusa, Jego śmierć była ich upadkiem ich śmiercią nie mogli więc odczuwać żadnej radości. Nawet ci, którzy głośno namawiali, nakłaniali do wydania Jezusa nie czuli się pewnie, nie czuli smaku zwycięstwa. Kazali przecież opieczętować grób, wystawić zbrojne warty, przywalić grób wielkim i ciężkim kamieniem. Dlaczego? Przecież krzycząc „Na krzyż z nim, na krzyż” i zachęcając innych do takiego krzyku, ostatecznie wydawać by się mogło, że dopięli swego. Dlaczego więc teraz chowają się po kątach, nie ma w nich radości. Widać skutki takiego zwycięstwa, któremu patronuje Szatan nie prowadzą do szczęścia, nie dają radości.
Ale jednak Chrystus zmartwychwstał. Zmartwychwstał jak to zapowiedział. Na nowo wlał nadzieje w serca tych, którzy w Niego uwierzyli. Otworzył im oczy, oświecił, że przyjście Mesjasza, Królestwo Niebieskie, które było im obiecane przez Boga nie jest takie jakie sobie wyobrażali. Wyobraźnia ówczesnych ludzi ograniczała kształt Królestwa Niebieskiego tylko do dobrobytu, do panowania Izraela. A przecież Bóg nie chciał człowieka, którego umiłował, w niczym ograniczać. Bóg chce dla nas nie dobrego zdrowia, długiego życia, bogactwa ale życia wiecznego w jedności z Nim samym. Tego nie może człowiekowi na ziemi nikt i nic zapewnić, żaden system polityczny, żaden przywódca, czy lekarz.
Gdy Jezus Chrystus zmartwychwstał zaczął przypominać i tłumaczyć swoim uczniom to co wcześniej zapowiedział, to co było też już zapisane w proroctwach Izraela. Otwierał swoim uczniom oczy, ukazywał Swoją miłość, Swoje Miłosierdzie, wlewał w ich serca prawdziwą radość i prawdziwą nadzieję. To dzieje się po dzień dzisiejszy w Kościele. W ślad za powołanymi przez Jezusa Apostołami robili to ich następcy i czynią to dzisiaj kapłani. Nam także, gdy tylko w poranek Wielkanocny uwierzymy w Zmartwychwstanie Jezusa, daje On nam nadzieję obiecanego życia wiecznego, wiecznego szczęścia z obcowania z Bogiem w niebie.
Gdyby jednak okazało się, że Jezus nie zmartwychwstał, całe jego nauczanie byłoby nieprawdziwe, „wiara nasza byłaby daremna”. Dlatego przeciwnicy Jezusa od samego początku chcieli ośmieszyć zmartwychwstanie, zaprzeczyć mu. Usiłowali nawet przez przekupionych żołnierzy wmówić ludziom, że to Apostołowie wykradli ciało Jezusa, że nie zmartwychwstał. A czy dziś jest inaczej? Powiedziałby ktoś, że dziś nikt nie odważy się kwestionować faktu zmartwychwstania. Czy aby na pewno? A skąd biorą się właśnie w czasie świąt Wielkanocnych: zajączki, kurczaczki, jajeczka. Czy nie jest tak, że właśnie tymi „gadżetami” usiłują niektórzy zakryć nam Zmartwychwstanie Jezusa? Czy nie jest tak, że propaguje się sposób spędzania świąt koniecznie przy białej kiełbasie, szynce, jajkach, babce wielkanocnej a nie przy grobie Jezusa?
Chrystus jednak zmartwychwstał i przychodzi do nas, gdy tylko Go zaprosimy do wspólnej rozmowy, jak Apostołowie w drodze do Emaus, jak zaprosimy Go do Stołu Pańskiego w Komunii Świętej. Przychodzi do nas jak do Apostołów zgromadzonych w Wieczerniku, przychodzi „mimo drzwi zamkniętych”. A gdy nie chcemy Go przyjąć cierpliwie czeka.

Droga krzyżowa Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej w Raszkowie (1 kwietnia 2012r.)data dodania: 02-04-2012

DROGA KRZYŻOWA Parafialnego Oddziału Akcji katolickiej w Raszkowie
Stacja 1 Piłat wydaje wyrok na Jezusa.
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Przed Piłatem toczy się proces. Kapłani żądają by skazał Jezusa na śmierć. Przedstawiają różne argumenty. Piłat ówczesny prokurator Judei, jako sędzia w tym procesie ma wydać wyrok. Wydaje się, że każdy wyrok jest możliwy. Nawet ten, że Jezus zostanie uniewinniony. Piłat wie, że kapłani przez zawiść oskarżają Jezusa, wie też że ich argumenty nie są niezbite, to nawet nie poszlaki ale same oszczerstwa. Piłat mówi nawet do kapłanów: „ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. Te słowa Piłata są prawdą, żaden sąd który chciałby kierować się prawdą nie mógłby skazać Jezusa bo nie znalazłby u Jezusa żadnej winy. Piłat gdy usłyszał od Jezusa słowa, „że się po to się narodził i przyszedł na świat aby dać świadectwo prawdzie” chciał Go uwolnić. A jednak stało się inaczej. Kapłani naciskali coraz bardziej. Zagrozili mu nawet, że doniosą gdzie trzeba, że nie jest przyjacielem Cezara. Piłat uląkł się. Na nic się zdał jego chytry wybieg by starym zwyczajem uwolnić na święto Paschy jednego więźnia. Gdy przedstawił tłumowi Jezusa i złoczyńcę Barabasza, oni wybrali Barabasza. A gdy zapytał ich co ma zrobić z Jezusem zaczęli krzyczeć: „Na krzyż z Nim, na krzyż”.
Ale kto krzyczał: „na krzyż z nim”, czy tylko ówczesny tłum podburzony przez kapłanów? A może gdybyśmy się uważniej przyjrzeli tej scenie zauważylibyśmy w tym tłumie siebie samych. Czy my aby rzeczywiście nie stoimy tam i nie krzyczymy: „na krzyż z Nim”? Czy nas nie ma wśród rzucających bezpodstawne oskarżenia, czy nas nie ma wśród chcących wyrugować naukę Jezusa z naszej rzeczywistości? Musimy sobie zadać dziś takie pytania. To my a nie Piłat wydaliśmy wyrok na Jezusa. Nasze grzechy, nasze oskarżenia, nasze krzyki: „na krzyż z Nim, na krzyż z Nim” są ciągle obecne w Jezusa drodze krzyżowej.
Dzisiaj, gdy przypominamy sobie moment wydania wyroku na Jezusa, musimy sobie zadać pytanie czy my też nie wydajemy niesprawiedliwych, krzywdzących innych wyroków. Czy wygłaszane przez nas opinie nie niszczą innych ludzi, nie są powodem wielkich krzywd i dramatów.

Stacja 2 Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Nikt nie protestował. Tylko łzy Maryi i szloch Marii Magdaleny. Ale to na nic. Wrzask: „Na krzyż z nim, na krzyż” był głośniejszy i niósł się szerokim echem po Jerozolimie i niesie się aż do dnia dzisiejszego po całym świecie. Dzisiaj także krzyczą; „Na krzyż z nim, na krzyż”. Władcy umywają ręce, czują się usprawiedliwieni, że nie są winni krwi tego sprawiedliwego. A Jezus jedyny Sprawiedliwy bierze krzyż, bo tak obiecał swemu Ojcu i idzie na Golgotę poniżony, jak łotr i przestępca.
Jezus ani jednym słowem, ani jednym gestem nie protestował przeciw temu co się z Nim działo. Nie złorzeczył swemu Ojcu, nie pomstował na ludzi, którzy mu taki los zgotowali. Ochoczo wziął krzyż na ramiona. Krzyż ciężki od naszych grzechów. Wie, że jego ciężar to nie drewno, z którego powstał, ale ciężar grzechów wszystkich ludzi, także moich grzechów. Żaden człowiek nie byłby w stanie dźwignąć takiego ciężaru. Tylko Bóg – Jezus Chrystus nasz Odkupiciel, ale i Jemu nogi się ugięły pod takim ciężarem. A On przylgnął do krzyża, jakby to był nie ciężar ale jakaś słodycz. Przylgnął do krzyża, do naszych grzechów, do naszych słabości, bo tak nas umiłował. I poszedł sam. W drodze za Jezusem niosącym krzyż na Golgotę z szyderczym uśmiechem podążają, jego oprawcy, tłum żądnej sensacji gawiedzi. Wśród nich Szatan, który wrogość, pogardę i złośliwe uśmieszki wobec Jezusa cały czas podsyca.
Ale za Jezusem w drodze na Golgotę podążają także cały czas rzesze takich jak ON męczenników, którzy nie zaparli się Jego i oddają swoje życie za prawdę, za wiarę. Podążają nienarodzeni, którym odmówiono prawa do życia, ludzie chorzy i starzy, których najbliżsi chcą się pozbyć, podąża Jan Paweł II zraniony przez zamachowca, podążają męczennicy z obozów, podążają wszyscy pogardzani przez możnych tego świata. Towarzyszymy Jezusowi, składamy na Jego barki nasze grzechy, trudności i kłopoty życia codziennego. Wiemy, że On wszystkie grzechy, kłopoty weźmie na siebie i poprowadzi nas na Golgotę ku zbawieniu.

Stacja 3 Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Jak wielki musiał być ciężar krzyża, że upadł pod nim sam Bóg. Upadł ale zaraz się podniósł. Nasze grzechy popełnione w przeszłości i te które jeszcze popełnimy, przygniatają Tego, który się ofiarował je ponieść na Golgotę. Jezus upadł pod ciężarem krzyża, pod ciężarem grzechów jak człowiek, jak każdy z nas, ale zaraz podniósł się. My często też upadamy pod ciężarem naszych grzechów, ale nie mamy sił sami się podnieść. Nasze grzechy, nasze słabości są tak ciężkie, że nie jesteśmy w stanie ich dźwigać. Dlatego musimy stanąć w kolejce przed konfesjonałem i zrzucić swoje grzechy na Jezusa. On je przyjmuje i zaraz bierze na swe barki i niesie na Golgotę. My bez Niego zostalibyśmy przygniecieni ich ciężarem. I chociaż wmawia się nam często, że człowiek bardzo wiele może, że może całkowicie pokierować swoim życiem, że może żyć tak jakby zupełnie Boga nie było, jakby to on sam nawet był Bogiem. Jednak prawda jest zupełnie inna, bez Boga nie znaczymy nic, nic nie możemy zrobić, wszelkie nasze wysiłki pójdą na marne.
Bóg chce nas takimi jakimi jesteśmy; z naszymi grzechami, z naszymi upadkami, słabościami. Znamy z historii, a także z naszego otoczenia a może nawet z naszego życia wiele przykładów upadku człowieka, upodlenia człowieka. Patrzyliśmy czasem na ludzi, którzy już dosięgli dna, którzy upadając nie widzieli już dla siebie drogi powrotu, podniesienia się do normalnego życia. Ale przecież tą droga jest Jezus, który tak jak my upadł ale się podniósł. Nie zrezygnował z drogi na Golgotę, nie zrezygnował z przyjęcia wszystkich naszych win, ale poszedł dalej znacząc naszą drogę swoją krwią, która miała zmyć z niej wszelki brud.
Wszystko dlatego, że nas tak umiłował, że wolał sam być wydany, ukrzyżowany niż by nam miał się stać jakaś krzywda. Wolał sam upaść i podnieść się z upadku byśmy my idąc Jego śladami, podnosili się z naszych upadków. A przecież dobrze wiedział, że droga na Golgotę nie będzie łatwa, przecież w Ogrójcu modlił się do swego Ojca: „Ojcze jeśli to możliwe oddal ode mnie ten kielich… ale niech się stanie wola Twoja”.

Stacja 4 Jezus spotyka Matkę swoją
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Co czuła Maryja widząc Syna podążającego z drzewem hańby na Golgotę? Co czuła widząc, że zaliczono Go w poczet złoczyńców skazywanych na taką karę? Wiedziała, że jest niewinny a w tym co się dzieje jest jakaś trudna do pojęcia tajemnica. Jej syn urodził się jako Syn Boży, teraz kończy swe życie jak zbrodniarz? Nie zadawała sobie takich pytań, wiedziała od dawna, od wizyty w świątyni jerozolimskiej, że „jej serce przeniknie miecz boleści”. Te wszystkie słowa i znaki zachowywała w swoim sercu. Wiedziała, że jej Syn będzie „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą… i że będzie światłem na oświecenie pogan”. Teraz w drodze na Golgotę te prorocze słowa zaczynały się spełniać w sposób bolesny dla jej Syna i dla niej.
Co czuła widząc swego jedynego, ukochanego Syna tak sponiewieranego, tak poniżonego? Ból, który dotykał jej serca jest nie do opowiedzenia i do opisania. Cóż mogła zrobić? Zaprotestować?! Przecież jej protest, ubogiej wdowy z Nazaretu na nic się by zdał. Jej głos zagłuszały wrzaski: „na krzyż z nim”, głośne naigrywanie się i kpiny otaczającego tłumu. W tym tłumie byli świadkowie tego co dokonywał jej Syn: świadkowie cudów, uzdrowień, wypędzenia złych duchów! Dlaczego milczą i przyłączają się do tłumu szyderców? W tym tłumie są ci, którzy witali jej Syna gałązkami oliwnymi, gdy wjeżdżał do Jerozolimy w niedzielę palmową? Co się stało, że dziś żądali Jego śmierci, że drwią z Niego, że na Niego plują?
Patrzyła na mękę Syna, na los jaki mu zgotowali ludzie. Co czują nasze matki, gdy patrzą na nas swoich synów i córki? Co czują, gdy widzą jak ich synowie i córki pogrążają się, nadużywając alkoholu? Co czują, gdy już nie są w stanie dotrzeć do serc swoich dzieci bo ich serca zatwardziały? Co czują, gdy zostają odrzucane jak stary niepotrzebny mebel? Maryja w tej bezsilnej miłości matczynej jest z nimi, Ona nie utraciła wiary w obietnice dane jej przez Boga przy zwiastowaniu. Cierpiała razem ze swoim Synem i stała się współ-odkupicielką wszystkich ludzi.

Stacja 5 Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Krzyż naszych grzechów nawet dla Jezusa był zbyt ciężki aby mógł go dźwigać sam. Oprawcy przerazili się, że skazany może umrzeć po drodze. Nikt z tłumu, z gapiów nie chciał pomóc, nie chciał na siebie wziąć hańby krzyża. Pomogła by Maryja ale ją odsunięto. Gdy żołnierze zaczęli się rozglądać, kto mógłby pomóc, wszyscy zaczęli odsuwać się na bezpieczną odległość. W końcu trafił się nieświadomy niczego Szymon z Cyreny, który znalazł się w tym miejscu przypadkowo, chyba nawet nie wiedział o toczącym się procesie, o skazaniu Jezusa, nawet nic o nim nie słyszał. Jego przymusili żołnierze do dźwigania krzyża. Chciał wcześniej dotrzeć do domu, coś zjeść i odpocząć po pracy. Pewnie w pierwszym odruchu sprzeciwił się, ale broń wymierzona w niego uspokoiła sprzeciw i podszedł do skazańca i do Jego krzyża. Wziął krzyż i razem z Jezusem poniósł go dalej.
Szymon czuł jak wielki ciężar dźwiga skazany, jak jest umęczony. Widział na skroni Jezusa koronę, na ciele ślady biczowania. Słyszał pogardliwe docinki i widział uśmieszki tłumu. Czuł, że na Jezusie i na Jego krzyżu skupia się złość i nienawiść całego otoczenia, całego świata. Dźwigając z Jezusem krzyż, ledwie mógł dostrzec odruchy współczucia, jakby szedł z Nim, głębokim tunelem pełnym nienawiści i wrogości. Widział twarz Jezusa, widział na niej pokorną chęć niesienia krzyża do końca. Gdy dźwignął krzyż, Jezus krzyża nie puścił, jakby zrósł się z nim, jakby krzyż był nie znakiem hańby, ale słodkim ciężarem, którego nie chciał oddać. Widząc wdzięczność Jezusa, przemógł się, współczuł skazańcowi i wyczuwał, że staje się uczestnikiem czegoś czego jeszcze nie mógł zrozumieć.
Czy my współcześni jesteśmy zdolni do pomocy, do współczucia do niesienia krzyża Jezusa? Czy pomagamy nieść krzyż słabym, czy odwracamy się od cierpienia. A przecież nasze chrześcijańskie życie powinno polegać na tym, „że jedni drugich brzemiona powinniśmy nosić

Stacja 6 Święta Weronika ociera twarz Jezusowi
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Ile trzeba było odwagi aby przedrzeć się przez tłum, podejść do Jezusa i otrzeć mu skrwawioną i umęczoną twarz. W Weronice zrodziło się uczucie litości dla skazanego prowadzonego na śmierć. Otarła twarz Jezusowi tym co miała pod ręką swoją chustą, poświęciła mu chwilę swego czasu. Spojrzała na Jezusa jak na człowieka, któremu trzeba ulżyć w cierpieniu a nie patrzeć jak na interesujące zjawisko. Musiała ominąć wielu ludzi rozmawiających na Jego temat, interesujących się nie Nim a tym „za co został skazany”, „w czym zawinił”. Wśród tych, których mijała, byli i jej znajomi, sąsiedzi, sąsiadki, wszyscy zaaferowani tym co mieli okazję oglądać. Wszyscy patrzyli z ciekawością na sensacyjne wydarzenie: ukrzyżowanie Jezusa, patrzyli jak my w telewizorze śledzimy wydarzenia z ostatniej chwili. Patrzyli, ale nie widzieli cierpiącego człowieka-Jezusa, choć rozmawiali o Jego cierpieniu. Zajmowali się problemem sprawiedliwości, ale nikt nie pomyślał by cierpiącemu otrzeć twarz, zwilżyć zakrwawione usta. Tylko Weronika. Może zbliżając się do Jezusa usłyszała z tyłu za sobą głosy: „głupia, po co tam idziesz i tak mu nie pomożesz”.
Weronika nie oglądając się na nic swoją chustą otarła twarz Jezusa skrwawioną, spoconą, zakurzoną ulicznym pyłem. Na jej chuście pozostało odbicie twarzy Jezusa: święte oblicze, prawdziwy obraz.
Święta Weronika. Cisza… Długa droga, wąskie uliczki, trzask bicza i odgłos obijającego się o bruk drewna… To Krzyż Pana mojego… Jakaś kobieta podbiega do Pana, ociera Mu twarz… Święta Weroniko nie boisz się żołnierzy? Nie wstydzisz się, że Go znasz? Tak odważnie podbiegasz, Nie zważając na nikogo, nikt nie byłby wstanie Cię zatrzymać, to Twój Pan, dla Niego zrobisz wszystko! Święta Weroniko, bądź dla mnie wzorem, chcę tak odważnie mówić o Bogu, nie wstydzić się i nie bać być, pomagać tym którzy mnie potrzebują, nie być popularna ale wierząca i ufająca, być Weroniką dla wszystkich!

Stacja 7 Jezus upada po raz drugi
P: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Drugi raz upadasz na Swoje święte kolana. Drugi raz przygniatają Cię nasze grzechy, nasze zaniedbania, nasza bezmyślność. Szatan się cieszy bo nikt się za Tobą nie ujął, bo upadek Twój jest jeszcze boleśniejszy i cięższy niż pierwszy. Cieszy się, licząc, że tak jak Ty upadnie człowiek, że już się nie podniesie, że popadnie w rozpacz, że będzie krzyczał: zabijcie mnie, „ja już nie chce cierpieć więcej”. I jesteśmy czasem świadkami takich sytuacji, gdy ludzie, poddają się, popadają w rozpacz, nie widzą już dalej dla siebie żadnej nadziei. A Jezus wierny woli swego Ojca jednak wbrew wszystkim dźwignął się, resztką sił ponownie wziął na swoje ramiona krzyż. Ponownie dał ludziom nadzieję, że odkupi ich swoim cierpieniem.
Panie Jezu Ty dajesz nam przykład i pouczasz nas, że nie powinniśmy poddawać się apatii, zniechęceniu, kapitulacji. Pouczasz nas swoim przykładem, że trzeba się dźwigać po największych nawet upadkach, niepowodzeniach. Panie Jezu Ty swoim upadkiem dajesz nam łaskę abyśmy z naszych upadków podnosili się, nie kapitulowali bo kapitulacja jest klęską. Panie Jezu zmiłuj się nade mną i dźwignij mnie. Dlaczego ciągle dopuszczam grzech do siebie, dlaczego lekkomyślnie narażam się na okazje do grzechu. Przeceniam siebie, sam jestem zbyt słaby aby grzech pokonać. Bądź zawsze przy mnie gdy upadam, gdy trudem jest dla mnie powstanie z upadku.

O, Panie, kazałeś złu działać,
Aby umocniona była w ludziach dobroć,
Kazałeś działać nienawiści,
Aby umocniona była w ludziach miłość,
Kazałeś działać brzydocie,
Aby umocnione było w ludziach piękno.
Panie, pozwól mi cierpliwie znosić
Wszelką gorycz, albowiem tylko cierpliwość
Może ją zamienić w słodycz.
(Roman Brandstaetter)

Stacja 8 Jezus pociesza płaczące niewiasty
K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie,
W: Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
A szło za Nim mnóstwo ludzi, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: \\\'Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły\\\'. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas! i do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?» Na drodze na Golgotę spotkał Jezus niewiasty, użalające się nad nim. Powiedział im: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” Jezus kieruje te słowa do nas obecnych i nieobecnych na tej drodze krzyżowej: „Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi…” Mówi do nas: „Zastanówcie się i zapłaczcie nad sobą, nad swoim życiem, nad swoim postępowaniem. Jeszcze nie jest za późno”.
Szczególne słowa kieruje Jezus do rodziców, do wychowawców: „Płaczcie nad waszymi dziećmi, jesteście za nie odpowiedzialni. Upominajcie je póki nie jest za późno. Na cóż zda się wasz płacz, gdy nie ostrzeżecie ich przed grożącym im niebezpieczeństwem”. Na cóż rodzice i wychowawcy, którzy rezygnują z kształtowania, swoich pociech. Niestety częstym jest widok dzieci, których nie wychowują rodzice, ale telewizja, Internet czy środowisko.
„O, córki jerozolimskie, córki świątyni, która stała się domem bankowym i ołtarzem kłamstwa. Nie płaczcie nade mną, śniade niewiasty jerozolimskie, ale płaczcie nad sobą i nad waszymi synami. Przyjdzie dzień, gdy będziecie błogosławić wszelką niepłodność i chwalić pustkę waszego owocu, i posuchę waszych piersi. I będziecie modlić się do gór i do pagórków o łaskę śmierci pod pękającymi skałami. Skoro cierpi figowiec zielony, figowiec kwitnący, jak bardzo cierpieć będzie figowiec uschnięty, figowiec żałości?” (Roman Brandstaetter)

Stacja 9 Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci
P: Kłaniamy Ci się, Chryste, i błogosławimy Ciebie.
W: Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył.
Jezus upada po raz trzeci. My ludzie słabi też upadamy. Pogrążamy się grzechu, w nałogach. Ale Jezus wstaje, ku zaskoczeniu wszystkich dźwiga się z upadku i idzie dalej z krzyżem. A my często nie potrafimy wstać, podnieść się z naszych grzechów i słabości i dźwigać swego krzyża dalej. My często popadamy w rozpacz, wmawiamy sobie, że nie ma dla nas już żadnej nadziei, że nie ma żadnej pomocnej dłoni, która by nas chciała z upadku podnieść. Ale to nie jest prawdą! Każdy z nas może zawsze z największym swoim grzechem przyjść do konfesjonału, każdy może upaść na twarz przed Bogiem i jak syn marnotrawny uznać swoje grzechy, uznać swoją słabość i wrócić do swojego ojca. Bóg jak ten Ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym oczekuje nas, wypatruje swoje oczy, wyjdzie nam na spotkanie i nawet da nam najlepszy płaszcz, każe założyć sandały na nogi a na palec pierścień i będzie się cieszył z naszego powrotu.
Dla ludzi powstanie z upadku nie jest łatwe. Jezus, który doświadczył tyle upadków na swej drodze krzyżowej o tym dobrze wie i poda nam swoją pomocna rękę. Czy my jednak po Jego pomocną rękę chcemy sięgać, czy jej aby nie odpychamy, czy nie stajemy się niewolnikami grzechu, czy sami nie wpychamy się w szpony Szatana. Szatan patrzył na upadki Jezusa na drodze krzyżowej, śmiał się i szydził, miał nadzieję, że Jezus się nie podniesie, że pozostanie na ziemi, pokonany, przywalony ciężarem krzyża. Jezus jednak się podniósł i chce nas podnosić z naszych upadków, choćby były największe, choćby były po ludzku nie do przezwyciężenia. Jezus mówił do nas: „przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. A Ja was pokrzepię. Wszyscy cierpimy, spotykamy w swoim życiu rzeczy, które nas przerastają, których chcielibyśmy uniknąć. Każdy z nas ma takie ciężary. Pan Jezus wzywa nas, chce nas pokrzepić, uwolnić nasze serca od rozpaczy, od zbędnego lęku i niepokoju.

Stacja 10 Jezus z szat obnażony
P: Kłaniamy Ci się, Chryste, i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył.
Stoi przed nami Ten, o którym śpiewaliśmy: „Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony…”. Bezbronny wobec ludzkiej złości. Dookoła pilnujący porządku, tłum żądny sensacji. Z boku ci, którzy Go postawili przed Piłatem i żądali Jego śmierci. Chcieli dopilnować by zniknął ze świata raz na zawsze. Wiedzieli, że ich argumenty przed Piłatem mijały się z prawdą, świadkowie kłamali. Gdy Jezus stanął przed nimi, przed światem nagi, byli pewni, że plan się powiedzie. Zacierali ręce: Jego nauki zagrażające im przepadną. A On ogołocony ze wszystkiego stał przed oprawcami, przed sędziami, tłumem bezbronny, jak dziecko zdany na ich wolę. Jednak nie ich wola się działa lecz wola Ojca, którą On dokładnie realizował. Bóg, który stał się człowiekiem, stał się człowiekiem do końca. Wszystkim się zdawało, że stoi przed nimi człowiek a stał przed nimi Bóg ich Odkupiciel, a oni tego nie wiedzieli.
Jak patrzymy na Jezusa? Czy tak jak ówcześni sędziowie? Czy nie przeszkadza nam w realizacji naszych planów? Czy usuwamy Go z naszej rzeczywistości, ustawiamy gdzieś w jakimś kącie, abyśmy nie mogli dojrzeć Jego oczu nas wypatrujących. Stoi zupełnie bezbronny. Poddaje się naszej woli, możemy Go odrzucić lub przyjąć i pójść za Nim do Jego Królestwa.
Do Stóp Twych nagle zsunęła się suknia
Zdarta okrutnie twardą ręką kata
Opluta, brudna, strzęp krwią nasiąknięty
prezent od Matki. Ulubiona szata
Może wspomniałeś - kiedy cicho tkała -
Pełna matczynej troski - i czułości
Oto - czym ręce Matki Cię okryły
Będą przetargi. Będą - grali w kości
Za to - żeś wytrwał bezwstydne spojrzenia
Siebie i suknię dał - katom zażartym
Gdy na mnie przyjdzie - godzina ostatnia
Naucz być nagim - naucz być obdartym

Stacja 11 Jezus przybity do krzyża
P: Kłaniamy Ci się, Chryste, i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył.
Przywiedli Jezusa na Golgotę, gdzie miał umrzeć. Przybili do krzyża jego ręce i nogi wielkimi gwoździami. Rozciągnęli na krzyżu i podnieśli krzyż aby Go ukazać całemu światu. I świat zobaczył Go z rozpostartymi ramionami wyniesionego nad ziemią. A jego ręce przybite do krzyża, wyciągnięte szeroko, obejmowały świat. Jakby chciał cały świat, wszystkich ludzi zagarnąć w Swoje ramiona, jakby chciał każdego przytulić do Siebie. Jakby chciał swoim ramieniem objąć wszystkie przeszłe i przyszłe pokolenia, jakby chciał by nikt nie wyrwał się z Jego objęcia.
I jeszcze na krzyżu Piłat kazał przybić tabliczkę z zapisem Jego winy: „Jezus Nazareński Król Żydowski”, żeby wszyscy przechodzący widzieli i czytali. Kapłani żydowscy sprzeciwiali się, chcieli żeby na tabliczce był napis, „że On powiedział, że jest Królem żydowskim”, ale Piłat nie ustąpił, odpowiadając im: „Com napisał napisałem”. Od tej chwili z wysokości krzyża patrzył Król na swoje Królestwo na każdego z nas, bez wyjątku.
Ofiara na krzyżu dobiegała końca a On modlił się do Swego Ojca za swoich prześladowców: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. On modlił się także za nas współczesnych prześladowców, naigrawających się z Bożego Miłosierdzia, odrzucających Boże przykazania. Swą modlitwą i ofiarą obejmował każdego z nas idących dziś w tej „drodze krzyżowej”. Nas, naszych braci, nasze siostry, naszych rodziców obejmowała ta Jego modlitwa i ta Jego ofiara. Bo to przecież jest tak jak śpiewamy w pieśni:

To nie gwoździe Cię przybiły,
Lecz mój grzech.
To nie ludzie Cię skrzywdzili,
Lecz mój grzech.
To nie gwoździe Cię trzymały,
Lecz mój grzech.
Choć tak dawno to się stało,
widziałeś mnie.

Stacja 12 Jezus umiera na krzyżu
P: Kłaniamy Ci się, Chryste, i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył.
Umarł na krzyżu Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel. Ten, który tyloma znakami potwierdził przed słuchającymi Jego nauki, że jest Synem Bożym. Ten, który mówił o sobie, że jest dobrym pasterzem, który życie oddaje za owce swoje. Ten, który uzdrawiał chorych, pocieszał strapionych, wskrzeszał zmarłych, rozmnażał chleb, ten sam umarł na krzyżu, na drzewie hańby, jak pospolity przestępca. Dał się przybić do krzyża, aby na zawsze wszystkie nasze grzechy przylgnęły do Niego, aby mógł nas od nich ostatecznie wyzwolić. Nikt inny nie był wstanie ponieść jarzma naszych grzechów. Taka jest cena jaką Bóg zapłacił za swój ukochany świat. Wydał za nas swego Umiłowanego Syna jako ofiarę za nas.
Czy jesteśmy świadomi tego co stało się na krzyżu? Czy jesteśmy świadomi tego co przypominane jest nam w znakach podczas każdej Mszy świętej. Jezus staje się pokarmem dla nas abyśmy my mogli żyć wiecznie. Taką wielką miłością obdarzył nas Ojciec. Zanim jednak Jezus umarł na krzyżu dał nam Maryję za matkę, abyśmy nie czuli się osieroceni. Dając nam Maryję za Matkę stał się naszym Bratem.
Jeszcze trzeba koniecznie zauważyć, że nim Pan Jezus wydał ostatnie tchnienie obiecał łotrowi: „że jeszcze dziś będzie z nim w raju”. Obiecał to, bo ten umierający razem z nim na krzyżu łotr prosił Go by „wspomniał go, gdy będzie w swoim królestwie”. Jezus do każdego z nas przyzna się przed swoim Ojcem w Niebie jeśli my przyznamy się do Niego przed ludźmi. A nad Jezusem widniał napis sporządzony przez Piłata po grecku, hebrajsku i po łacinie: „Jezus Nazareński Król Żydowski. I widzieli Jezusa wyniesionego na krzyżu i ten napis mieszkańcy Jerozolimy i okoliczni przechodnie i jeszcze wtedy nie kojarzyli go z tym co wcześniej Jezus powiedział, „że On jak będzie wyniesiony, wszystkich pociągnie do siebie”. Patrząc na ten wyniesiony wysoko w górę krzyż, dajmy się pociągnąć Jezusowi, dajmy się pociągnąć Jego nauce przypominanej nam codziennie przez Kościół.

Stacja 13 Jezus z krzyża zdjęty
P: Kłaniamy Ci się, Chryste, i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył.
A gdy już byli pewni, że umarł, pozwolili na zdjęcie Jezusa z krzyża i oddanie Go najbliższym. Maryja trzymała Swego Syna na kolanach, tak jak kiedyś trzymała niemowlę w Betlejem. W Betlejem jej Syn objawiał się światu wielką nadzieją a dla niej radością macierzyństwa. Pod krzyżem, gdy trzymała na kolanach martwe Jego ciało doświadczała niewyobrażalnego cierpienia jakie było jej zapowiedziane słowami starca Symeona, „że jej serce przeniknie miecz boleści”.
Pan tego świata musiał urodzić się w nędznej szopie i zejść jak pospolity złoczyńca. Skazano Go na śmierć i ukrzyżowano bo świat Go nie chciał, bo świat Go nie znał. Po latach, gdy już się objawił, gdy głosił swoją naukę, gdy potwierdzał ją dobrymi czynami i cudami, świat Go odrzucił. Ta nauka okazała się dla świata niewygodna, łamała obowiązujące przyzwyczajenia. On sam stał się Światłością dla świata, ale świat Go nie chciał, świat Go odrzucił, bo przywykł do ciemności, bo w ciemności, bo w ciemnych zakamarkach zło ma się dobrze. Jezus w swym zaufaniu dla swego Ojca dotarł aż do śmierci, pogodził się z nią.
Trzymająca Go na swych kolanach Matka czuła, że musi się pogodzić ze śmiercią swego Syna, że taka jest wola Boga. Czy potrafimy pogodzić się z nieuchronnością śmierci, z tym, że każdego dnia zbliżamy się do niej. Każdego dnia jesteśmy coraz bliżej wyjaśnienia pytań, których sobie nie stawiamy zbyt często: co dalej? Odchodzą nasi bliscy a w nas nie zapalają się żadne ostrzegawcze żarówki, że nie jest jeszcze za późno na dokonanie bilansu, na zmianę naszego życia.
Panie Jezu, daj nam łaskę opamiętania się, daj łaskę dobrego przygotowania się do śmierci, która może nas spotkać szybciej niż jej się spodziewamy. Daj nam dary Ducha Świętego: wiarę, nadzieję, miłość tak mocne abyśmy umieli właściwie dalej żyć, gdy umierają nasi bliscy. Nie daj nam zwątpić. Nasze ludzkie zwycięstwo życia prowadzi tak jak Twoje zwycięstwo przez śmierć. Daj nam łaskę akceptacji tej prawdy.

Stacja 14 Jezus złożony do grobu
P: Kłaniamy Ci się, Chryste, i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył.
Nadszedł najtrudniejszy moment dla Maryi, dla Apostołów, dla wszystkich wyznawców Jezusa, złożenie ciała Zbawiciela do grobu. To jest też moment najtrudniejszy dla nas wszystkich, gdy żegnamy kogoś bliskiego: matkę, ojca, brata, gdy składamy ich ciała do grobu. Wiemy, że już ich nigdy nie zobaczymy żywych na tym świecie. A co musiała czuć Maryja, co musieli czuć Apostołowie? Czy całe nauczanie Jezusa w tym momencie legło w gruzach? Czy ostatecznie Szatan zwyciężył? Czy nadzieja jaką niektórzy ówcześni żywili, że oto pojawił się na ziemi Mesjasz, który miał budować na ziemi Królestwo Niebieskie, który dawał nadzieję na lepsze życie; czy ta nadzieja została wraz z Jezusem złożona do grobu? Czy tym, którzy uwierzyli Jezusowi pozostaną tylko łzy na policzkach i smutek po Jego odejściu?
Ale Jezus pokazał nam ludziom drogę, którą mamy kroczyć od narodzin aż do śmierci, od kołyski aż do grobu. I naprawdę nie ma innej drogi do zbawienia. Tylko ta, którą kroczył Jezus. Nasza droga do zbawienia, droga do Nieba wiedzie przez grób. Czy potrafimy z tym się pogodzić? Naszym ludzkim pragnieniem, pragnieniem każdego człowieka jest żyć jak najdłużej w dobrym zdrowiu i dobrej kondycji. Bóg tak nas pokochał, że na to nasze pragnienie odpowiada darem jaki nam ofiarowuje za sprawą swego Syna Jezusa Chrystusa, odpowiada nam darem, propozycją, życia wiecznego. Bóg oferuje każdemu z nas a nie tylko nielicznym czy wybranym życie wieczne, wieczną radość obcowania z nim. Chce nas przygarnąć jak ojciec przygarnia swoje dzieci. Nazywa nas nawet swoimi dziećmi, daje nam nawet wszystkim za Matkę, Maryję, Matkę swojego Syna. I nie stawia, żadnych wygórowanych warunków, tylko taki jaki o jakim powiedział Jego Syn: „ktokolwiek przyzna się do Niego przed ludźmi, do tego On przyzna się przed Swoim Ojcem”.
Pomóż nam Jezu przyznać się do Ciebie przed ludźmi. Pomóż nam przeciwstawić się tej fali pogardy jaką obserwujemy w życiu, w codziennej prasie, radio i telewizji.

XI Diecezjalny Konkurs Recytatorski - Regulamindata dodania: 16-02-2012

XI Diecezjalny Konkurs Recytatorski 2012 r.
„Kościół naszym domem”
Regulamin


1. Celem konkursu jest propagowanie wartości chrześcijańskich oraz idei humanizmu chrześcijańskiego zawartych w twórczości różnych autorów tak polskich jak i zagranicznych. Konkurs ma być nie tylko rywalizacją biorących w nim udział ale przede wszystkim okazją do zadumy dla recytujących, przygotowujących i słuchaczy nad istotą człowieczeństwa, nad poszukiwaniem sensu życia oraz okazją do zagłębiania relacji Bóg – człowiek – świat. Konkurs powinien stać się także refleksją związaną z prawdą, że jest Bóg, który nas kocha, który jest Miłością,

2. Hasłem XI Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego są słowa: ”Kościół naszym domem” zaczerpnięte z Programu Duszpasterskiego Kościoła na rok 2012 rok.

3. XI Diecezjalny Konkurs Recytatorski organizuje Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej wraz z Oddziałami Parafialnymi Akcji Katolickiej oraz innymi podmiotami i osobami uczestniczącymi w organizacji konkursu na różnych jego szczeblach, w szczególności ze szkołami i z samorządowymi instytucjami upowszechniania kultury.

4. Konkurs obejmuje swym zasięgiem obszar diecezji kaliskiej oraz wszystkich mieszkających lub uczących się w szkołach leżących na terenie diecezji.

5. Konkurs odbywa się w następujących kategoriach wiekowych:
A/ uczniów szkół podstawowych z klas IV – VI,
B/ uczniów szkół gimnazjalnych,
C/ uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

6. Konkurs zostanie przeprowadzony w trzech etapach:
a/ etap podstawowy w szkołach i innych instytucjach, które mają prawo zgłoszenia uczestników, mogą zgłosić maksymalnie 2 uczestników do etapu regionalnego), etap ten powinien zakończyć się do 15 marca 2012 roku,
b/ etap regionalny (o dokładnym miejscu i czasie organizatorzy powiadomią instytucje zgłaszające), etap ten powinien zakończyć się do 15 kwietnia 2012 roku,
c/ przesłuchania finałowe oraz koncert finałowy konkursu, przełom kwietnia i maja 2012 roku w Koźminie Wielkopolskim (o szczegółowym terminach powiadomimy zainteresowanych). Dokładny termin będzie podany na etapie regionalnym.

7. Każdy kto chce wziąć udział w konkursie zgłasza swą chęć organizatorom etapu podstawowego i przygotowuje do prezentacji repertuar, który powinien spełniać następujące wymogi:
- uczniowie szkół podstawowych przygotowują jeden utwór; prozę lub wiersz, którego czas prezentacji nie powinna przekroczyć 3 minut,
- uczniowie szkół gimnazjalnych, ponad gimnazjalnych przygotowują wiersz i prozę o łącznym czasie prezentacji nie przekraczającym 6 minut,
- wybrany tekst powinien uwzględniać wiek i możliwości recytujących, nie zaleca się wybierania przez recytatorów do prezentacji konkursowych przemówień i homilii,
- uczestnicy nie mogą występować z repertuarem już prezentowanym przez siebie w poprzednich edycjach konkursu,
- nie dopuszcza się także możliwości prezentacji całości lub we fragmentach: przemówień, homilii i znanych urywków Pisma Świętego,
- nie dopuszcza się także prezentacji utworów własnych, za wyjątkiem już publikowanych lub tłumaczeń z innych języków.

8. Warunkiem uczestniczenia w etapie regionalnym konkursu jest wzięcie udziału w eliminacjach podstawowych organizowanych przez instytucje uprawnione do zgłaszania uczestników, w przypadku uczestników w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych dopuszcza się możliwość indywidualnego zgłoszenia.

9. Prawo przeprowadzania eliminacji i zgłaszania uczestników mają szkoły, parafie, oddziały parafialne Akcji Katolickiej ośrodki i domy kultury, warsztaty terapii zajęciowej, kluby i inne instytucje działające na terenie diecezji kaliskiej. Protokół zgłoszenia wraz z załącznikami: kartą zgłoszenia zakwalifikowanych do etapu regionalnego uczestników oraz imienną listą uczestników prosimy przesyłać w terminie do 15 marca 2012 roku na adres:
Akcja Katolicka Diecezji Kaliskiej
ul. Widok 80 -8262-800 Kalisz
lub E-mail: dkrkalisz@wp.pl

10. Jury XI Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego oceniać będzie uczestników według ogólnie przyjętych kryteriów (dobór repertuaru, kultura słowa, interpretacja).

11. Jury XI Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego powołane zostanie w sposób następujący:
a/ w etapie podstawowym Jury powołuje Dyrektor (zarządzający) instytucji przeprowadzającej eliminacje,
b/ w etapie regionalnym organizator etapu regionalnego we współpracy z Zarządem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej,
c/ w finale diecezjalnym przez Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej.

12. Nagrody i wyróżnienia:
a/ w etapie podstawowym i regionalnym uczestnicy konkursu otrzymają pamiątkowe dyplomy oraz w zależności od możliwości organizatora i współorganizatorów
upominki książkowe i inne cenne nagrody,
b/ w finale diecezjalnym przewiduje się przyznanie dyplomów i cennych nagród za zajęcie I, II, III miejsca oraz wyróżnień,
c/ główną nagrodą w konkursie jest pielgrzymka do Rzymu ufundowana przez ks. bp Stanisława Napierałę.

13. Regulamin konkursu wraz ze wszystkimi potrzebnymi załącznikami zamieszczony jest na stronie internetowej Akcji Katolickiej: www.akcjakatolicka.kalisz.pl Wątpliwości i zapytania dotyczące regulaminu należy zgłaszać pod telefonem: 062 7667855 we wtorki i czwartki od godz. 10,00 do 14,00 lub pod E-mail: dkrkalisz@wp.pl albo Marian Rybicki tel. 694 192 477 E-mail: marianrybicki@wp.pl

XI Diecezjalny Konkurs Recytatorski - Karta zgłoszeniadata dodania: 16-02-2012

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski 2011 r.
„We wspólnocie z Bogiem i ludźmi”
Karta zgłoszenia


Niniejszym zgłaszamy do udziału w Eliminacjach Rejonowych X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego następujących uczestników
W kategorii: (właściwe podkreślić)uczniowie szkoły podstawowej,
gimnazjum, szkół ponadgimnazjalnych , dorosłych, którzy wyłonieni zostali w drodze eliminacji przeprowadzonych w dniu ……………………………………

W eliminacjach udział wzięło ………….. uczestników ocenianych przez Jury w składzie: ……………………………………………….
………………………………………………
……………………………………………..
……………………………………………..
……………………………………………..

Do udziału w Eliminacjach Rejonowych Jury zakwalifikowało następujących uczestników:
1. ……………………………………………………………….
2. ……………………………………………………………….
3. ……………………………………………………………….


Ponadto Jury postanowiło wyróżnić następujących uczestników eliminacji:



Nazwa instytucji delegującej: …………………………………………………………………………
………………………………………………………………………………………………………………………….
………………………………………………………………………………………………………………………….
(proszę podać adres oraz koniecznie numer telefonu i E-mail)








Dane uczestników zakwalifikowanych do udziału w eliminacjach rejonowych

1. Imię i nazwisko …………………………………………………………………………………………………
2. Adres………………………………………………………………………………………………………………….…………………………………………………………………………………………………………………………………..…………………………………………………………………………………………………………………………
3. Powiat ………………………………………… Gmina ……………………………………………………….
4. Adres do korespondencji, (tel. Kom., E-mail) ………………………………………………………………………………………………………………………………
5. Data urodzenia…………………………………………………………………………………………………
6. Miejsce nauki, pracy ………………………………………………………………………………………
………………………………………………………………………………………………………………………………
6. Imię i nazwisko nauczyciela, instruktora ……………………………………………………… 7. Instytucja delegująca …………………………………………………………………………………….. ………………………………………………………………………………………………………………………………
8. Repertuar: - Poezja …………………………………………………………………………………
………………………………………………………………………………….
-Proza ……………………………………………………………………………………
…………………………………………………………………………………..
(Uczniowie szkół podstawowych przygotowują jeden utwór lub jego fragment: wiersz lub prozę – maksymalny czas prezentacji 3 minuty. Uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych oraz dorośli przygotowują dwa utwory lub fragmenty utworów: wiesz i prozę – maksymalny czas prezentacji nie może przekroczyć 6 minut. Proszę podawać pełne imiona i nazwiska autorów oraz tytuły utworów)

…………………… …….…….…………..…………. ….………………………….…….
(instytucja delegująca) (instruktor, nauczyciel) (uczestnik)




……………………………………….. ………………………………………
(data, miejscowość) (podpis Dyrektora instytucji zgłaszającej)

Panie nie jestem godzien.Nasze powołanie, nasze zadanie. data dodania: 26-01-2012

Nasze powołanie, nasze zadanie.
Z chwilą Chrztu świętego zostaliśmy włączeni w społeczność Kościoła. Zostaliśmy powołani do świętości. Wszyscy ochrzczeni zostali powołani do świętości. To jest najważniejsze powołanie, zadanie jakie w „Kościele naszym domu” zostało nam przekazane do realizacji. Powołanie do świętości jest naszym zadaniem indywidualnym, każdy z nas został powołany – wezwany do świętości. To zadanie jest także naszym wspólnym zadaniem. Zostaliśmy powołani do świętości jako Kościół, jako wspólnota. Co to oznacza, że zostaliśmy powołani do świętości jako wspólnota? Warto to sobie uświadomić. Z tego wynikają określone obowiązki nie tylko dla każdego z nas z osobna ale również dla każdego z nas jako członków wspólnoty Kościoła, jako członków wspólnoty parafialnej, jako członków większej czy mniejszej społeczności czy grupy funkcjonującej w Kościele. Tak jak w domu każdy z nas, choć przecież różnimy się i mamy różne możliwości i umiejętności, ma dokładać swoją cegiełkę do budowania szczęścia rodzinnego, tak w Kościele każdy z nas także musi brać odpowiedzialność za zbawienie innych. Chrystus mówił: „Jedni drugich brzemiona noście”
Powołanie do świętości jest powołaniem, które dla każdego z nas zacząć powinno się w rodzinie. Mąż i żona powinni być za siebie odpowiedzialni a razem za swoje dzieci. Rola jaką w drodze do świętości dzieci mają rodzice jest niezastąpiona. W tej roli rodziców nikt nie może wyręczyć, ani dziadkowie, ani katecheci ani parafia. W tej roli rodzice powinni być wspierani przez wszystkich wokół. Rodzina powinna być najpierw takim przedszkolem, później szkołą dorastania do świętości. Jeśli dzieci u rodziców dostrzegą ich chęć uświęcania się sami na tę drogę, choćby na jakiś czas odeszli, powrócą.
Każdy z nas w Kościele przypisany jest do jakiejś parafii. Jedni do większej inni do mniejszej. Parafie różnią się nie tylko wielkością. Są parafie, gdzie budynek kościoła jest zaniedbany, gdzie potrzebne są ogromne nakłady finansowe, są kościoły które pękają w szwach, są i takie gdzie jest coraz mniej wiernych na Mszach świętych. Możemy wskazać parafie, gdzie funkcjonuje wiele grup duszpasterskich ale i możemy wskazać takie w których nawet rady parafialne nie działają dobrze. Mamy w parafiach ludzi, którym się dobrze powodzi ale także i bardzo biednych. Są nawet parafie w których jest wielu ludzi otwarcie walczących z Kościołem. Ale wszystkie problemy parafii nie są tylko problemami przed którymi stoi proboszcz powołany do zarządzania parafią przez Biskupa. Wszystkie problemy parafii są problemami wszystkich parafian. Jeśli dobrze się dzieje jest to powód do dumy dla wszystkich a jeśli źle się dzieje jest to powód do troski nie tylko dla proboszcza. Najlepszy przecież proboszcz bez pomocy parafian sobie nie poradzi.
Powinniśmy sobie odpowiedzieć uczciwie, czy staramy się dostrzegać problemy swojej parafii. Jeśli dostrzegamy, powinniśmy próbować odpowiedzieć na pytanie co możemy, co powinniśmy zrobić aby problemom przeciwdziałać, jako cała wspólnota parafialna albo jako jej mniejsza część. Czy podejmujemy trud myślenia, trud odpowiedzialności za problemy w parafii a w istocie za realizację powołania do świętości całej wspólnoty parafialnej? Bo przecież kto wie, może to właśnie nasza bezczynność, nasze założone ręce, nasze złośliwe komentarze są powodem, że problemy nie znikają a nawet się pogłębiają. Stan budynków kościelnych, plebanii, cmentarza jest przecież naszą wspólną parafian sprawą a nie sprawą tylko proboszcza. Jeśli parafianie podejmują jakieś inicjatywy czy działania w sprawach materialnych robią to dla siebie, dla parafii a nie dla proboszcza, który może przecież być przeniesiony na inną parafię, może przejść na emeryturę. Z tej odpowiedzialności nie może nas zwolnić brak czasu, brak pieniędzy. Jeśli nawet nie mamy czasu lub pieniędzy zawsze możemy jakoś wspierać słuszne inicjatywy. Czasem potrzebne jest świeże spojrzenie.
Odpowiedzialność parafian, każdego z nas za parafię nie może ograniczać się jednak tylko do sfery materialnej. Dużo ważniejsza jest odpowiedzialność nas wszystkich za współparafian, za tych którzy ulegają słabościom, którzy odchodzą od Kościoła. Kto wie czy czasem to nie za nasza namową alkoholik nie sięgnął po kolejny kieliszek wódki, a ktoś inny nie siadł po pijanemu za kierownicą bo przecież: „wypił tylko jednego”, bo przecież mówiliśmy mu „co, ze mną się nie napijesz?”. Czy gdybyśmy dobrze poszukali nie znaleźlibyśmy całego szeregu sytuacji, w których to my sami popychaliśmy innych do zła lub nie potrafiliśmy zareagować, choć jeszcze był czas? Kapłan, proboszcz choćby był idealny, nas w tak wielu różnych sytuacjach nie jest w stanie wyręczyć.
Często słyszymy albo i nawet mówimy, że gdybyśmy mieli innego (lepszego) proboszcza inaczej, lepiej by funkcjonowała nasza parafia. Pewnie tak. Ale każdy kapłan jak my sami: „od ludzi wzięty i do ludzi przychodzi”. Można by nawet powiedzieć, że jest taki jak sami ludzie, jak jego parafianie. Jeśli chcemy mieć lepszego proboszcza to droga do tego nie wiedzie poprzez prośby do Biskupa o zmianę na nowego. Nowy przecież nie znaczy lepszy. Najpierw powinniśmy się modlić za swego proboszcza, szczególnie wtedy, gdy widzimy jego wady i słabości. On też przecież jest człowiekiem tak jak i my. Jeśli nam zależy na parafii, a powinno przecież, powinniśmy swego proboszcza wspierać w jego pracy. W poczuciu współodpowiedzialności za parafię powinniśmy proboszczowi pomagać. Czasem może się okazać, że trzeba wziąć na swoje barki trochę więcej odpowiedzialności, trochę więcej obowiązków, bo proboszcz sam sobie nie poradzi.
Szczególnym obszarem brania odpowiedzialności za parafię są sprawy materialne a w szczególności działalność charytatywna. W naszej parafii od lat prowadzona była pomoc dla rodzin uboższych ale dopiero teraz po tym jak powstała Grupa Apostolstwa Miłosierdzia Bożego okazało się jak bardzo ta działalność powinna być wsparta osobistym docieraniem do osób biednych, samotnych i chorych. Ale przecież pomoc, którą udzielali członkowie Apostolstwa Miłosierdzia Bożego nie była by możliwa bez wielkiego odzewu bardzo wielu parafian zapełniających codziennie w czasie adwentu kosz przy ołtarzu Świętej Anny. Co jakiś czas pod kościołem organizowana jest zbiórka na jakiś cel, bo trzeba kogoś jakąś sprawę wesprzeć nie wzbraniajmy się od wrzucania do puszek naszych grosików. To cóż, że nikt nas nie pokaże w telewizji, nie przypnie nam serduszka czy laurki z widocznym podziękowaniem ale nasza postawa zostanie zauważona na naszej indywidualnej i wspólnotowej drodze do świętości.
Nie powinniśmy się bać brania odpowiedzialności za innych, za parafię. Może czasem nie wiemy jak tą odpowiedzialność na siebie wziąć. Łatwiej by nam było w jakiejś grupie parafialnej. Możemy wstąpić do Apostolstwa Miłosierdzia Bożego, możemy dołączyć do Żywego Różańca do Akcji Katolickiej możemy zachęcić swoje dzieci do wstępowania w szeregi ministrantów i lektorów. Może stać nas na to byśmy sami zainicjowali powstanie w parafii jakieś nowej grupy. Przecież nasze powołanie do świętości może się a nawet powinno się realizować w uczestnictwie w pracy grup parafialnych. Działając w grupach parafialnych współdziałamy w realizacji naszego powołania do świętości, pomagamy innym dążyć do świętości, inni nam pomagają w tej drodze. Może wtedy, gdy parafia ożywi się poprzez całych szereg działań i inicjatyw, powiedzą o nas patrzący z boku tak jak mówili o pierwszych chrześcijanach: „popatrzcie jak oni się miłują”.
Czy dzisiaj o nas chrześcijanach tak mówią: „popatrzcie jak oni się miłują”? Pewnie nie! Bo niby dlaczego mieliby tak mówić, jak swoją postawą, niechęcią do działania pokazujemy na każdym kroku prawie, że Kościół nic nas nie obchodzi, że sprawy parafii nas nie dotyczą. Jeśli do tej postawy dołączymy potok słów krytyki, pogardy, obmów, jeśli z politowaniem patrzymy na tych, którzy coś jednak podejmują tym samym sami stajemy się odpowiedzialni za marazm jaki czasem dostrzegamy w naszych parafiach. Przezwyciężenie tego dostrzeganego gdzieniegdzie marazmu wymaga od nas samych wysiłku, podjęcia pracy, podjęcia odpowiedzialności nie tylko za siebie ale i za innych. Bo przecież droga do świętości nasze powołanie jest drogą, którą kroczyć mamy wraz z innymi.
W powołaniu do świętości jesteśmy wszyscy do siebie podobni. Nasze powołanie ludzi świeckich współcześnie realizuje się poprzez realizację powołania do macierzyństwa i do ojcostwa takiego samego powołania do jakiego zostali powołani przed wiekami Józef i Maryja. Wydaje się nawet, że to powołanie przez to, że towarzyszy mu cały szereg zagrożeń jakich doświadczają współczesne rodziny wymaga czasem o wiele więcej wyrzeczeń niż powołanie do kapłaństwa czy życia zakonnego. Ale przecież każdy w swoim powołaniu do świętości, które ostatecznie zrealizowane zostanie w wieczności, powinien odkryć właściwe dla siebie powołanie, które powinien realizować w życiu ziemskim. Nie każdy będzie kapłanem, zakonnikiem, matką czy ojcem, ale przecież nawet osoby samotne nie powinny czuć się „starymi pannami”, czy „starymi kawalerami” ale powinny odkryć w sobie jak ten swój stan wykorzystać. Może okazać się jak bardzo potrzebne jest ich powołanie, możliwość poświęcenia swego wolnego czasu innym potrzebującym: chorym czy samotnym.
Kiedyś, gdy staniemy przed koniecznością zrobienia bilansu ze realizacji swego powołania możemy się zdziwić bo może wydawać się nam, że jesteśmy dobrzy, że realizowaliśmy dobrze nasze powołanie a jednak: „nie daliśmy szklanki wody spragnionemu, albo nie odzialiśmy nagiego…”. Może być też i tak, że dopiero w ostatniej chwili otworzą nam się oczy i odkryjemy co tak naprawdę było naszym powołaniem. Może będzie nas stać jak łotra na krzyżu na słowa wypowiedziane przed ludźmi do Jezusa: „Panie wspomnij na mnie, gdy będziesz w swoim Królestwie”. Jezus powiedział łotrowi wtedy: „Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju”.
Czy my czasem gdy myślimy o swoim powołaniu nie myślimy o dokonaniu rzeczy wielkich, bohaterskich, heroicznych czynów? A potrzeba tak niewiele. Trzeba przyznać się do Jezusa przed ludźmi a On wtedy przyzna się do nas przed swoim Ojcem do nas. Bez Boga nic uczynić nie możemy, nie możemy osiągnąć swego powołania do świętości. Do obcowania z Bogiem, do świętości nie jesteśmy godni. Mówimy: „Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja”. Tak więc grzeszni, nie godni świętości oczekujemy Łaski Bożej bo jesteśmy na Chrzcie świętym powołani do świętości.

Kościół naszym domemdata dodania: 04-01-2012

Kościół naszym domem
Słowo „dom” pojawia się w haśle tegorocznego roku liturgicznego: „Kościół naszym domem”. Jest więc zadaniem każdego z nas jego poznanie jego znaczenia i realizacja w odniesieniu do Kościoła. Szczególnie w święta Bożego Narodzenia „dom” jawi się nam jako niezwykle pożądany dla rodziny Józefa z Nazaretu. Maryja jego żona oczekuje rozwiązania, przyjścia na świat dziecka, które się w niej poczęło, które według proroctw jest Synem Bożym, stanie się światłością świata. „Dom” dla narodzin dziecka jest przecież nieodzownym. Ale nie znajdują domu: „nie ma dla nich miejsca w gospodzie”, znajdują ubogą stajenkę dla zwierząt i tam wśród wielkiego ubóstwa staje się ich „dom”, dom Zbawiciela Świata. Po raz kolejny okazało się, że nie luksusy i wygody tworzą dom ale serdeczna miłość, czułość i oddanie najpierw małżonków, później całej rodziny. Według hasła roku liturgicznego: „Kościół ma być naszym domem”, powinniśmy więc w sposób szczególny pochylić się nad znaczeniem słowa „dom”.
Każdy z nas ze swego dzieciństwa i młodości wyniósł specyficzny obraz domu. Dla wielu z nas zakładających własne rodziny „dom” niejako staje się zadaniem do realizacji. Warto sobie uświadomić: co tworzy dom? co go konstytuuje? Nasz ziemski dom tworzą ludzie; najpierw rodzice później dzieci. Tworzą go też także rodzice rodziców, bliżsi i dalsi krewni. Dom bez mieszkańców jest tylko mniej lub bardziej okazałym budynkiem.
Dobrze wiemy, że szczególną rolę wśród mieszkańców domu, wśród domowników zajmują rodzice a szczególności matka. Tak się często zdarza, że gdy jej zabraknie dom rodzinny staje się jakby „niemy”, funkcjonuje inaczej. Ale nie tylko matka w domu jest ważna, także ojciec, jako strażnik wartości, jako podstawa stabilizacji i pozycji domu.
Trzeba powiedzieć także, że tak jak mieszkańcy dom konstytuują tradycje i wartości, które w nim obowiązują. One są spoiwem domu i powodują, że jeśli nawet ktoś z domu oddala się, kiedyś wróci. Z domem wiążą się także ważne zadania związane najpierw ze zrodzeniem dzieci, później z przygotowaniem ich do samodzielnego życia. Dom niejako powinien opierać się na tradycji ale też powinien być otwarty szeroko na świat, na przyszłość. W przeszłości liczne potomstwo było uznawane za gwarant bezpieczeństwa domu w przyszłości.
Jeśli mówimy o domu myśleć musimy także o tym, ze powinien być on otwarty na środowisko szersze, na lokalne wspólnoty, na Ojczyznę. Przecież także Ojczyzna jest naszym domem. W domu każdy w zależności od pozycji i możliwości każdy mieszkaniec ma określone obowiązki i powinności do spełnienia. Każdy też w domu otrzymuje to co jest mu niezbędne do życia: jedzenie i picie. Dom jest także naszym schronieniem, azylem bezpieczeństwa. Jest tym środowiskiem w którym się wychowujemy, w którym kształtują się nasze osobowości. W prawdziwym domu każdy czuje się zobowiązany do spełnienia jakichś powinności i to w sposób dobrowolny a nie pod przymusem. Jeśli tego niema dom zamienia się w coś co przypomina hotel. Ale hotelu nigdy nie nazwiemy domem.
Jednak to co jest lub przynajmniej powinno być w każdym domu najważniejsze to „miłość”, podstawa wszelkich więzi łączących mieszkańców każdego domu. Miłość powinna stanowić podstawę, grunt wszelkich wartości, tradycji. Bez miłości, bez tego zasadniczego spoiwa dom się rozleci, legnie w gruzach lub pozostanie tylko budynkiem lub budowlą. Co więc mary zrobić aby nasz dom nie legł w gruzach, nie stał się tylko budynkiem, hotelem gdzie się spotykamy. Mamy dobry przykład w rodzinie Świętego Józefa. Jego dom, jakaś biedna opuszczona szopa, „stajenka licha” zapełniona została przez niego i Maryję prawdziwą miłością. W tej „stajence lichej” przyszedł na świat Jezus, nasz Zbawiciel i stała się „pełna chwały”. Do tego domu: „lichej stajenki” wkrótce przybyli i otrzymali pociechę biedni pastuszkowie a także trzej Mędrcy ze Wschodu bo tu w niej znaleźli prawdę, której szukali całe życie.
A jakim domem jest dla nas Kościół? To pytanie powinno być zadane także indywidualnie każdemu z nas. Jakim domem jest dla mnie Kościół? Może stoję z boku z założonymi rękami i wszystko krytykuję! Może mam usta pełne pogardy i nie ma we mnie żadnej chęci jakiegokolwiek osobistego zaangażowania! Może nie umiem uznać, że Kościół to jest także mój „dom” a ludzie w nim mieszkający są moimi braćmi i siostrami, którym może mógłbym nieraz pomóc! Może twierdzę, że parafia to tylko proboszcz ze swoimi przywarami śmiesznostkami i kilka dewotek ale mnie w niej nie ma! Może sam się wypisuję z Kościoła? Zawsze mogę wrócić, nawet jeśli oddaliłem się bardzo daleko jak syn marnotrawny, wrócić i zacząć wszystko od nowa.

Oby krzyż stał się nam bramą. Głos o dobru wspólnymdata dodania: 25-10-2011

Oby krzyż stał się nam bramą
Głos w sprawie dobra wspólnego

Media donoszą coraz bardziej krzykliwie o pomyśle grupy posłów, aby zdjąć krzyż z sali sejmowej. Dziwnym trafem te pomysły pojawiają się w czasie, gdy Kościół obchodzi kolejny XI Dzień Papieski i kolejną już 33 rocznicę wyboru polskiego kard. Karola Wojtyły na papieża, gdy w Moskwie do której tak bardzo chciał się papież udać odsłonięty został jego pomnik. Główny sprawca tego zamieszania w sprawie krzyża, kilka lat temu sam w Sejmie dodał do ślubowania słowa „tak mi dopomóż Bóg”. Dziś „krzyż” symbol Boga mu przeszkadza. A przecież nawet wielu tych, którzy uważają się za niewierzących „krzyż” jako symbol nie przeszkadza, bo jest dla nich nie tylko symbolem religijnym ale tak jak dla wielu Polaków także symbolem „Polskości”. Na marginesie tej wywołanej dyskusji pojawiają się również głosy o tym, że trzeba na nowo podjąć w sposób spokojny dyskusję o świeckości państwa. Skoro ma być podjęta taka dyskusja to może i dobrze abyśmy w niej zaznaczyli swój głos i nie milczeli, gdy wypada odzywać się głośno.

Po pierwsze powinniśmy uświadomić sobie co powinno być, co może być wspólnym celem i zadaniem polityków, różnych grup społecznych, politycznych a także Kościoła i instytucji państwowych. Najogólniej mówiąc wspólnym zadaniem, celem każdej działalności publicznej powinno być „dobro wspólne”. Tu w tym miejscu powie ktoś, zaczną się schody bo pojęcie „dobra wspólnego” jest pojęciem bardzo pojemnym. Jednakże większość z nas szybko jest w stanie wymienić to co może, co powinno być częścią składową „dobra wspólnego”. Najpierw „dobrem wspólnym” Polaków jest nasza ziemi, pola, lasy, góry, rzeki, przyroda. Należy o nie dbać. „Dobrem wspólnym” jest kondycja zamieszkujących tę ziemię. Dotyczy to tak kondycji zdrowotnej jak i materialnej. Można powiedzieć, że „dobrem wspólnym” jest poczucie szczęścia i bezpieczeństwa Polaków. Trzeba zgodzić się z tym, że „dobrem wspólnym” jest nasza historia, nasza tradycja, nasze zwyczaje, nasz język, także pewne jego odrębności gwarowe. „Dobrem wspólnym” są także wszystkie zasoby tak materialne jak i duchowe takie jak zabytki kultury czy książki. „Dobrem wspólnym” SA także potencjalne możliwości jeszcze nie odkryte w młodych pokoleniach czy niewłaściwie lub nie w pełni wykorzystane w pokoleniach aktualnie żyjących.

Z takiego rozumienia „dobra wspólnego” można by wyciągnąć, nawet trzeba cały szereg pilnych problemów wołających głośno o szczególną uwagę lub rozwiązanie. Nie ma potrzeby pełnego ich wyliczania. Każdy świadomy obywatel naszego kraju szybko je wymieni: problem kondycji zdrowotnej i ochrony zdrowia osób starszych i dzieci, problem poszerzającego się obszaru wykluczeń z powodów materialnych. Coraz poważniejszą staje się sprawa zatracania niestety bezpowrotnego naszej tradycji czy zwyczajów. Wynika to z niedostatecznego uświadamiania sobie znaczenia własnej przeszłości. Dzieci i młodzież a także dorośli coraz gorzej znają naszą historię. Coraz częściej pozwalamy się zalać ogłupiającym nas produktom zupełnie nam obcej kultury masowej. Teraz coraz rzadziej słyszymy w radio piosenki śpiewane w języku polskim, jakby ten język, którym się posługujemy był czymś wstydliwym dla nas.

Jeśli już wiemy co wchodzi w skład pojęcia „dobra wspólnego” możemy także określić to wszystko czemu w naszej rzeczywistości powinniśmy się przeciwstawiać, czemu przeciwdziałać a co wspierać i wspomagać. Zdajemy sobie sprawę, że jako społeczeństwo nie stanowimy monolitu, nie jesteśmy w stanie we wszystkich sprawach mówić jednym głosem i nie wszystkie problemy są dla nas jednakowo ważne. Jednak powinniśmy zgodzić się na to, że są w naszej rzeczywistości sprawy, problemy, zjawiska, które dla „dobra wspólnego” powinniśmy starać się jak najszybciej wyeliminować i są takie, które powinniśmy wspierać ze wszystkich sił. Do takich negatywnych zjawisk, które należałoby jak najszybciej usunąć z naszej rzeczywistości jest ubóstwo, bieda i niedostatek, zjawisko nadużywania alkoholu, szerząca się narkomania, przestępczość, to także dziurawe drogi zagrażające naszemu bezpieczeństwu. Takich pilnych problemów jest w naszej rzeczywistości, niestety, wiele i również, niestety, nie jest możliwe ich załatwienie tak od razu, od ręki. Jednak zawsze warto dyskutować nad tym, które problemy należy rozwiązywać szybciej a które mogą jeszcze poczekać. Taka sytuacja jest o tyle ważna, ponieważ przyszłość z widmem światowego kryzysu gospodarczego i finansowego nie stawia nas w jakiejś uprzywilejowanej pozycji. Nawet przedstawianie się jako „zielona wyspa” wśród krajów sąsiadujących z nami mających ujemny wzrost PKB może okazać się złudne i mgliste przy stale rosnącej i bardzo licznej grupie rodzin żyjących na granicy ubóstwa, które w obliczu kolejnej fazy kryzysu popaść mogą w jeszcze większą biedę. Wydaje się, że troska o pomyślną przyszłość rodzin powinna być tym głównym tematem rozpalającym głowy nowo wybranych naszych przedstawicieli. Dlaczego tak nie jest?

Dlaczego sprawa krzyża wiszącego w Sejmie jest sprawą tak bardzo ważną dla grupy naszych reprezentantów? Dlaczego chcą go z sejmu usunąć? Przepraszam! Nie usunąć a spowodować zgodne z prawem jego zdjęcie. Bo tak ostatnio mówią. Czy to nie przypomina sytuacji z przed lat? Mówiono podobnie! Wymuszano siłą, chciano by krzyż, by wiara zamknięta została tylko w kościołach i prywatnych domach, by katolicy mieli pełne prawa wypowiadania się, głoszenia swoich poglądów ale tylko w kościele, w swoim domu byle tylko nie w przestrzeni publicznej. A przecież nasza wiara „światło” nie jest by po korcem stało, by zamykano je ciemnych piwnicach, ale po to by rozświetlało przestrzeń naszych kroków, byśmy nie pobłądzili lub nie potknęli się o kamień. Przecież wiara, światopogląd są dla człowieka jak światło, którym kieruje się w życiu tak prywatnie jak i w przestrzeni publicznej. Nie można nakazać ludziom by publicznie byli innymi ludźmi, by publicznie wypierali się swych poglądów a podporządkowywali się jakieś papce „poprawności politycznej”. Taki nakaz to dopiero milowy krok w kierunku rzeczywistego totalitaryzmu, kto wie czy nie gorszego nawet niż totalitaryzmy wcześniejsze.


Czy więc usunięcie krzyża, przepraszam, wyegzekwowanie prawa o rozdziale Kościoła od państwa czy świeckości państwa nie jest próbą lub pierwszym krokiem do usunięcia przekonań religijnych, sumienia z przestrzeni publicznej? A czym zastąpić sumienia, przekonania światopoglądowe, wiarę? Demokracją!? Czy demokracja przestała już służyć ludziom w podejmowaniu trudnych decyzji czy od teraz ludzie mają służyć demokracji? Chrystus mówił, że „nie jest człowiek dla szabatu ale szabat dla człowieka”.

Gdy oglądam w mediach tych „rycerzy” idących na wojnę z krzyżem odniósłbym wrażenie, że to Święty Jerzy wyruszający na walkę z groźnym smokiem. Tylko, że smok mógł Świętego Jerzego pożreć a krzyż, znak symbol największej potęgi milczący taki i niegroźny, jak przed dwoma tysiącami lat Chrystus poddający się, jak baranek, posłusznie swoim oprawcom. Co więc kieruje przeciw krzyżowi tymi uzbrojonymi w dziwaczny oręż argumentów rycerzami? Czy tylko strach, że ten milczący symbol, znak odsłoni ich dusze i pozostaną przed nim nadzy i bezbronni bez żadnych zasług, chwały i nadziei? Nie tylko strach kieruje nimi, także nienawiść. Wypełniają się słowa Chrystusa, że stanie się znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. Szatan, zło, które zostało pokonane na krzyżu nie może pogodzić się ze swoja porażką i myśli, że gdy zniszczy krzyż, gdy zbezcześci go lub opluje to uda mu się jednak zwyciężyć. Dlatego mobilizuje swych „ciemnych” rycerzy do kolejnej walki, do kolejnego boju, licząc, że uda mu się jednak zwyciężyć, gdy my uśpimy swoją czujność i zajmiemy się sprawami drugorzędnymi.

Owi rycerze wybierający się do walki z krzyżem mówią o ogromnych kwotach jakie państwo przekazuje Kościołowi na muzea diecezjalne, na budynki kościelne. Zapominają, że gdyby nie Kościół ze swą historią i tradycją nie byłoby zabytków, muzea świeciłyby pustkami a w wielu miejscowościach nie byłoby żadnych śladów przeszłości a tym samym polskości tych ziem. Przeszłość naszego kraju od samego początku związana jest nierozerwalnie z Kościołem i z krzyżem. We wszystkich tragicznych i dramatycznych momentach naszej historii naród był zawsze blisko krzyża i Kościoła i dzięki nim podnosił się z upadku po klęskach. Bez krzyża i Kościoła na naszych ziemiach dominowałaby kultura germańska lub inna a język polski byłby reliktem jak język Słowian z Miśni i Łużyc. Jeśli tego chcą owi rycerze walczący z krzyżem to należałoby im jak najszybciej odebrać glos, bo w Polsce występują przeciw Polsce jak zdrajcy lub agenci obcych interesów. Mieliśmy w przeszłości w naszej przestrzeni publicznej już takich rycerzy, którzy służyli obcym interesom i obcym ideologiom, którzy nienawidzili polskości mając gdzieś obiecane wizje „złotych gór srebrników”. Nie możemy dać się zwieść ich słowom, że to dla „dobra” Polski, że oni nawet „kochają” krzyż, że to dla przyszłości, dla społeczeństwa obywatelskiego itd. Przecież zaborcy wkraczając na ziemie dawnej Rzeczypospolitej także nie mówili, że zabierają nam ziemię, że zabierają nam wolność, ale że chcą zapewnić „spokojność obywatelom naszym”. Armia Związku Radzieckiego też przyniosła wolność w 1939 roku a zaraz potem były Sybir, Katyń i wiele innych miejsc zsyłki i kaźni i do dzisiaj nie znamy wszystkich tych miejsc ani wszystkich nazwisk i grobów. To nie jest walka o znak czy symbol jakim jest krzyż ale walka o Polskę. Jaka ona będzie i czy w ogóle będzie, gdy zapomni o swej przeszłości i o swoich symbolach.

Patrząc na przeszłość Polski, na przeszłość naszego narodu, analizując dzisiejszą sytuację należałoby wskazać, że zawsze istotnym elementem składowym polskiego „dobra wspólnego” był krzyż i wiara. Był krzyż niejako warunkiem podstawowym owego „dobra wspólnego”. Może nawet nie dokładnie sam krzyż jako symbol czy znak ale to co dla naszych przodków oznaczał, jakie wartości przedstawiał czy symbolizował. To właśnie owo przylgnięcie Polaków do krzyża spowodowało, że nie mieliśmy na ogromnych terenach dawnej Rzeczypospolitej wojen religijnych, stosów na których płonęli przedstawiciele innych wyznań. Właśnie pod tym symbolem tak dziś znienawidzonym przez niektórych znajdowali schronienie przez setki lat Żydzi uciekający przed pogromami z zachodniej Europy, innowiercy zakładali tu swoje ośrodki, szkoły a nawet uniwersytety.

Zachodnia Europa wymyśliła unię państw, jako sposób na różne problemy współczesnego świata. My w tej unii dziś też się znajdujemy ale niestety zapominamy, że pierwsza taka unia w Europie narodziła się na ziemiach polskich i z powodzeniem funkcjonowała jako unia Polski i Litwy nie przez dziesiątki lat ale setki lat. Kto wie czy gdyby nie różne sytuacje polityczne nie byłaby to unia trzech państw, narodów polski, Litwy i Ukrainy. Symbolem, znakiem rozpoznawczym tej unii był krzyż, mimo, że znaczna część jej mieszkańców nie była katolicka. Wtedy krzyż nie raził mieszkającego tu Polaka, Litwina, Rusina, Żyda, Niemca czy Tatara bo był symbolem przynależności kulturowej i cywilizacyjnej do ówczesnej Rzeczypospolitej.

Co więc dziś nam przeszkadza byśmy na krzyż spojrzeli także jak na symbol, znak wartości określających nasze główne elementy składowe „dobra wspólnego”? Co przeszkadza by przy krzyżu było stanowione prawo, które będzie obowiązywało w przyszłości? Przecież Chrystus ze swym krzyżem nie przyszedł prywatnie, po cichu tylko do naszych domów i kaplic ale przecież „jawnie nauczał przed światem”, dawał świadectwo prawdzie i przed Piłatem i przed Sanhedrynem, w świątyni jerozolimskiej, na placach i innych publicznych miejscach ówczesnego świata. I mówił też by oddać co cesarskie Cezarowi a co boskie Bogu. Namawiał nas też byśmy się jego nie zapierali przed światem, żeby On się nas nie zaparł przed Swoim Ojcem. Nie bójmy się więc krzyża bo on stanie się dla nas bramą jak napisał wierszu „Krzyż i dziecko” Cyprian Kamil Norwid.
Oby krzyż stał się nam bramą.

Nasze wybory. Umycie rąk przez Piłatadata dodania: 13-09-2011

Nasze wybory
Umycie rąk przez Piłata

W każdym a szczególnie demokratycznym społeczeństwie co jakiś czas odbywają się wybory, okres walki o głosy wyborców, rzucania przeróżnych obietnic a także niestety podejmowania często podłych chwytów po to aby być wybranym aby zdobyć władzę. Warto więc zanim pójdziemy i zagłosujemy dobrze się zastanowić nie tylko nad tym kogo wybrać ale także nad tym jacy powinni być przedstawiciele władzy, jakie przed nimi powinno się stawiać zadania, jak mogą być wykorzystywani a nawet manipulowani przez różne siły nacisku, lobbystów czy szantażystów.
Poncjusz Piłat jest najbardziej chyba znanym przedstawicielem władzy z czasów starożytnych. „Umęczą pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion”. To fragment naszego wyznania wiary, który wskazuje nam niejako ten moment w historii ludzkości, w którym dokonało się nasze zbawienie. Powtarzamy ten fragment naszego „credo” i przechodzimy do porządku dziennego nad tym co on może dla nas oznaczać. Wydaje się, że ten zapis wskazuje na Piłata jako tego, który podpisał wyrok śmierci Jezusa. Piłat wydał wyrok, podpisał go, jest to fakt nie podlegający dyskusji. Być może gdzieś znajduje się jeszcze nie odkryty pergamin z jego podpisem. Piłat z nadania cesarza rzymskiego miał władzę wydać wyrok. Powiedział o tym Jezusowi podczas procesu: „Nie chcesz mówić ze mną? Czy wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?” A Jezus na to mu odparł: „Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby Ci jej nie dano z góry”. Zakres władzy Piłata przypisany do stanowiska, które posiadał nie pochodził z wyborów ale był określony przez Cezara. Piłat jest podobny do wielu z nas, którzy mają pewien zakres władzy przypisany do zajmowanego stanowiska czy zajmowanej pozycji. Sposób powołania do sprawowania władzy czy to z wyborów czy mianowania nie ma tu większego znaczenia. Sprawowanie władzy, profity i przywileje z nią związane, stają się dla wielu ludzi celem, który chcieliby za wszelką cenę osiągnąć. Kampanie wyborcze pokazuję, że niektórzy w zabiegach o władzę, mandat gotowi są nawet do popełnienia różnych podłości. Stąd niektórzy nawet mówią, opisując rzeczywistość, „że władza deprawuje, a wielu nawet godzi się na to, że tak musi być, że „jak już ktoś dorwał się do koryta to musi się nachapać”. Tymczasem jednak tak nie powinno być. Każdy posiadający jakąkolwiek władzę powinien wykonując swe obowiązki służyć przede wszystkim celom nadrzędnym; dobru wspólnemu, państwu, określonej społeczności. Władza to…, można by powiedzieć służba drugiemu człowiekowi. Powinni o tym pamiętać nie tylko rządzący ale także i wyborcy, którzy pójdą do wyborów aby nie dali się uwieść okrągłym słowom, obietnicom czy manipulacjom.
Na przykładzie Piłata można przyjrzeć się niektórym mechanizmom związanym ze sprawowaniem władzy. Przed sprawującymi władzę stoją często trudne do rozstrzygnięcia problemy. W ich rozstrzygnięciu mogą liczyć na pomoc ze strony specjalistów, doradców, opinii publicznej. Jednak bez względu na to czy taka pomoc się pojawi, decyzje muszą podjąć sami i muszą zdawać sobie sprawę z tego, że ponoszą za nią odpowiedzialność. Jeśli rządzący czuje się odpowiedzialny za swój urząd, za swoje decyzje korzysta z rad specjalistów, opinii publicznej, uważnie wsłuchuje się także w głos opozycji nie przypisując jej tylko złej woli. Jednakże zawsze najważniejszym doradcą rządzących powinno być ich własne sumienie, muszą być przekonani o słuszności podejmowanych decyzji. Słuchanie głosów doradców nie oznacza całkowitej uległości wobec nich szczególnie dzisiaj, gdy wokół rządzących pojawić się mogą tzw. „lobbyści” sprytnie przedstawiający wizję często niezgodne z interesem ogółu z dobrem wspólnym. Z najgorszą sytuacją mamy do czynienie wtedy, gdy rządzący chcąc sobie zapewnić ponowny wybór liczą się tylko z wynikami sondaży. Podejmowane decyzje nie powinny być też wymuszane szantażem, nie powinien też za nimi stać strach przed kim czy przed czymś. Czasem podjęcie słusznej decyzji wymaga od rządzących podjęcia ryzyka utraty przywilejów, utraty władzy. Te wszystkie sytuacje miały istotny wpływ na decyzje podejmowane przez Piłata. Nie był on wolny od nacisków, szantażu czy strachu przed utratą swojej władzy. Wśród doradców Piłata była także jego zona, która przesłała mu ostrzeżenie: „Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z jego powodu”. Piłat żony, jedynego w tej sytuacji dobrego doradcy, niestety nie posłuchał.
Sytuacja w której znalazł się Piłat powtarza się od wieków nie tylko w życiu sprawujących władzę ale i w życiu każdego z nas. My również często jesteśmy wystawiani na podobne próby. Wydajemy wyroki, osadzamy lub przypieczętowujemy je wiedząc, że nie są sprawiedliwe. Piłat jako najwyższy urzędnik Cezara w Judei dobrze wiedział kim był Jezus, donieśli mu o tym jego szpiedzy i donosiciele. Jeśli nawet nie był do końca świadomy kim rzeczywiście Jezus był, to dobrze wiedział, że Jego działalność i nauczanie nie szkodziły Rzymowi ani porządkowi społecznemu w Judei. Dotarły do niego słowa aby „oddać co boskie Bogu a co cesarskie cesarzowi”. Wiedział też dobrze, że Jezus nie sprzeciwiał się płaceniu podatków, nie organizował oporu przeciw Rzymowi a przeciwstawiał się oszustwom, kradzieżom, plagom społecznym, którym Piłat jako prokurator Judei powinien jakoś sobie poradzić. Dlaczego więc skazał Jezusa wiedząc, że jest sprawiedliwym?
Czy w historii ludzkości, państw, narodów a może nawet wielu z nas nie pojawiła się często podobne pytanie: dlaczego skazaliśmy na niełaskę, śmierć człowieka sprawiedliwego głosując lub podejmując decyzję wbrew własnemu sumieniu? Dlaczego tyle razy podpisywaliśmy własną ręką lub przyzwoleniem niesprawiedliwe osądy i wyroki? Dlaczego milczymy, gdy niesprawiedliwie mówi się o kimś o jakiejś grupie ludzi? Dlaczego milczymy lub nawet przytakujemy, gdy atakuje się Kościół kapłanów? Nie możemy przecież powiedzieć, że nie my wydajemy wyroki tylko inni. Przecież swoim milczeniem te niesprawiedliwe wyroki potwierdzamy, podpisujemy, bo przecież: „Qui tacet consetiere videtur” (kto milczy zdaje się zezwalać). Czy nasze milczenie, nasza zgoda nie jest taką samą zgodą jaką wyraził Piłat? Zgodą na jawną niesprawiedliwość, zgodą na wyrok na Sprawiedliwym?
Pozycja jaką zajmował Piłat dawała mu zapewne wiele dodatkowych profitów związanych z tym o czym mógł decydować i z tym, że Rzym był daleko. Sytuacje podobna do wielu sytuacji na dzisiejszych szczytach władzy, wokół kręci się wielu chcących załatwić sobie jakieś dodatkowe przywileje w zamian za „podarki’, których nie trzeba ujmować w zeznaniach podatkowych. Dotyczyło to także Piłata. Gdyby uwolnił Jezusa, naraziłby się starszyźnie izraelskiej a to oznaczałoby zmniejszenie dochodów z których nie musiał się rozliczać z Rzymem. Co więc chciał zrobić Piłat, gdy przyprowadzili do niego Jezusa żądając wydania wyroku śmierci, „aby jeden człowiek zginął za naród”, jak doradzał Żydom Kajfasz? Piłat postanowił, jakbyśmy dziś powiedzieli, „spławić” Żydów. Piłat doskonale wiedział, że główną przyczyną wydania Jezusa była „zawiść” starszyzny widzącej w nauczaniu Jezusa zagrożenie dla własnej pozycji i przywilejów. Starszyzna chciała się zemścić za to jak ośmieszyła się chcąc wystawić Go na próbę i o czym też Piłat dobrze musiał wiedzieć. Jednak prywatny interes Piłata nie pozwalał mu odpowiedzieć starszyźnie wprost ale kluczył aby znaleźć inny sposób „spławienia ich”. Czy my dzisiejsi współcześni Piłaci nie uciekamy się czasami do podobnych pokrętnych tłumaczeń zamiast mówić „tak” lub „nie”? Jakże jesteśmy w tym do Piłata podobni.
Jakże jesteśmy podobni do Piłata w ucieczce przed odpowiedzialnością za podjęcie decyzji. Jakże sprytnym chciał być Piłat odsyłając Jezusa do Heroda. Postępował zgodnie z literą prawa, Jezus był przecież Galilejczykiem i podlegał królowi Galilei Herodowi. Piłat przez ten gest zawarł przyjaźń z Herodem, przyjaźń tak bardzo potrzebną w dalszej karierze. A gdy Herod odesłał Jezusa Piłat postanowił ubiczować Go i pokazując tłumowi wzbudzić jego litość. Niestety znowu na nic zdało się kluczenie Piłata, a na jego słowa: „oto człowiek”, coraz głośniej domagali się śmierci Jezusa. Jeszcze wtedy mógł uwolnić Jezusa ale powiedział Żydom: „Weźcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim winy”. Oni mu wtedy powiedzieli: „My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym”. Wtedy Piłat przestraszył się „jeszcze bardziej”, bo jeśli to prawda, że ma do czynienia z Synem Bożym? Miał przed sobą Jezusa o którym wiedział, że był niewinnym, o którym wiedział także, że kilka dni wcześniej wjechał do Jerozolimy „jak Król”, którego tłumy słuchały z zapartym tchem, który wobec niego samego potwierdził, że jest „królem, którego królestwo nie jest z tego świata”, który powiedział, że się „po to narodził aby dać świadectwo prawdzie”. Teraz ten wcześniej wiwatujący tłum wrzeszczał „na krzyż z Nim, na krzyż” i nikt właściwie nie stanął w jego obronie oprócz kilku niewiast, Jego matki zbyt cichych i niewidocznych aby przekrzyczeć cały ten zgiełk i tumult, jeszcze świadectwo jego żony „aby nie miał nic do czynienia z tym Sprawiedliwym”. A oskarżony, który zachowywał się tak jakby był niewinny, jakby był ponad tym wszystkim co się wokół niego działo. Piłat musiał się zdumieć gdy Jezus oskarżony stanął niejako po stronie swoich oskarżycieli mówiąc mu, że „nie miałby nad nim żadnej władzy, gdyby mu jej nie dano z góry”. Piłat pozostał w tym momencie tylko z własnym sumieniem, które mówiło mu: Jezus jest niewinny, Jezus może być Synem Bożym. Ale Żydzi zaczęli go szantażować: „Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi”. Piłat uległ szantażowi.
Piłat chciał być sprytnym sędzią, gdy tłum domagał się śmierci Jezusa postanowił wykorzystać zwyczaj uwalniania na święto Paschy jednego więźnia. Postawił tłum przed wyborem ale tłum zmanipulowany przez starszyznę wybrał Barabasza a odrzucił Jezusa. Tak jest i dziś poddanie pod osąd opinii publicznej, pod osąd tłumu, osąd sondaży społeczeństwa manipulowane przez media wybierają „zło” zamiast „dobra”, „kłamstwo” zamiast „prawdy”.
Piłat podpisał wyrok i w geście, który jest powtarzany od wieków „umywa ręce”. My też ciągle stajemy przed wyborami i musimy sobie jasno i precyzyjnie odpowiedzieć, czy kierujemy się własnym sumieniem, dobrymi radami czy skłonni jesteśmy ulegać opinii publicznej, szantażom, czy skłonni jesteśmy kierować się wskazaniami sondaży, czy bliższa nam jest prawda, dobro wspólne czy też własne korzyści, strach przed utratą przywilejów. Te problemy dotyczą każdego z nas bo przecież co jakiś czas mamy możliwość wybierania osób, które będą w naszym imieniu sprawowały władzę. Jeśli zostaniemy zmanipulowani w tych naszych wyborach, jeśli damy się zastraszyć, jeśli nie posłuchamy dobrych rad, jeśli nie postąpimy zgodnie z naszym sumieniem pozostaniemy tak jak Piłat z pustym gestem „umycia rąk”, z naszymi podszytymi strachem ambicjami, naszą przebiegłością i sprytem, które ostatecznie bez wartości, bez sumienia, bez Boga prowadzą nas na manowce.
Marian Rybicki

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski juz za namidata dodania: 11-06-2011


X Diecezjalny Konkurs recytatorski „W komunii z Bogiem i ludźmi” już się zakończył

W miniony czwartek 2 czerwca 2011 roku w niezwykle przyjaznym i gościnnym mieście Koźminie Wielkopolskim odbył się X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego. W szranki o nagrodę główną „pielgrzymkę do Rzymu” ufundowaną przez Księdza Biskupa Stanisława Napierałę stanęło 42 recytatorów reprezentujących najróżniejsze miejscowości z terenu całej naszej diecezji. Aby wystąpić w finale trzeba było przejść najpierw gęste sito eliminacji szkolnych czy parafialnych a następnie przejść pozytywnie przez eliminacje rejonowe, które w tym roku odbywały się 14 maja w Nowych Skalmierzycach, 16 maja w Ostrowie Wielkopolskim, 23 maja w Kępnie, 25 maja w Raszkowie, 26 maja w Krotoszynie. Łącznie we wszystkich szczeblach eliminacji w szranki o finał eliminowało się prawie 500 młodych ludzi uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych.

Jury finału X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego w składzie: Justyna Rybczyńska, Piotr Naporowski, Kasper Ekiert, Robert Idkowiak i Marian Rybickizadecydowało przyznać w kategorii uczniów podstawowych:
Wyróżnienie dla Patryka Kowalskiego ze SP nr 17 w Kaliszu,
trzy III miejsca Dominice Musialskiej ze SP nr 1 w Kępnie, Oliwii Młynarz ze SP w Biadkach, Katarzynie Sołtysiak z Parafii Świętego Stanisława BM z Ostrowa Wielkopolskiego
II miejsce Marcie Jeż ze SP nr 1 w Ostrowie Wielkopolskim,
I miejsce Filipowi Maryniakowi ze SP w Rozdrażewie


W kategorii uczniów szkół gimnazjalnych:
dwa III miejsca: Darii Jasik z Gimnazjum nr 5 w Krotoszynie i Katarzynie Ślachetce z Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Jarocinie,
II miejsce Aleksandrze Zwierz z Parafii Świętego Izydora Oracza w Biadkach,
I miejsce Klaudii Orpel z Niepublicznego Gimnazjum im. ks. Piotra Wawrzyniaka w Golinie


W kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych Jury przyznało tylko jedną nagrodę Marcie Łokietek z I Liceum Ogólnokształcącego z Jarocina ale za to nagrodę główną Konkursu „Pielgrzymkę do Rzymu” ufundowaną przez Księdza Biskupa Stanisława Napierałę.

Finał Konkursu zakończył Koncert Laureatów oraz spektakl „Dialogi” na podstawie dramatów Karola Wojtyły w wykonaniu Teatru Niepokojów Twórczych.

Współorganizatorem finału Konkursu był wraz z Zarządem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej był Gminny Zespół Instytucji Kultury w Koźminie Wielkopolskim. Dzięki szczególnemu zaangażowaniu Leszka Ziętkiewicz dyrektora i pracowników GZIK-u uczestnikom ten konkurs zapadnie głęboko w pamięci nie tylko ze względów przeżyć artystycznych.

Organizatorzy wyrażają szczególne podziękowania sponsorom Konkursu, fundatorom nagród, posiłków na wszystkich etapach konkursu. Szczególne podziękowania należą się: Księdzu Biskupowi Stanisławowi Napierale za coroczne fundowanie nagrody głównej, Urzędowi Miasta i Gminy Koźmin Wielkopolski z Panem Burmistrzem Maciejem Bratborskim za ufundowanie nagród i wsparcie finansowe Konkursu, Panu Kasprowi Ekiertowi dyrektorowi Mickiewiczowskiego Centrum Turystycznego w Żerkowie za ufundowanie nagród i Panu Adamowi Rogackiemu Posłowi na Sejm RP za tradycyjne wsparcie Konkursu ufundowaną przez siebie nagrodą.

Tegoroczny konkurs to już wspomnienie, spotkamy się za rok. Warto juz dziś zacząć pracować, szukać tekstów bo sukces jeśli przychodzi, przychodzi najczęściej po kilku latach intensywnej pracy. Wszyscy, którzy uczestniczyli w przesłuchaniach finałowych lub nawet nawet do nich sie nie zakwalifikowali mogą okazać sie już w przyszłym roku zwycięzcami. Warto o tym pamiętać. Zapraszam w roku przyszłym i zyczę sukcesów.

\"Co mam czynić aby osiągnąć życie wieczne?\"data dodania: 10-06-2011

„Co mam czynić aby osiągnąć życie wieczne?”

Takie pytanie postawił Jezusowi (Łk 10, 25-37) jeden z ówczesnych uczonych w piśmie i Prawie wystawiając Pana Jezusa na próbę. Uczonego w Prawie Jezus zapytał co jest napisane w Prawie! On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego” Jezus wtedy mu odrzekł: „Dobrześ powiedział. To czyń a będziesz żył” A ten zapytał jeszcze Pana Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”

Podobnie zapytał Jezusa bogaty młodzieniec (Mt 19, 16-22): „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” Jezus odpowiedział mu: „Dlaczego mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” Młodzieniec zapytał: „Które?” Jezus odpowiedział mu: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” Młodzieniec powiedział: „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?” Jezus mu wtedy odpowiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Gdy młodzieniec to usłyszał odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Dwa przykłady z Ewangelii Świętego Łukasza i Świętego Mateusza obrazujące naszą ludzką postawę. Chcemy wiedzieć, mieć pewność tak zwyczajnie „czarno na białym”: „Co mamy czynić aby osiągnąć zbawienie”. Jest w tej naszej postawie zarówno ciekawość jak i pragnienie osiągnięcia zbawienia. Ale jest też, jakby zasiana przez Szatana, pewnego rodzaju postawa, którą by można określić jako postawa kupiecka. Bo w pytaniach uczonego w Prawie i bogatego młodzieńca ukryło się po trosze inne pytanie, inna prośba, która brzmiałaby trochę inaczej: „Jezu, Nauczycielu, powiedz nam co mamy zrobić, aby zasłużyć sobie - kupić sobie życie wieczne?” Tak było przecież zawsze ludzie chętni i skłonni by byli kupić sobie niebo, kupić sobie życie wieczne. Tak jest też i dzisiaj. Wielu z nas dałoby wiele by mieć pewność, by mieć gwarancję życia wiecznego. Czasem możemy to zauważyć podczas pogrzebów. Im mniej ktoś uczestniczył w życiu Kościoła, tym większą kwotę skłonny byłby wyłożyć on lub jego rodzina aby sobie „życie wieczne„ załatwić, kupić. Czasem rodzina zmarłego zabiega o to by uroczystościom pogrzebowym towarzyszył orszak kapłanów, orkiestra, poczty sztandarowe, przemówienia, wspomnienia, ozdobna trumna, wspaniałe kwiaty jak najpiękniejszy ceremoniał itd. Jednak za to Nieba się nie kupi, może tylko trochę usprawiedliwi się własne sumienie.

Bóg nie chce od nas dóbr materialnych, to nie jest cena życia wiecznego. Życie wieczne nie jest towarem, nie jest do kupienia. Między Bogiem a człowiekiem nie zachodzą relacje takie jak między sprzedającym a kupującym. Jeśli ktoś sądzi, że może z Bogiem handlować, kupczyć, trochę Go nawet oszukać, niestety jest w błędzie.

Pan Jezus dał odpowiedź pytającym jaka jest cena „życia wiecznego”: „Mamy miłować Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją mocą i całym swoim umysłem a bliźniego swego jak siebie samego”. Tak powiedział uczonemu w Prawie. Młodzieńcowi zaś rzekł: „Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania”. Proste wskazania, znane od wieków, wyryte przez Boga w ludzkich sumieniach. Nic tylko je realizować.

W rzeczywistości jednak trudno jest człowiekowi postępować ściśle według przykazań. Wokół każdego z nas jest tyle pokus żeby trochę Boże przykazania ponaginać do własnych potrzeb. Często słyszymy, widzimy i mówimy, że to nie „kłamstwo ale mijanie się z prawdą”, nie „kradzież a kombinowanie, skołowanie”, nie „morderstwo a przerwanie ciąży”, nie „zabójstwo a eutanazja”. Takich przykładów można by mnożyć. Niestety wokół jest ich wiele. Człowiek próbuje się jakoś usprawiedliwiać: pragnieniem bycia szczęśliwym, słabościami, skłonnościami, tym co powie otoczenie, modą a nawet nowoczesnością. Zazwyczaj zaczyna się od drobiazgów od wydawałoby się niewinnych ustępstw wobec zła. Ale zawsze tak to się zaczyna i najmniejsze nawet ustępstwo wobec zła jest zaprzeczenie tego co powinniśmy: „Miłować Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a bliźniego swego jak siebie samego”.

Jest też w człowieku, w każdym z nas to co zaobserwować można i u uczonego w Prawie i u bogatego młodzieńca. Pierwszy zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim”, drugi zapytał o przykazania, które ma zachowywać: „Które?” Na jaką odpowiedź liczył uczony w Prawie pytając „kto jest naszym bliźnim?” Wokół nas jest przecież wielu ludzi, których lubimy, którzy dają się lubić i tych bliźnich jest nam przecież jakoś łatwiej i przyjemniej i poręczniej „miłować jak siebie samego”. Ale są wokół nas i tacy, których nie lubimy, którzy nie dają się lubić, bo są brudni, biedni, kalecy, brzydcy, niesympatyczni, pachnie im brzydko z ust, nie potrafią zachować się w towarzystwie itd. itd. Może i my pytając jak uczony w Prawie liczymy, że Pan Jezus o tych „niesympatycznych” powie, że nie są naszymi bliźnimi. O ile łatwiej by było nam wtedy „miłować bliźnich, jak siebie samych”. Może pytając Jezusa o to „kto jest naszym bliźnim” pytający liczył a my wraz z nim, że Jezus powie, że nie jest to nasz wróg, człowiek innej religii i narodu, innego koloru skóry, innych przekonań. Niestety dla pytających, nic takiego Jezus nie powiedział, kazał nam za to nawet „miłować swoich nieprzyjaciół”.

W swej przebiegłości ponieśliśmy tak jak uczony w Prawie porażkę; Jezus nam uświadamia, że i nieprzyjaciel jest naszym bliźnim i już nie ma żadnego usprawiedliwienia dla wielu naszych niecnych czynów, których dopuściliśmy się na naszych wrogach.

A co chciał osiągnąć młodzieniec pytający o przykazania, które ma zachowywać: „Które?” Może chciał by Jezus powiedział mu, że są przykazania ważniejsze i że są przykazania mniej ważne. Czy w naszych pytaniach, które stawiamy nie kryje się też podobny sprytny podstęp, próba osiągnięcia takiej sytuacji, w której spełnianie przykazań byłoby spełnianiem nie wszystkich przykazań ale tylko kilku. Czy nie jest tak, że próbujemy czasem osiągnąć „naszego celu” byśmy w gorliwości spełniania przykazań wyłączyli jedno dwa a może nawet trzy nam mniej odpowiadające. Ale niestety dla naszego „sprytu” i naszej „przebiegłości” Dekalog należy traktować jako całość. Zakwestionowanie jakiegokolwiek przykazania jest zakwestionowaniem Dekalogu jako całości. Jednak człowiek w swojej mądrości i przebiegłości za rada Złego będzie często szukał usprawiedliwień dla swoich postaw, dla swoich słabości, będzie budował, tworzył często pokraczne teorie aby żyło mu się lżej i wygodniej. Będzie niestety oddalał się w ten sposób od swego celu, osiągnięcia życia wiecznego.

„Co więc mamy czynić aby osiągnąć życie wieczne?” Każdy z nas chciałby otrzymać jednoznaczną odpowiedź według której miałby dalej żyć. Bogaty młodzieniec powiedział Jezusowi, że przestrzegał tych wszystkich przykazań o których mówił Jezus i zapytał: „czego mi jeszcze brakuje?” Jezus mu powiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i choć za mną!” Młodzieniec odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Czy w postawie bogatego młodzieńca nie odnajdujemy swojej postawy, swego przywiązania do naszych ziemskich posiadłości? Czy jesteśmy zdolni do tego by pozbyć się, by sprzedać to co posiadamy i iść za Nim, za Jezusem? Czy jesteśmy zdolni do pójścia za Jezusem jako ludzie wolni, nie obciążeni bagażem, balastem naszych licznych posiadłości. Trzeba tu dodać, że w drodze do życia wiecznego nasze bogactwo jest zupełnie niepotrzebnych i zbędnym balastem. Dopiero w chwili śmierci okaże się jak nieprzydatnym był ten balast, te liczne zasługi i posiadłości a jak ważnym okaże się „skarb zgromadzony w Niebie”.

Jeszcze jedno ważne pytanie, które musimy sobie postawić, każdy z nas z osobna: „Czy nam zależy na życiu wiecznym?” Czy nam zależy na „obcowaniu z Bogiem w Królestwie Niebieskim?” Jeszcze wcześniej powinniśmy sobie postawić pytanie czy wierzymy, że istnieje życie wieczne, czy pragniemy życia wiecznego? Czy wierzymy, że istnieje Bóg, który nam może zapewnić życie wieczne?

Postawiłem nieprzypadkowo cały szereg podstawowych, zdawałoby się prostych niepotrzebnych pytań. Patrząc na otaczający nas świat można by dojść do wniosku, że wielu ludzi nie wierzy w to, że jest życie wieczne, nie wierzy w to, że jest Bóg. Taka postawa, przekonanie, że nie ma życia wiecznego, nie ma Boga może skłaniać ludzi do całkowitego odejścia od przykazań, od jakichkolwiek zasad, którymi powinni się w życiu kierować. Bo przecież jeśli nie byłoby Boga, jeśli nie byłoby życia wiecznego, przestrzeganie tych wszystkich zasad byłoby pozbawione jakiegokolwiek sensu. Bo po co to wszystko! Po co to wszystko co nazywamy „życiem”, jeśli z chwilą śmierci mielibyśmy zniknąć raz na zawsze. I niestety zdaje się, że wielu ludzi żyje w przeświadczeniu, że z chwilą śmierci wszystko się kończy, wszystko zanika. A jeśli by tak było, to jedyny sens życia człowieka związany byłby z trwaniem i doświadczaniem jakichś przyjemności i wrażeń związanych z tym trwaniem. Ale i to przecież bez perspektywy życia wiecznego pozbawione jest jakiegokolwiek sensu.

Jeśli tak postrzegalny jest świat, jeśli zwycięża przekonanie, że nie ma życia wiecznego, nie ma Boga to równocześnie zrozumiałe staje się to ku czemu zdaje się zmierzać tak myśląca ludzkość; do zagłady, do nicości. Zrozumiały staje się bezsens budowania jakiejkolwiek cywilizacji, służenia jakimkolwiek wartościom. Wtedy człowiek niejako sam wpisuje się w machinę budowania cywilizacji zła, budowania cywilizacji śmierci. Jeśli człowiek nie widzi perspektywy lub nadziei wiecznego życia to naprawdę trudno przymusić go do jakiejkolwiek pozytywnej działalności obliczonej na przyszłość, nakierowanej na dobro innych ludzi, przyszłych pokoleń. Bo przecież jakakolwiek cywilizacja jest zawsze budowaniem, tworzeniem, twórczością dla przyszłych pokoleń w perspektywie lub choćby nadziei wiecznego trwania. Jeśli człowieka ogołocimy z perspektywy, nadziei wieczności to równocześnie odbierzemy mu sens jakiejkolwiek twórczości, odbierzemy mu sens pracy i działania i pozostawimy go ze śmiercią i pustką, która po niej nastąpi.

Z tych przedstawionych uzasadnień bardzo dobrze widać jak ważnym dla pojedynczego człowieka, i dla całej ludzkości, dla każdego z nas jest perspektywa wieczności, życia wiecznego. Bez perspektywy życia wiecznego ludzkość traci sens istnienia. Nawet jeśli większość ludzi na co dzień nie zastanawia się nad tym „ani nad sensem ani nad bezsensem życia” (Ingmar Bergman – „Siódma pieczęć”) to jednak w każdym z nas tkwi taka świadomość mniej lub bardziej zakorzeniona i uświadomiona, że jest perspektywa wieczności, perspektywa trwania. Dla ludzi wierzących, ta perspektywa jest pewnością, dla pozostałych mglistym przypuszczeniem lub tylko nadzieją. Nawet jeśli człowiek, ludzkość często zapomina się w swym zachwycie dla własnych osiągnięć to jednak obecność perspektywy wieczności, jej choćby przeczuwanie powoduje, że człowiek, że ludzkość pomimo wielu upadków i zakrętów trwa. Jeśli jednak ze świadomości człowieka, ludzkości wymazana zostanie perspektywa wieczności, nadzieja wieczności lub choćby przeczucie wieczności, wtedy człowiek, ludzkość pogrąży się w chaosie i niestety wyginie zniszczona anty-cywilizacją, cywilizacją śmierci.

Z tych rozważań nasuwają się następujące spostrzeżenia i wnioski.
1. Jak to dobrze, że możemy w ślad za uczonym w Prawie i bogatym młodzieńcem zadawać Jezusowi pytanie: „Co mamy czynić aby osiągnąć życie wieczne?” Bo otrzymujemy wciąż od Jezusa odpowiedź zapisaną na kartach Pisma Świętego, odpowiedź przypominaną nam w nauczaniu Kościoła.
2. Jak to dobrze, że istnie dla nas otwarta perspektywa wieczności, bo istnienie tej perspektywy wieczności powoduje, że nasze życie ma sens. Ma sens.
3. Jak to dobrze, że Bóg objawił nam tę prawdę o perspektywie życia wiecznego, że dał nam przykazania, że ustanowił wspólnotę Kościół, która ma nas do wieczności pociągać.
4. Wniosek najważniejszy dla nas wierzących: powinniśmy z radością i odważnie świadczyć i apostołować, że jest Bóg, który nas kocha, który pragnie dla nas dobra, który pragnie dla nas życia wiecznego. Jest Bóg, który tak niedoskonałą i ułomną istotę jaka jest człowiek obdarował skarbem największym : swoją Miłością.

Takie powinno być nasze wierzących świadectwo i apostołowanie ważne dla całej ludzkości aby zawróciła z drogi cywilizacji śmierci i wróciła do budowania cywilizacji życia, cywilizacji miłości opartej na przykazaniach Bożych.

(Konferencja wygłoszona w Radio Rodzina 17 maja 2011 roku podczas Audycji Akcji Katolickiej)

Jest Bóg, ktory nas kocha, który pragnie naszego dobra... Konferencja programowa. XII Modlitewne Czuwanie AK na Pólku pod Bralinemdata dodania: 08-06-2011

Jan Paweł II Błogosławiony
Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra…

Jak trudno stanąć przed takim jak dzisiejsze, dostojnym zgromadzeniem i powiedzieć kilka słów człowieku, którego znaliśmy wszyscy. O człowieku z którym wielu z nas miało okazję spotkać się, i nawet rozmawiać. A jeśli nawet są wśród nas tacy, którzy nigdy nie mieli okazji z Janem Pawłem II rozmawiać, to przecież nie ma wśród nas takich, którzy by nie słuchali jego słów, którzy by nie czytali jego wypowiedzi, którzy by choć raz nie dali się porwać strofom jego poezji, którzy by choć raz nie weszli w nastrój jego dramatów. Ten człowiek znany nam jako papież Jan Paweł II, jako kardynał, biskup krakowski, jako kapłan z wiejskiej parafii w Niegowici, jako nauczyciel i wykładowca uniwersytecki, jako aktor, poeta, dramaturg, filozof, jako robotnik, jako dziecko płaczące nad stratą swej matki, jako człowiek pochylający się nad biednymi, jako pochylający się bez odrazy nad ludźmi trędowatymi, jako wybaczający zamachowcy, jako towarzysz wypraw kajakowych, spacerów po lesie i po górach – ten człowiek ogłoszony został Błogosławionym.

My dzisiaj zebrani na XII Modlitewnym Czuwaniu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej w Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny na Pólku pod Bralinem pragniemy złożyć Bogu dziękczynienie za beatyfikację tego wspaniałego człowieka o którym tak wiele dobrego każdy z nas mógłby powiedzieć.

O Janie Pawle II wiele mówią różni ludzie na łamach prasy, w radio i telewizji. Mówią o nim politycy, którzy chcieliby w nim widzieć polityka, którzy dostrzegają jego wielkie zasługi dla zmiany panujących systemów politycznych. Mówią o nim dziennikarze, którzy sporządzają długie listy nietuzinkowych zachowań papieża, licytują się w tym, która z przypominanych sytuacji była bardziej zabawna, bardziej medialna. Słyszymy zewsząd wiele słów o Janie Pawle II. Wśród tych słów są też słowa ludzi nie ukrywających swej niechęci do niego, są słowa ludzi, którzy w bardzo wielu tematach i sprawach z „naszym Papieżem” się nie zgadzali. Dołączają oni i swoje słowa do tego wielkiego potoku słów, do tej wielkiej rzeki słów o Janie Pawle II. Jakże często są lub były to tylko słowa wypowiadane okazyjnie, na pokaz, jakże często były to słowa nie znajdujące żadnego przełożenia na praktykę, na myślenie i działanie. W takich słowach można by nawet utonąć.

My chcemy dziękować Bogu za beatyfikację Jana Pawła II, ale czy nasze dziękowanie ma być tylko takim pospolitym włączeniem się w tą rzekę słów o Janie Pawle II? Trzeba przecież zauważyć, że ta rzeka słów, ten medialny potok jest już w niecały miesiąc po beatyfikacji zaledwie małym strumieniem, strumyczkiem, ciekiem zaledwie, którego już prawie nie zauważamy. Dziś widzimy już potok słów na inne tematy, o innych już, przecież ważniejszych dla świata sprawach. Może czasem ktoś napomknie o kremówkach wadowickich, częściej do głosu dochodzą głoszący poglądy nowoczesne, europejskie, które stoją w sprzeczności z tym o czym mówił ON – nasz „Błogosławiony” od samego początku swego długiego i barwnego pontyfikatu.

Otóż to! Może właśnie dziękują Bogu za beatyfikację Jana Pawła II powinniśmy solidniej i porządniej przyjrzeć się temu co czynił i co mówił ON wyniesiony na ołtarze w ciągu całego swojego barwnego i niezwykle ciekawego życia. O czym mówił w czasie swego pontyfikatu, o czym mówił wcześniej jako kapłan, biskup, o czym mówił jako poeta, dramaturg, aktor.

Jeśli choćby pobieżnie przyjrzymy się treścią słów zawartych w jego nauczaniu, w jego poezji, w dramatach musimy zauważyć, że i w nauczaniu, i w poezji, i w dramatach, i nawet pracach naukowych, i w encyklikach, i innych pismach kierowanych do Kościoła na świecie czy w Polsce, czy do osób prywatnych, treść jego słów, ich zawartość nie ulegała zmianom. Treść jego słów była podporządkowana zawsze najważniejszej prawdzie jaką ON wyznawał przez całe swoje życie. Potwierdzenie tego wszystkiego o czym teraz mówię znajdziemy tak w encyklikach i adhortacjach jak i w poezji i w dramatach. Oto kilka przykładów z dramatów i poezji.

Przypomnijmy sobie jego słowa o miłości z dramatu „Przed sklepem jubilera”:
MONIKA
Ja jednak lękam się siebie i lękam się także o ciebie.
Długo przedtem lękałam się ciebie lękając się przy tym o siebie.
U mnie rodzice żyją jak dwoje obcych ludzi,
nie ma jedności takiej, o jakiej musi się marzyć,
kiedy się życie we dwoje chce przyjąć, a także chce dać.
Czy to nie będzie pomyłka, mój drogi, czy to nie minie?
Czy ludzka miłość w ogóle
zdolna do tego, by przetrwać całe istnienie człowieka?
KRZYSZTOF
Czy ludzka miłość w ogóle
zdolna do tego, by przetrwać całe istnienie człowieka?
MONIKA
Więc to, co mnie teraz przenika, to jest uczucie miłości,
- ale przenika mnie także jakieś uczucie przyszłości,
a to jest lęk.
Wiem – wziąłeś je ode mnie (od tego zaczęła się miłość),
wziąłeś je kiedyś w swe ręce jakby drugą parę rąk,
zziębniętych i zagrożonych, że nie odtają
- to były moje ręce – pamiętasz.
KRZYSZTOF
Musimy się pogodzić, że miłość wplata się w los.
Jeśli los nie rozszczepi miłości, odnoszą zwycięstwo ludzie.
Lecz nic poza tym – i ponad to także nic.
Tu są granice człowieka.
Musimy odtąd iść razem, musimy razem.
Wszystko tamto trzeba pozostawić i tworzyć swój los od początku.
Miłość jest ciągłym wyzwaniem rzucanym nam przez Boga,
rzucanym chyba po to, byśmy sami wyzywali los.

A w wierszu z „Pieśni o Bogu ukrytym” czytamy:
Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.
Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni, gdy wiem, że wszystkie upadną.

A to co mówił nam ON Jan Paweł II w czasie swych pielgrzymek do Ojczyzny można już było wcześniej odczytać w jego wierszach. Już w 1974 roku w wierszu „Myśląc Ojczyzna…”

1. Drzewo wiadomości dobrego i złego wyrastało nad brzegami rzek naszej ziemi, wyrastało
wraz z nami przez wieki, wrastało w Kościół korzeniami sumień.
Nieśliśmy owoce, które ciążą i które wzbogacają. Czuliśmy, jak głęboko rozszczepia się
pień, choć korzenie wrastają w jeden grunt...
Historia warstwą wydarzeń powleka zmagania sumień. W warstwie tej drgają zwycięstwa
i upadki. Historia ich nie pokrywa, lecz uwydatnia...
Czyż może historia popłynąć przeciw prądowi sumień?

2. W którą stronę rozgałęził się pień? W którą stronę podążają sumienia? W którą stronę
narasta historia naszej ziemi? Drzewo wiadomości nie zna granic.
Granicą jest tylko Przyjście, które zmagania sumień i tajemnice dziejów połączy
w jednym Ciele – i drzewo wiadomości zamieni w Źródło Życia wciąż wzbierające.
Lecz dotąd dzień każdy przynosi to samo rozszczepienie w każdej myśli i czynie,
z którego Kościół sumień rośnie w korzeniach historii.

3. Obyśmy nie stracili sprzed oczu tej przejrzystości, z jaką przychodzą ku nam wydarzenia
zabłąkane w niewymiernej wieży, w której człowiek jednakże wie dokąd idzie.
Miłość sama równoważy los.
Obyśmy nie rozszerzali wymiarów cienia.
Promień światła niechaj pada w serca i prześwietla mroki pokoleń. Strumień mocy niech
przenika słabości.
Nie możemy godzić się na słabość.

4. Słaby jest lud, jeśli godzi się ze swoją klęską, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać
aż przyjdzie jego godzina. Godziny wciąż powracają na wielkiej tarczy historii.
Oto liturgia dziejów. Czuwanie jest słowem Pana i słowem Ludu, które będziemy
przyjmować ciągle na nowo. Godziny przechodzą w psalm nieustających nawróceń:
Idziemy uczestniczyć w Eucharystii światów.

5. Więc schodzimy ku tobie, ziemio, by poszerzyć cię we wszystkich ludziach – ziemio
naszych upadków i zwycięstw, która wznosisz się we wszystkich sercach tajemnicą paschalną. –
Ziemio, która nie przestajesz być cząstką naszego czasu.
Ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej. I wznosimy ciebie,
ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń, która przerosła nienawiść.

A o rozterkach, problemach, wątpliwościach i sposobach rozwiązywania kwestii społecznych mówił w dramacie „Brat naszego Boga”:
ADAM
Od lat żyję jak człowiek wygnany z głębszej mojej osobowości, skazany na to by ją zgłębiać. Docierałem do niej w nieustającym trudzie, często jednak myślałem z przerażeniem, że ją gubię – że oto zaciera się pośród procesów historii, gdzie decyduje ilość, czyli masa. Musze się spotkać z człowiekiem. Człowiek może zezwyczajnieć, a nawet może się zdewaluować. Stale powraca myśl, że powinienem w każdym człowieku odnaleźć siebie. Oto ludzie, którzy wychodzą z bram huty... oto przechodnie: mijają mnie na rogu ulicy... Oto ci, którzy trafiają do swych mieszkań i cicho zamykają za sobą drzwi – wszyscy przechodzą: każdy niesie w sobie nie uświadomioną treść, która nazywa się człowieczeństwem. Człowieczeństwo, które możesz być wypełnione po samą swą górną granicę – lub wyniszczone po samą dolną! Jaka jest odległość tych granic? „Ja” i metamorfozy tylu ludzi. Zawsze przed tym stoję. Zdecydowałem o pewnym człowieku, by go wyłączyć przed nawias i z kolei podstawić jakby wspólny mianownik pod dzieje wszystkich ludzi. Niech będzie obecny we wszystkich, a zarazem niechaj nie będzie żadnym z nich. Potem przyjrzałem się uważnie temu człowiekowi i rozpoznałem: to jestem ja sam.

Inny fragment tego dramatu wykorzystany przez Teatr Niepokojów Twórczych w spektaklu „Dialogi”:
NIEZNAJOMY I
Rzesze nurtuje wielki, ogromny, bezbrzeżny gniew. Panie, ten gniew jest słuszny. Chodzi o to, aby ostatecznie zerwał się, aby jakaś powszechna, niemal nadludzka siła wyrwała go z trawersów, z mocno nadgniłych przęseł, na których na razie zawisa. Ta siła narasta również. Czego ma dokonać? Pan rozumie, jaka tutaj zarysowuje się twórczość. Na to potrzeba gniewu.
NIEZNAJOMY II
Pan rozumie, jaka tutaj zarysowuje się twórczość. Na to potrzeba gniewu.
ADAM
Nie wiem... czy pan nie myli się w ocenie... Nie wiem... Zdaje mi się, że bierze pan jednak mylnie...
NIEZNAJOMY II
Oczywiście to jest próg, który trzeba przekroczyć. Pan nie zdobył jeszcze dostatecznej świadomości własnego gniewu. Prostaczek Boży, który nie wie nic o swoim geniuszu. To pierwszy opór do przełamania.
ADAM
I pan spodziewa się przełamać go?
NIEZNAJOMY I
Chce ukształtować w panu ten wspaniały surowiec.
ADAM
Zmaga się we mnie tyle sił. Możesz i pan próbować.
NIEZNAJOMY I
Naprzód karcę pana za obrazy. To nie jest droga...
ADAM
A...
NIEZNAJOMY II
To nie jest droga do wyrażenia tego gniewu, który pana nurtuje. To nie jest droga do skupienia sił. Pan rozprasza je na sentymentach, na nastrojach. Pan jest odpowiedzialny za każdą cząstkę zbiorowej świadomości, za to, czy ona dojrzeje wcześniej, czy później...
NIEZNAJOMY I
Pan jest odpowiedzialny za każdą cząstkę zbiorowej świadomości, za to, czy ona dojrzeje wcześniej, czy później...
ADAM
Jeszcze nigdy nie słyszałem takiej oceny...
NIEZNAJOMY II
Bo nikt jeszcze nie sięgnął do głębi. Karcę pana i za to. To jest rozpraszanie sił. To mogło wystarczyć na niższych stopniach zbiorowej świadomości. Więcej: źle powiedziałem – to służyło do kiełznania tej świadomości, nie pozwalając jej dojrzeć wcześniej i wybuchnąć.
ADAM
„...ubogich zawsze mieć będziecie...”
NIEZNAJOMY I
Dzisiaj, gdy świadomość zbiorowa dojrzała gniewem, rozprawi się również i z tamtym.
ADAM
A jeśli tamto jest prawdą?
NIEZNAJOMY II
Trzeba odszukać w niej punkt skrzywienia. Jeśli jest prawdą, to na pewno zostało skrzywione.
ADAM
„...ubogich zawsze mieć będziecie... lecz mnie nie zawsze macie...”
NIEZNAJOMY I
A zresztą, cóż z tego? Aha, miłosierdzie. Złotówka tu, złotówka tam, za prawo spokojnego posiadania milionów – w bankach, w lasach, w folwarkach, w papierach wartościowych, w udziałach... Bo ja wiem w czy tam jeszcze. Oto są życiowe owoce tej zasady. Za złotówkę tu, za złotówkę tam. Dokładnie odmierzoną, wyliczoną. A przy tym zwierzęca harówka przez 10, 12, 16 godzin za lichy grosz, za mniej niż prawo do życia, za nadzieję wątpliwej pociechy tam – która niczego nie zmienia, która tylko od wieków wiąże potężny, wspaniały wybuch ludzkiego gniewu – ludzkiego, twórczego gniewu.
ADAM
Czyżbyś pan miał jednak tyle słuszności... „...ubogich zawsze macie... – mnie nie zawsze...” To wszystko jest jednak straszne, panie, panie!

Jego nauczanie zawarte w ostatniej znanej nam poetyckiej wypowiedzi „Tryptyk rzymski” jest tak głębokie, przejmujące, pełne katechezy i prawdy o przemijaniu o PRZEDWIECZNYM SŁOWIE:

Ruah
Duch Boży unosił się nad wodami...

1. Zdumienie

Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków
ten rytm objawia mi Ciebie,
Przedwieczne Słowo.
Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat...
co razem z zatoką lasu
zstępuje w dół każdym zboczem...
to wszystko, co z sobą unosi
srebrzysta kaskada potoku,
który spada z góry rytmicznie
niesiony swym własnym prądem...
— niesiony dokąd?

Co mi mówisz górski strumieniu?
w którym miejscu ze mną się spotykasz?
ze mną, który także przemijam —
podobnie jak ty...
Czy podobnie jak ty?
(Pozwól mi się tutaj zatrzymać —
pozwól mi się zatrzymać na progu,
oto jedno z tych najprostszych zdumień.)
Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół
i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku
— lecz zdumiewa się człowiek!
Próg, który świat w nim przekracza,
jest progiem zdumienia.
(Kiedyś temu właśnie zdumieniu nadano imię «Adam».)

Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
— wystarczyło im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:
«zatrzymaj się! — masz we mnie przystań»
«we mnie jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem» —
«zatrzymaj się, to przemijanie ma sens»
«ma sens... ma sens... ma sens!»



Znaliśmy go wszyscy, był z nami od zawsze. Wydawało nam się, że Papieżem może być tylko Jan Paweł II, wielu z nas nie pamiętało przecież innego papieża. Odszedł do Domu Ojca i pozostawił nas samych. Świat bez niego jest już inny.

Pozostawił w naszej pamięci tysiące słów swojego nauczania zapisanych w encyklikach, adhortacjach, listach, homiliach, przemówieniach. Wielu z nas ma w pamięci słowa, które kierował do nich osobiście w czasie niezliczonych audiencji i innych spotkań. Pamiętamy jego gesty, uśmiechy w czasie licznych pielgrzymek, spotkań. Przychodził do nas jako świadek i apostoł największej prawdy na tym świecie: „Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra, który jest Bogiem Miłosiernym, który każdego z nas chce przygarnąć do siebie, który chce każdego z nas uszczęśliwić życiem wiecznym”. Ta prawda, którą głosił Jan Paweł II była prawdą niezwykle atrakcyjną dla ludzi wszystkich kontynentów. Ta prawda gromadziła niezliczone, często wielomilionowe rzesze słuchających. Tej prawdzie bardzo często przeciwstawiało się wielu „możnych tego świata” ale i oni dysponujący olbrzymimi możliwościami jej zagłuszania musieli kapitulować.

Siły „zła” bały się tej prawdy do tego stopnia, że zamyślały jak Apostoła tej prawdy Jana Pawła II zgładzić. Jednak Bóg pozwolił mu dokończyć apostolskiej misji, doświadczając go chorobą i niemocą. Pamiętamy jednak o tym, że Bóg pozwolił Janowi Pawłowi II nawet dotkniętemu ciężkim cierpieniem i niemocą dawać świadectwo tej największej prawdzie. Przecież nawet wtedy nieme usta „Naszego Papieża” nauczały ludzi swoim wymownym milczeniem. Wtedy nawet trwających przy nim było znacznie więcej. Zgromadził Jan Paweł II wtedy ogromną rzeszę pielgrzymów trwających na modlitwie na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Modlili się ludzie w kościołach na całym świecie, modlili się w domach śledząc komunikaty o stanie zdrowia w telewizji, modlili się i zachęcali do modlitwy nie tylko młodzi ludzie wysyłając sms-y. Cały świat trwał w modlitwie. A gdy już odszedł do Domu Ojca trwaliśmy dalej razem w smutku ale w jedności i w nadziei, że będzie z nami jako nasz orędownik w Domu Ojca, jako święty.

Byliśmy przekonani, że Jan Paweł II był człowiekiem świętym już za swego życia. Temu przekonaniu wielu z nas dawało wyraz na uroczystościach pogrzebowych na Plac Świętego Piotra stając pod napisem „Santo subito”. Teraz „Santo subito” staje się faktem. Człowiek, którego znaliśmy osobiście, którego uznania świętości domagaliśmy się, zostaje uznany oficjalnie przez Kościół za Błogosławionego.

To wyjątkowa sytuacja, nasz rodak, nasz przyjaciel, nasz dobry znajomy zostaje zaliczony w poczet błogosławionych. My pozostający na ziemi, pamiętający go dobrze, domagający się uznania jego świętości powinniśmy teraz dawać świadectwo tej samej prawdzie, którą On głosił swoim życiem, swoją twórczością, swoim nauczaniem. Do realizacji tego zadania, które powinniśmy podjąć może czuć się przygotowani. Pozostawił nam nasz Błogosławiony wiele materiałów zapisanych na papierze, na taśmach filmowych, na nośnikach elektronicznych i najważniejsze zapisanych w naszej pamięci w naszych sercach.

Czas po 1 maja 2011 roku po dniu w którym Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym powinien być dla nas wszystkich czasem wielkich rekolekcji, wielkiego przypominania sobie słów, które dla nas wypowiedział. Nikt nie może się usprawiedliwiać, że to zadanie go przerasta, że nie może go zrealizować bo przecież nauczanie Jana Pawła II jest ogólnie dostępne. Prawda jego nauczania i prawda życia nowego Błogosławionego pozostaje dalej aktualna: „Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra, który jest Bogiem Miłosiernym, który każdego z nas chce przygarnąć do siebie, który chce każdego z nas uszczęśliwić życiem wiecznym”

Na potwierdzenie tych słów przywołajmy w naszej pamięci obraz z ostatniej Drogi Krzyżowej Jana Pawła II, kiedy już nie mógł podążać za krzyżem… Wtedy ON przylgnął do krzyża, do tej największej prawdy do jakiej chciał i chce nas pociągnąć. Dziś chcąc Bogu podziękować za dar beatyfikacji Jana Pawła II powinniśmy, jak tylko potrafimy, tak jak ON przylgnąć do Jezusa, przylgnąć do krzyża. A pod krzyżem usłyszymy słowa: „Oto Maryja – Pani Pólkowska, Matka nasza”, „Oto Jezus nasz Brat, Oto Bóg nasz Ojciec”. Oto jest prawda w którą wierzył Jan Paweł II, oto jest prawda, która doprowadziła go do świętości. Oto jest prawd, która nas może doprowadzić do świętości: Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie przygarnąć każdego z nas do siebie, który chce każdego z nas uszczęśliwić życiem wiecznym.
Maryjo, Pani Pólkowska i Ty Święty Józefie Opiekunie Zbawiciela, patronie Akcji Katolickiej prowadźcie nas tak jak Jego Błogosławionego Jana Pawła II do Boga, który jest naszym Ojcem, który nas kocha.

(Konferencja programowa wygłoszona na XII Modlitewnym Czuwaniu Akcji Katolickie Diecezji Kaliskiej na Pólku pod Bralinem)

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski - Eliminacje Rejonowe i Finałdata dodania: 19-05-2011

Eliminacje Rejonowe:
14.05.2011 w Nowych Skalmierzycach
16.05.2011 w Ostrowie Wielkopolskim
23.05.2011 w Kępnie (w Domu Katolickim od g. 12,00)
25.05.2011 w Raszkowie (w Sali nad Biblioteką przy ul. Koźmińskiej od g. 10,00)
26.05.2011 w Krotoszynie (w sali na parterze w Muzeum Regionalnym przy ul. Mały Rynek 1 od g. 10,00)

Finał:
2.06.2011 w Koźminie Wielkopolskim w Kinie \\\"Mieszko\\\" przy ul. Boreckiej
początek - g. 11,00
ok. g. 14,00 przerwa obiadowa
g. 16,00 Koncert Finałowy (ogłoszenie wyników, prezentacja laureatów, wręczenie nagród i spektakl \\\"Dialogi\\\" Teatru Niepokojów Twórczych)
planowane zakończenie ok. g. 18,00

Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra...data dodania: 28-04-2011

Jan Paweł II Błogosławiony
Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra…

Znaliśmy go wszyscy, był z nami od zawsze. Wydawało nam się, że Papieżem może być tylko Jan Paweł II, wielu z nas nie pamiętało przecież innego papieża. Odszedł do Domu Ojca i pozostawił nas samych. Świat bez niego jest już inny.

Pozostawił w naszej pamięci tysiące słów swojego nauczania zapisanych w encyklikach, adhortacjach, listach, homiliach, przemówieniach. Wielu z nas ma w pamięci słowa, które kierował do nich osobiście w czasie niezliczonych audiencji i innych spotkań. Pamiętamy jego gesty, uśmiechy w czasie licznych pielgrzymek, spotkań. Przychodził do nas jako świadek i apostoł największej prawdy na tym świecie: „Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra, który jest Bogiem Miłosiernym, który każdego z nas chce przygarnąć do siebie, który chce każdego z nas uszczęśliwić życiem wiecznym”. Ta prawda, którą głosił Jan Paweł II była prawdą niezwykle atrakcyjną dla ludzi wszystkich kontynentów. Ta prawda gromadziła niezliczone, często wielomilionowe rzesze słuchających. Tej prawdzie bardzo często przeciwstawiało się wielu „możnych tego świata” ale i oni dysponujący olbrzymimi możliwościami jej zagłuszania musieli kapitulować.

Siły „zła” bały się tej prawdy do tego stopnia, że zamyślały jak Apostoła tej prawdy Jana Pawła II zgładzić. Jednak Bóg pozwolił mu dokończyć apostolskiej misji, doświadczając go chorobą i niemocą. Pamiętamy jednak o tym, że Bóg pozwolił Janowi Pawłowi II nawet dotkniętemu ciężkim cierpieniem i niemocą dawać świadectwo tej największej prawdzie. Przecież nawet wtedy nieme usta „Naszego Papieża” nauczały ludzi swoim wymownym milczeniem. Wtedy nawet trwających przy nim było znacznie więcej. Zgromadził Jan Paweł II wtedy ogromną rzeszę pielgrzymów trwających na modlitwie na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Modlili się ludzie w kościołach na całym świecie, modlili się w domach śledząc komunikaty o stanie zdrowia w telewizji, modlili się i zachęcali do modlitwy nie tylko młodzi ludzie wysyłając sms-y. Cały świat trwał w modlitwie. A gdy już odszedł do Domu Ojca trwaliśmy dalej razem w smutku ale w jedności i w nadziei, że będzie z nami jako nasz orędownik w Domu Ojca, jako święty.

Byliśmy przekonani, że Jan Paweł II był człowiekiem świętym już za swego życia. Temu przekonaniu wielu z nas dawało wyraz na uroczystościach pogrzebowych na Plac Świętego Piotra stając pod napisem „Santo subito”. Teraz „Santo subito” staje się faktem. Człowiek, którego znaliśmy osobiście, którego uznania świętości domagaliśmy się, zostaje uznany oficjalnie przez Kościół za Błogosławionego.

To wyjątkowa sytuacja, nasz rodak, nasz przyjaciel, nasz dobry znajomy zostaje zaliczony w poczet błogosławionych. My pozostający na ziemi, pamiętający go dobrze, domagający się uznania jego świętości powinniśmy teraz dawać świadectwo tej samej prawdzie, którą On głosił swoim życiem, swoją twórczością, swoim nauczaniem. Do realizacji tego zadania, które powinniśmy podjąć może czuć się przygotowani. Pozostawił nam nasz Błogosławiony wiele materiałów zapisanych na papierze, na taśmach filmowych, na nośnikach elektronicznych i najważniejsze zapisanych w naszej pamięci w naszych sercach.

Czas po 1 maja 2011 roku po dniu w którym Jan Paweł II zostanie ogłoszony błogosławionym powinien być dla nas wszystkich czasem wielkich rekolekcji, wielkiego przypominania sobie słów, które dla nas wypowiedział. Nikt nie może się usprawiedliwiać, że to zadanie go przerasta, że nie może go zrealizować bo przecież nauczanie Jana Pawła II jest ogólnie dostępne. Prawda jego nauczania i prawda życia nowego Błogosławionego pozostaje dalej aktualna: „Jest Bóg, który nas kocha, który pragnie naszego dobra, który jest Bogiem Miłosiernym, który każdego z nas chce przygarnąć do siebie, który chce każdego z nas uszczęśliwić życiem wiecznym\\\"

Medytacje na Wielki Tydzień i Wielkanocdata dodania: 22-04-2011

Medytacje na Wielki Tydzień i Wielkanoc

Zbliżają się Święta Wielkanocne, Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Będziemy mieli więcej czasu wolnego. Może wtedy znajdziemy jakąś chwilę by postawić sobie szereg istotnych pytań dotyczących naszego życia, naszej wiary. Także liturgia i obrzędy sprawowane w Kościele w tym czasie mogą nam w tych rozważaniach pomóc.
Przed nami ostatnie dni Wielkiego Tygodnia, tygodnia w którym przed wiekami dokonało się ostatecznie zbawienie świata. Najpierw Wielki Czwartek; ostatnia wieczerza, ustanowienie Eucharystii, modlitwa i czuwanie w Ogrójcu, zdrada. Potem Wielki Piątek: aresztowanie Jezusa, oskarżenie, proces. Chrystus stanie przed kapłanami, Herodem, Piłatem, także przed zwykłymi ludźmi, którzy będą mu się uważnie przyglądać. Zapadnie wyrok, na podstawie fałszywych oskarżeń, fałszywych świadectw. Zapadnie wyrok, mimo prób ratowania Jezusa przez Piłata. Prób nieudolnych i strachliwych, bo mogli by donieść do Cezara, że „nie jest jego przyjacielem”. Okrutne biczowanie, szyderstwa a potem droga na Golgotę. Przez tętniące pośpiechem przygotowań do święta Paschy miasto z krzyżem, znakiem hańby na ramionach przejdzie Jezus Zbawiciel Świata. A na Golgocie zostanie przybity do drzewa krzyża, ogołocony ze wszystkiego, wyniesiony nad wszystkich, z pogardliwym napisem na tabliczce: „Jezus Nazareński Król Żydowski”. I jeszcze pierwszy zbawiony, ukrzyżowany obok łotr, któremu Jezus obiecał, „że jeszcze dziś będzie z nim w raju”. No i w końcu śmierć Pana Życia i Śmierci pośród drwin: „jeśli jesteś Synem Bożym wybaw samego siebie”.

A po śmierci pośpiesznie zdjęto z krzyża ciało Jezusa Boga i człowieka aby widok wiszących zmarłych skazańców nie zakłócał spokoju i powagi świąt. I jeszcze grób opieczętowany i kamieniem zasunięty i straże aby ostatecznie wymazać ze świata tego, który ten świat stworzył i przyszedł go ocalić.
A gdy już mogło się wydawać, że wszystko przepadło, że to już koniec, że Szatan zwyciężył po przeraźliwej ciszy Wielkiej Soboty następuje Niedziela Zmartwychwstania.
Jakże trudno było ówczesnym uwierzyć, nawet Apostołom, w tę radosną nowinę, w to Alleluja Jezus żyje, Chrystus Zmartwychwstan jest. A cała ówczesna propaganda nakazywała milczeć, zaprzeczać, kłamać, że tak się stało. Fakt zmartwychwstania był tak „groźny”, że tysiące, miliony nawet prostych ludzi, Apostołowie, którzy uwierzyli i głosili światu tę radosną wieść o zmartwychwstaniu, świadectwo swoje przypłaciło życiem. I to trwa do dziś mimo, że upłynęło od tego faktu tyle lat, codziennie musimy dawać świadectwo, że Chrystus zmartwychwstał.

Postawmy sobie pytanie, czy gdyby męka Jezusa i Jego zmartwychwstanie miało miejsce współcześnie to czy byśmy zachowywali się tak jak ówcześni, czy uwierzylibyśmy w to wszystko co się stało, czy stalibyśmy w szeregu wątpiących i zaprzeczających?

Wróćmy najpierw do Niedzieli Palmowej, do tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Zapewne bylibyśmy wśród witających Go gałązkami palmowymi, wśród skandujących „Hosanna Synowi Dawidowemu”. Bylibyśmy wśród witających Go jak króla, władcę, idola. Jezus odniósł sukces. Chcielibyśmy zapewne coś uszczknąć z tego sukcesu, chcielibyśmy aby od tego dnia żyło nam się lżej i lepiej. I tak chcieli ówcześni Żydzi, chcieli wyzwolenia spod władzy Rzymu, chcieli własnego państwa. Liczyli na to, że Jezus stanie na ich czele i sprawi, że pokonana zostanie potęga Rzymu a Izrael odrodzi się jako silne i mocarne państwo, któremu będą „służyły narody całego świata”. My też podpowiadamy Kościołowi a przecież w ten sposób Jezusowi, jakie ma podjąć kroki, co ma zmienić aby zawojować świat i był potężny. A Jezus tryumfalnie wkraczający do Jerozolimy, wkraczający w nasze życie nie schlebia naszym próżnym zachciankom ale przypomina prawo, przykazania, stawia nam wymagania, chce by nasze życie stało się uporządkowane, wypędza kupczących ze świątyni, troszczy się o Dom Boży i zapowiada swoją śmierć. A my tak jak lud jerozolimski, który zawiedziony w swoich oczekiwaniach „rozszedł się odurzony i gniewny po domostwach”, wracamy do swoich codziennych spraw, nawyków, słabości, nie rozumiejąc misji Jezusa. Na procesie przed Piłatem Jezus dobitnie powie, że „Jego królestwo nie jest z tego świata”, „że On się po to narodził aby dać świadectwo prawdzie”. A my jeśli się na te słowa nie oburzymy to co najwyżej zastygniemy z uśmieszkiem na ustach pytając filozoficznie, jak Piłat: „co to jest prawda?”. Bo nam się zdaje, że wiemy „co to jest prawda”, że prawda to jest to co my wiemy, to jest to co my rozsądzić potrafimy, że ona może pochodzić tylko od nas.

Ciekawe zjawisko, że tylu ludzi wyszło w Niedzielę Palmową na spotkanie z Jezusem, skandując na jego cześć, witając Go gałązkami palmowymi, rozkładając swoje szaty na Jego drodze a kilka dni później zmowa milczenia. Co się stało przez te kilka dni, że ci sami ludzie wołali: „na krzyż z Nim” i upominali się o Barabasza. Widać w takim zachowaniu typową ludzką postawę, oczekiwanie na fajerwerki, oczekiwanie na „cuda” a nie naprawdę. Bo fajerwerki, cuda mogą nas rozbawić, mogą przynieść nam korzyści a prawda może być gorzka, może nawet nas zaboleć.
Wielki Czwartek, ostatnia wieczerza, rozmowy z Jezusem. My też tak jak Święty Piotr potrafimy być na sto procent pewni, że Go nie zdradzimy, gotowi jesteśmy nawet przysięgać. Ale Jezus i tak wie o nas to co wiedział o Piotrze, że „nim kur zapieje, trzykroć się Go zaprze”. Tylko, że my wiemy, że Piotr żałował i zapłakał a my chyba… nie zawsze. My często trwamy w tym naszym zaprzaństwie, które staje się w końcu naszą drugą twarzą. My też tak jak Apostołowie często widzimy, jak jeden z naszych braci odchodzi od stołu by zdradzić Jezusa, i wiemy o tym, i nie robimy nic. Wydaje nam się, że jesteśmy w porządku, ale czy aby na pewno?! Może dyskretne upomnienie, dyskretna interwencja i byłoby o jednego Judasza mniej. Ale cóż tam, nam się wydaje, że my jesteśmy w porządku.

Potem Jezus wyszedł z kilkoma uczniami modlić się w Ogrójcu a gdy wracał zastawał ich śpiących. A gdyby to nas Jezus zabrał ze sobą do Ogrójca to czy byśmy czuwali czy zasypiali. Tak się dzieje, nasza czujność jest uśpiona. Nie potrafimy czuwać, bo czuwa się w ciszy a my nie znosimy ciszy. Dla nas cisza kojarzy się ze strachem, lękiem, dlatego wolimy gwar i zgiełk. Cisze zabijamy telewizorem, muzyką, byle tylko nie pozostać z nią sam na sam. Czy boimy się tego, że w ciszy mogłoby się odezwać nasze sumienie. Boimy się ciszy, unikamy czuwania, boimy się trwać i czuwać przy Jezusie, przy wartościach, przy prawdzie.

A gdy w nocy przyszła po Jezusa zgraja na czele z Judaszem, może nawet w pierwszej chwili, chcieliśmy podnieść miecz, jak Święty Piotr a później rozproszeni szukaliśmy schronienia, ciemności aby tylko nie skojarzono nas z Nim, nie skojarzono nas z prawdą. Boimy się prawdy, bo wymaga ona od nas byśmy stanęli naprzeciw tłumu z odrębnym zdaniem, byśmy wołali o Jezusa a nie o Barabasza. A jak pokazać swoją odrębność w tłumi, jak być niemodnym, staroświeckim wśród ludzi wydających się być postępowymi, nowoczesnymi, trendy.

Gdy rozpoczął się sąd nad Jezusem, czy staraliśmy się Go bronić, czy przyłączyliśmy się do grona tych, którzy ze strachu poświadczali nieprawdę, którzy rozpowszechniali nieprawdę, którzy rozpowszechniali plotki i kłamstwa. Mówimy, jesteśmy nawet przekonani, że my byśmy tak nie postąpili, że zachowali byśmy się inaczej! Czyżby?! A ilu jest wśród nas ludzi, których stać na protest, gdy w ich obecności źle mówi się o Kościele, o swoim proboszczu? Czy na pewno nie ma nas wśród zajadłych krytykantów każdej myśli Kościoła, każdego słowa czy decyzji Biskupa, kapłana. Czy szukamy argumentów by odeprzeć takie ataki? A może dla spokojnie przechodzimy na stronę większości nawet gdy wiemy, że nie ma ona racji i można z nią polemizować. Ilu z nas zastanawia się nad tym co dociera do nas z popularnych mediów, jak poddawani jesteśmy manipulacjom, nie próbując nic zrobić w tej sprawie. A może nawet stoimy w gronie tych, którzy potwierdzają nieprawdziwe informacje i złośliwe komentarze? Czy sami oskarżamy innych? Czy jesteśmy sędziami? Jesteśmy oskarżycielami, jesteśmy sędziami! Czy nas nie dotyczą słowa Jezusa: „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”. Nie oskarżajcie abyście nie byli oskarżeni. Ile złośliwości jest w nas, w ferowanych przez nas pochopnie wyrokach, w wygłaszanych opiniach. One wszystkie te oskarżenia, wyroki, opinie są tymi samymi, które uderzały przed Piłatem w Jezusa. To były nasze oskarżenia, to my oskarżaliśmy naszego Zbawiciela!!! A potem na Golgocie przybiliśmy Go do krzyża. „To nie gwoździe Cię przybiły – śpiewamy – lecz mój grzech. To nie ludzie Cię skrzywdzili lecz mój grzech…”

Czy potrafimy za Jezusem w Wielki Piątek iść ze swoimi krzyżami? Czy potrafilibyśmy jak Szymon z Cyreny dźwigać Jego krzyż? Wydaje nam się, że tak! Ale tylko wydaje nam się, bo czy potrafimy się przemóc by pomóc jakiemuś nieszczęsnemu, śmierdzącemu żebrakowi, który obok nas prosi o chleb. Czy nie odwracamy się od biedy bo nasze zaangażowanie spowodowałoby pobrudzenie naszych lakierków, bo poplamiły by się nasze nowe rękawiczki? Czy potrafimy nasz czas podzielić między tych, którzy naszego czasu potrzebują? Czy nie odkładamy wielu ważnych spraw na później? Czy nie odkładamy spowiedzi na później? Czy Jezusowi nie mówimy: „nie mam czasu, później”.

Czy staliśmy pod krzyżem obok Maryi i Świętego Jana czy obok gapiów? Czy opłakiwaliśmy Jezusa czy kpiliśmy z niego dołączając do grona szyderców patrzących „czy zejdzie z krzyża” Ten, „który innych wybawił a nie potrafi wybawić samego siebie”? Czy dziś nie stajemy bez słowa sprzeciwu wśród tych, którzy kpią z Jezusa, ze zmartwychwstania, którzy traktują święta jak folklor tylko, jak zwyczaj a nie jak żywą tradycję, w której się uczestniczy z sercem? Czy zrozumieliśmy słowa Jezusa wypowiedziane do nas z krzyża: „oto Matka twoja, oto syn twój”?

A gdy już Jezus umarł na krzyżu czy wszystko legło w gruzach? Czy Szatan zwyciężył? Cisza. Przeraźliwa cisza Wielkiej Soboty. Co dalej? Jak to się stało, że Ten, który jest Synem Bożym umarł na krzyżu? Umarł, sam to zapowiedział, że musi cierpieć i umrzeć. Wyniesiono Go wysoko nad ziemię na drzewie hańby, na krzyżu. Wyniesiono Go ponad wszystko, aby Go zniszczyć. A w tym wyniszczeniu, On wyniszczony stał się zwycięzcą. Ale najpierw musiał być złożony w grobie. Wyznaczył nam drogę: „przez grób do zmartwychwstania”. Czy to rozumiemy? Nie ma innej drogi do zmartwychwstania, jak tylko przez grób. Przez ciszę grobu, przez zapomnienie grobu. Grób przez fakt zmartwychwstania nie powinien prowadzić do pogrążania się w rozpaczy. Grób jest tylko przejściem do przyszłości. Grób jest nadzieją zmartwychwstania. Czy wierzymy, że tak jest?

Poranek Wielkanocny, zmartwychwstanie. Jak trudno było uwierzyć współczesnym, że tak się stało. Trzeba było Apostołom drogi do Emaus i tłumaczenia pism aby zrozumieli. Musiał Święty Tomasz palce włożyć w przebite ręce a dłoń w bok Jezusa aby uwierzyć. Ale później na skutek ich świadectwa wielu „nie widziało a uwierzyło”. Czy my jesteśmy w tym gronie, w gronie tych, którym wystarczyło tylko świadectwo, którzy nie potrzebują żadnych znaków?


Coraz bliżej!data dodania: 04-04-2011

Coraz bliższym staje się dzień w którym Jan Paweł II \\\"nasz papież\\\" zostanie ogłoszony błogosławionym. Coraz większy szum w mediach, coraz większy pośpiech wśród tych którzy chcą na tym jakoś zarobić. Czy zarobić się da na papieżu? A jakże i chyba nawet nie najgorzej. Wystarczy przeglądnąć reklamy w różnych pismach a przekonamy się ile trafia nam się okazji zakupienia \\\"wprost za bezcen\\\" kolekcji monet czy zbioru fotografii. Kto kryje się za tą promocją, przepraszam propagandą \\\"przyszłego Błogosławionego\\\" czy ludzie wierzący głęboko w jego posłannictwo czy tylko spryciarze wietrzący okazję zarobku. Niestety spyciarzy jest w tym gronie wielu, łatwo sę o tym przekonać można jeśli przejrzymy uważniej to co promowali wcześniej. Szkoda, że sami nie robimy na tym \\\"biznesu\\\" przy okazji promując nauczanie Jana Pawła II. Może w przyszłości nie damy się tak łatwo wykolegować, wyprzedzić innym. Tymczasem jest już coraz bliżej do tego dnia od którego już wśród Świętych i Błogosławionych znajdzie się ten, którego mieliśmy okazję widzieć i poznać osobiście. Powinniśmy starać się poznać i zgłębić jego nauczanie i zacząć wprowadzać je w życie.

Komentarz do \"rewolucji arabskich\"data dodania: 04-03-2011

Komentarz do \\\"rewolucji arabskich\\\"
Iluż to się teraz narobiło mądrych polityków, przywódców państw, komentatorów, którzy już wiedzą jak należy postąpić z kolejnym upadającym dyktatorem. Jaką wielką wartość ma dla nich demokracja, prawa człowieka, wolność religijna itd. Jakoś trudno było mi znaleźć przed laty opinie i komentarze podobne do tych dzisiejszych. Jakby dopiero teraz objawiły się rzeczywiste twarze dyktatorów. Wcześniej byli to przywódcy zaprzyjaźnionych państw z którymi można było się przyjaźnić, którym można było sprzedawać broń i co najważniejsze, którzy mieli skarb bezcenny dla współczesnych \\\"tanią ropę\\\". Ten skarb był długi czas ważniejszy niż prawa człowieka, wolność religijna a teraz to już się na pewno zmnieniło. Tyle, że ja jakoś w tę zmianę nie wierzę. Nadal ropa jest ważniejksza niż człowiek. Czy ludzkość nie dała by sobie rady z głodem gdyby zamiast czołgów i innej broni do biednych krajów posyłane były urządzenia do nawadniania pól, gdyby zamiast instalacji wojennych budowano instalacje pokojowe. Ale czy bogaci pozwolą biednym na rozwój czy patrzeć będą na nich tak jak do tej pory jako rynki zbytu, tanią siłę roboczą, tanich dostawców surowców. Może to się zmieni ale oznaczać to musi, że jeśli ktoś mówi \\\"pomagam\\\" to znaczy że pomaga a nie tylko, że mówi \\\"pomagam\\\".

Refleksje i pytania w sprawie debaty w Sejmie na temat katastrofy pod Smoleńskiemdata dodania: 21-01-2011

Refleksje i pytania w sprawie debaty w Sejmie na temat katastrofy pod Smoleńskiem
Przyglądałem i przysłuchiwałem się niedawno temu co w Polsce dzieje się w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Niestety odniosłem dziwne wrażenie jakby dla głównych przedstawicieli naszego Rządu sprawa ważniejszą było ostateczne dokopanie PiS-owi, dokończenie wypoczynku na nartach niż dobre imię Polski. Głośno pytam się dlaczego nasz Rząd nie robił nic, gdy niszczono wrak samolotu, gdy wycinano drzewa przed lotniskiem. Przecież niszczono w ten sposób istotne dowody mogące wyjaśnić przyczyny katastrofy? Dlaczego polscy śledczy nie mieli i nadal nie maja dostępu do bardzo wielu istotnych materiałów, zapisów, nagrań, analiz? Dlaczego przeprowadzenie sekcji zwłok pozostawiono tylko stronie rosyjskiej? Dlaczego do dzisiaj jeszcze można znaleźć na terenie katastrofy szczątki ludzkie? Dlaczego Wicemarszałek Sejmu zamykał usta posłom, gdy zadawali pytania Premierowi dotyczące śledztwa, chyba że chodziło o to byśmy się nie dowiedzieli jak bardzo polskiemu Rządowi i Premierowi nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn katastrofy i jak bardzo Premier boi się Rosji? Przecież słowa Premiera w Sejmie o tym jaką to starannie przemyślaną strategię przyjął w sprawie wyjaśniania katastrofy były zapewne tylko obroną przygotowaną w przeddzień „na kolanie” a nie strategią bo przecież w działaniu Rządu i Premiera w tej sprawie można mówić tylko o chaosie, nieprzemyślanych krokach lub nawet o głupocie. Jeśli jak mówił Premier „prawda” w tej sprawie może niektórych zaboleć to zgodnie z „prawdą” powinna zaboleć najpierw jego bo gdyby chciał stanąć w „prawdzie” to po pytaniach posłów powinien poddać się do dymisji i przestać być dalej premierem. To dopiero by oznaczało nową jakość w polskiej polityce i to by było dopiero danie przed światem odpowiedzi na raport MAK-u. I musiałby wtedy zamknąć usta były premier Marcinkiewicz obecnie „celebryta” (i chyba jeszcze mecenas nieodkrytej jeszcze dla świata poetki Izabel) sugerujący, że przyczyny katastrofy mogą wyjaśnić tylko eksperci a Sejm nie ma prawa do zajmowania się jej wyjaśnianiem.

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski - karta zgłoszeniadata dodania: 15-01-2011

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski 2011 r.
„We wspólnocie z Bogiem i ludźmi”
Karta zgłoszenia


Niniejszym zgłaszamy do udziału w Eliminacjach Rejonowych X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego następujących uczestników
W kategorii: (właściwe podkreślić)uczniowie szkoły podstawowej,
gimnazjum, szkół ponadgimnazjalnych , dorosłych, którzy wyłonieni zostali w drodze eliminacji przeprowadzonych w dniu ……………………………………

W eliminacjach udział wzięło ………….. uczestników ocenianych przez Jury w składzie:
………………………………………………
………………………………………………
………………………………………………
………………………………………………
………………………………………………

Do udziału w Eliminacjach Rejonowych Jury zakwalifikowało następujących uczestników:

1. ………………………………………………
2. ………………………………………………
3. ………………………………………………


Ponadto Jury postanowiło wyróżnić następujących uczestników eliminacji:



Nazwa instytucji delegującej: …………………………………………………………………………
(proszę podać adres oraz koniecznie numer telefonu i E-mail)








Dane uczestników zakwalifikowanych do udziału w eliminacjach rejonowych

1. Imię i nazwisko ………………………………………………………………………
2. Adres ………………………………………………………………………
3. Powiat ………………………………………… Gmina ……………………………………………………….
4. Adres do korespondencji, (tel. Kom., E-mail) ………………………………………………………………………
5. Data urodzenia …………………………………………………………………………………………………
6. Miejsce nauki, pracy ………………………………………………………………………………………
6. Imię i nazwisko nauczyciela, instruktora ………………………………………………………
7. Instytucja delegująca ……………………………………………………………………………………
8. Repertuar:
- Poezja …………………………………………………………………………………
- Proza …………………………………………………………………………………

(Uczniowie szkół podstawowych przygotowują jeden utwór lub jego fragment)

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski - karta zgłoszeniadata dodania: 15-01-2011

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski 2011 r.
„We wspólnocie z Bogiem i ludźmi”
Karta zgłoszenia

Niniejszym zgłaszamy do udziału w Eliminacjach Rejonowych X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego następujących uczestników
W kategorii: (właściwe podkreślić)uczniowie szkoły podstawowej, gimnazjum, szkół ponadgimnazjalnych , dorosłych, którzy wyłonieni zostali w drodze eliminacji przeprowadzonych w dniu ……………………………………

W eliminacjach udział wzięło ………….. uczestników ocenianych przez Jury w składzie:
………………………………………………
………………………………………………
………………………………………………
………………………………………………

Do udziału w Eliminacjach Rejonowych Jury zakwalifikowało następujących uczestników:

1. ………………………………………………
2. ………………………………………………
3. ………………………………………………


Ponadto Jury postanowiło wyróżnić następujących uczestników eliminacji:
Nazwa instytucji delegującej: ……………………………………………………………………….
(proszę podać adres oraz koniecznie numer telefonu i E-mail)


Dane uczestników zakwalifikowanych do udziału w eliminacjach rejonowych

1. Imię i nazwisko ………………………………………………………………………………
2. Adres …………………………………………………………………………
3. Powiat ………………………………………… Gmina ……………………………………………………….
4. Adres do korespondencji, (tel. Kom., E-mail) ………………………………………………………………………
5. Data urodzenia …………………………………………………………………………………………………
6. Miejsce nauki, pracy ………………………………………………………………………………………
6. Imię i nazwisko nauczyciela, instruktora ………………………………………………………
7. Instytucja delegująca …………………………………………………………………………………….
8. Repertuar:
- Poezja ………………………………………………………………………………….
-Proza …………………………………………………………………………………….

(Uczniowie szkół podstawowych przygotowują jeden utwór lub jego fragment: wiersz lub prozę – maksymalny czas prezentacji 3 minuty. Uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych oraz dorośli przygotowują dwa utwory lub fragmenty utworów: wiesz i prozę – maksymalny czas prezentacji nie może przekroczyć 6 minut. Proszę podawać pełne imiona i nazwiska autorów oraz tytuły utworów)

………………………………………………………
(instytucja delegująca)
………………………………………………………
(instruktor, nauczyciel)
………………………………………………………
(uczestnik)


………………………………………………………
(data, miejscowość)
………………………………………………………
(podpis Dyrektora instytucji zgłaszającej)

X Diecezjalny Konkurs Recytatorskidata dodania: 15-01-2011

X Diecezjalny Konkurs Recytatorski 2011 r.
„We wspólnocie z Bogiem i ludźmi”
Regulamin


1. Celem konkursu jest propagowanie wartości chrześcijańskich oraz idei humanizmu chrześcijańskiego zawartych w twórczości różnych autorów tak polskich jak i zagranicznych. Konkurs ma być nie tylko rywalizacją biorących w nim udział ale przede wszystkim okazją do zadumy dla recytujących, przygotowujących i słuchaczy nad istotą człowieczeństwa, nad poszukiwaniem sensu życia oraz okazją do zagłębiania relacji Bóg – człowiek – świat. Konkurs powinien stać się także refleksją związaną z prawdą, że jest Bóg, który nas kocha, który jest Miłością,

2. Hasłem IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego są słowa: ”We wspólnocie z Bogiem i ludźmi” zaczerpnięte z Programu Duszpasterskiego Kościoła na rok 2011.

3. IX Diecezjalny Konkurs Recytatorski organizuje Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej wraz z Oddziałami Parafialnymi Akcji Katolickiej oraz innymi podmiotami i osobami uczestniczącymi w organizacji konkursu na różnych jego szczeblach, w szczególności ze szkołami i z samorządowymi instytucjami upowszechniania kultury.

4. Konkurs obejmuje swym zasięgiem obszar diecezji kaliskiej oraz wszystkich mieszkających lub uczących się w szkołach leżących na terenie diecezji.

5. Konkurs odbywa się w następujących kategoriach wiekowych:
A/ uczniów szkół podstawowych z klas IV – VI,
B/ uczniów szkół gimnazjalnych,
C/ uczniów szkół ponadgimnazjalnych,
D/ w kategorii dorosłych.

6. Konkurs zostanie przeprowadzony w trzech etapach:
a/ etap podstawowy w szkołach i innych instytucjach, które mają prawo zgłoszenia uczestników, mogą zgłosić maksymalnie 3 uczestników do etapu regionalnego), etap ten powinien zakończyć się do 15 marca 2011 roku,
b/ etap regionalny (o dokładnym miejscu i czasie organizatorzy powiadomią instytucje zgłaszające), etap ten powinien zakończyć się do 15 kwietnia 2011 roku,
c/ przesłuchania finałowe oraz koncert finałowy konkursu, przełom kwietnia i maja 2011 roku w Koźminie Wielkopolskim (o szczegółowym terminach powiadomimy zainteresowanych).

7. Każdy kto chce wziąć udział w konkursie zgłasza swą chęć organizatorom etapu podstawowego i przygotowuje do prezentacji repertuar, który powinien spełniać następujące wymogi:
- uczniowie szkół podstawowych przygotowują jeden utwór; prozę lub wiersz, którego czas prezentacji nie powinna przekroczyć 3 minut,
- uczniowie szkół gimnazjalnych, ponad gimnazjalnych i uczestnicy w kategorii dorosłych przygotowują wiersz i prozę o łącznym czasie prezentacji nie przekraczającym 6 minut,
- wybrany tekst powinien uwzględniać wiek i możliwości recytujących, nie zaleca się wybierania przez recytatorów do prezentacji konkursowych przemówień i homilii,
- uczestnicy nie mogą występować z repertuarem już prezentowanym przez siebie w poprzednich edycjach konkursu,
- nie dopuszcza się także możliwości prezentacji całości lub fragmentów: przemówień, homilii i znanych urywków Pisma Świętego,
- nie dopuszcza się także prezentacji utworów własnych, za wyjątkiem już publikowanych lub tłumaczeń z innych języków.

8. Warunkiem uczestniczenia w etapie regionalnym konkursu jest wzięcie udziału w eliminacjach podstawowych organizowanych przez instytucje uprawnione do zgłaszania uczestników, w przypadku uczestników w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych i dorosłych dopuszcza się możliwość indywidualnego zgłoszenia.

9. Prawo przeprowadzania eliminacji i zgłaszania uczestników mają szkoły, parafie, oddziały parafialne Akcji Katolickiej ośrodki i domy kultury, warsztaty terapii zajęciowej, kluby i inne instytucje działające na terenie diecezji kaliskiej. Protokół zgłoszenia wraz z załącznikami: kartą zgłoszenia zakwalifikowanych do etapu regionalnego uczestników oraz imienną listą uczestników prosimy przesyłać w terminie do 15 marca 2011 roku na adres:
Akcja Katolicka Diecezji Kaliskiej
ul. Widok 80 -8262-800 Kalisz
lub E-mail: dkrkalisz@wp.pl

10. Jury X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego oceniać będzie uczestników według ogólnie przyjętych kryteriów (dobór repertuaru, kultura słowa, interpretacja).

11. Jury X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego powołane zostanie w sposób następujący:
a/ w etapie podstawowym Jury powołuje Dyrektor (zarządzający) instytucji przeprowadzającej eliminacje,
b/ w etapie regionalnym organizator etapu regionalnego we współpracy z Zarządem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej,
c/ w finale diecezjalnym przez Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej.

12. Nagrody i wyróżnienia:
a/ w etapie podstawowym i regionalnym uczestnicy konkursu otrzymają pamiątkowe dyplomy oraz w zależności od możliwości organizatora i współorganizatorów
upominki książkowe i inne cenne nagrody,
b/ w finale diecezjalnym przewiduje się przyznanie dyplomów i cennych nagród za zajęcie I, II, III miejsca oraz wyróżnień,
c/ główną nagrodą w konkursie jest pielgrzymka do Rzymu ufundowana przez ks. bp Stanisława Napierałę.

13. Regulamin konkursu wraz ze wszystkimi potrzebnymi załącznikami zamieszczony jest na stronie internetowej Akcji Katolickiej: www.akcjakatolicka.kalisz.pl Wątpliwości i zapytania dotyczące regulaminu należy zgłaszać pod telefonem: 062 7667855 we wtorki i czwartki od godz. 10,00 do 14,00 lub pod E-mail: dkrkalisz@wp.pl albo Marian Rybicki tel. 694 192 477 E-mail: marianrybicki@wp.pl




Czy damy się nabrać kampaniom reklamowym czy świadomie zagłosujemy? Nasze wybory.data dodania: 03-11-2010

Czy damy się nabrać kampaniom reklamowym czy świadomie zagłosujemy
Nasze wybory!!!

Co jakiś czas w każdym demokratycznym kraju odbywają się wybory do władz różnych szczebli. Już za parę dni w Polsce staniemy przed możliwością wyboru swoich przedstawicieli w samorządach gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Odbywa się kampania wyborcza. Generalnie powinna polegać ona na tym, że poszczególni kandydaci i poszczególne komitety prezentują swój program wyborczy, swoje zamierzenia plany dotyczące rozwoju danej miejscowości, gminy, powiatu czy województwa. Wyborcy natomiast czyli większość obywateli powinni zorientować się w tym kto startuje w wyborach, co sobą prezentują poszczególni kandydaci, co zamierzają zrobić swego środowiska. Na słupach i płotach już roi się od plakatów, kandydaci i komitety licytują się w przedstawianiu swoich zamierzeń i obietnic licząc pewnie na to, ze przeciętny wyborca kupi obietnice i zagłosuje na nie. Jednak kandydaci na radnych, wójtów, burmistrzów czy prezydentów gdy już zostaną wybrani nie będą najczęściej mieli możliwości zrealizowania wszystkich swoich obietnic. Czym więc ma się kierować wyborca jeśli zdecyduje się brać udział w wyborach. Powinien przede wszystkim poznać kandydatów. To znaczy przyjrzeć się jakimi są ludźmi. Może za pięknymi słowami kryją się karierowicze, którzy nie cofną się przed niczym byle się tylko „dochrapać”, może obietnice są tylko kłamstwami rzucanymi tylko po to by przyciągnąć wyborców. Ważne jest by poznać kogo się wybiera, by się nie dać oszukać i zwieść pięknym słówkom czy reklamie.

Zastanawiającym jest fakt dlaczego tak chętnie w mediach politycy i polityka przedstawiana jest w najgorszych barwach. Dlaczego zamiast wyjaśniać i łagodzić media raczej rozjątrzają spory. Czy tylko dlatego, że wtedy rośnie im oglądalność? Przecież polityka powinna być roztropną służbą dla dobra wspólnego a więc służbą Ojczyźnie i Narodowi. A może większości mediów służba Ojczyźnie i Narodowi jest sprawą obcą? Może wzrost oglądalności a co za tym idzie wzrost zysków ze sprzedaży reklam jest dla nich ważniejszy? Przecież nawet najważniejsze wybory można wygrać także przy pomocy mediów, odpowiedniej kampanii reklamowej podobnej do reklamy proszku do prania czy podpasek. Wmówić poprzez reklamę można bardzo wiele i niestety wielu daje się na to nabrać i są mimo tego, że się dają nabrać przekonani, że to ich wolny wybór. Zwycięzcami medialnej kampanii reklamowej nie są ci którzy mają rację albo ci których program nam odpowiada ale ci którzy mają odpowiednią „kasę” na opłacenie kampanii reklamowej. Czy to oznacza, że muszą zwyciężyć pieniądze a nie racje? Tak być nie musi, wystarczy tylko, abyśmy świadomie uczestniczyli w akcie głosowania wybierając ludzi i programy a nie wizerunki medialne i slogany. Wystarczy tylko abyśmy domagali się od kandydatów, polityków i mediów nadania właściwego znaczenia polityce abyśmy wymagali i rozliczali ich z roztropnej służby dla dobra wspólnego, służby dla Ojczyzny i Narodu. Tak rozumiana polityka, nie jest przecież złem ale jest realizacją powinności patriotycznych, trzeba w niej uczestniczyć. W tak rozumianej polityce powinni uczestniczyć licznie ludzie wierzący i jako kandydaci do pełnienia najrozmaitszych funkcji w różnych strukturach i jako wyborcy. Przecież zło z naszej rzeczywistości, gdziekolwiek ono jest trzeba starać się wykorzenić a nie mu się poddawać czy od niego uciekać. A jak wyplenić zło, jak budować dobro bez oparcia się na rzeczywistych wartościach? Czy zbudować coś trwałego, solidnego można na ułudnych mrzonkach czy chwytliwych hasłach? Czy da się wyplenić zło, naprawić rzeczywistość, gdy odpuścimy sobie uczestniczenie w akcie wybierania naszych przedstawicieli?

Patriotyzm - umiłowanie Ojczyzny i Narodu, wymaga od nas dzisiaj w czasie pokoju roztropnej służby dobru wspólnemu, którą realizować można na różnych poziomach: na poziomie naszych miejscowości, gmin, miast, powiatów czy województw. Patriotyzm dzisiaj wymaga od nas aktywnej postawy wobec otaczającej nas rzeczywistości, wymaga od nas aktywnego uczestniczenia w „czynieniu sobie ziemi poddanej”. Rezygnację z wykonywania patriotycznych obowiązków i powinności powinniśmy traktować jako grzech zaniedbania. Powtarzamy często: „nieobecni nie maja racji”, czy chcemy być nieobecnymi w życiu publicznym? Czy powinniśmy nasze przekonania, naszą wiarę, przykazania którymi chcemy się kierować, ukryć przed światem czy też powinniśmy zrobić wszystko by świat zmieniał się na lepsze w oparciu o wyznawane przez nas wartości? Czy te najbliższe wybory sobie odpuścimy czy już postaramy się być odpowiedzialnymi za to jak będzie wyglądała otaczająca nas rzeczywistość?





Diecezjalny Konkurs Literacki \"Jesteśmy świadkami Miłości\"data dodania: 03-06-2010

Diecezjalny Konkurs Literacki „Jesteśmy świadkami Miłości”

Konkurs ogłoszony przez Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej spotkał się z szerokim odzewem. Przeprowadzony został w czterech kategoriach wiekowych: w kategorii uczniów szkół podstawowych (klasy od IV do VI); uczniów szkół gimnazjalnych; uczniów szkół ponadgimnazjalnych oraz kategorii dorosłych. We wszystkich kategoriach wiekowych nadesłane prace tak wiersze jak i proza były na bardzo wysokim poziomie, który tak jak liczba nadesłanych prac zaskoczył organizatorów i Jurorów. Oznaczać to może, że taki konkurs był potrzebny i że wśród piszących istnieje olbrzymia potrzeba podzielenia się z innymi swoimi wrażeniami, odczuciami, przemyśleniami zawartymi w prezentowanych pracach. Oznacza to także, że trzeba organizować jego następne edycje, że trzeba dawać twórcom, którzy jeszcze szeroko nie zaistnieli na rynku literackim możliwość prezentacji, konfrontacji. Szczególna taka potrzeba istnieje dla tych którzy swoje życie i twórczość związali z Bogiem.
Jury w składzie: dr Elżbieta Kałuża-Maniewska, Maria Mikołajczyk, Jolanta Sobkowiak, Marian Rybicki postanowiło nagrodzić
- w kategorii uczniów szkół podstawowych następujących uczestników konkursu: Żanetę Kaszubę, Cypriana Fynyka, Natalię Kaczmarek, Magdalenę Kniat, wyróżnić: Jeremiasza Hajdasza i Natalię Wajrauch,
w kategorii uczniów gimnazjum: Joannę Krawczyk, Weronikę Staszak, Justynę Golińską, Weronikę Mąkowską, Martę Sielską i Adriannę Wojtasik,
w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych: Patrycję Fabian, Darię Jarosz i Agnieszkę Motyl,
w kategorii dorosłych: s. Annę Wiśniewską i Aleksandrę Kalinowską
.
Jury postanowiło ponadto nagrodzić pozostałe prace pozostałych uczestników publikacją ich na stronie internetowej akcji katolickiej diecezji kaliskiej:www.akcjakatolicka.kalisz.pl


Podsumowanie konkursu odbyło się 25 maja w Raszkowie w siedzibie Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej z udziałem ks. Biskupa Teofila Wilskiego i ks. kan. Bolesława Nowaka miejscowego proboszcza. Podczas uroczystego spotkania ks Biskup otrzymał od parafian raszkowskich pamiątkowy ozdobny dyplom z okazji 50-lecia kapłaństwa z wierszem ks. kan, Bolesława Nowaka. Członkowie Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej przekazali ks. kan. Bolesławowi Nowakowi ozdobne wierszowane życzenia z okazji zbliżającej się 30-tej rocznicy jego proboszczowania w Raszkowie.

Ksiądz Biskup zabierają głos podzielił się swoimi refleksjami na temat hasła konkursu „Jesteśmy świadkami Miłości”. Ta wypowiedź Księdza Biskupa bardzo osobista a zarazem głęboko przemyślana na temat „Miłości” była doskonałą zapowiedzią tego co nastąpiło później, do ogłoszenia wyników i prezentacji tekstów przez samych autorów oraz gości podsumowania. Szczególne wrażenie zrobiła prezentacja prozy Aleksandry Kalinowskiej „Wszystko jest modlitwą”, zawarty w niej ładunek osobistych przeżyć dostarczył słuchającym niezwykłych wrażeń, których nie byli w stanie ukryć.

Fundatorami nagród w konkursie byli pan Jacek Bartczak Burmistrz Miasta i Gminy, który nie krył zadowolenia z tego, że w Raszkowie odbyła się dostarczające tak wielkich wrażeń wydarzenie. Nagrody fundowali także pani ,dr Elżbieta Kałuża-Maniewska, Ewa Marciniak, Ireneusz Reder, Maria Wawrzyniak, Maria Skrzypińska – członkowie Zarządu Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej oraz Parafialny Oddział Akcji Katolickiej w Raszkowie.

Refleksje po IX Diecezjalnym Konkursie Recytatorskim \"Bądźmy świadkami Miłości\"data dodania: 23-05-2010

Refleksje po IX Diecezjalnym Konkursie Recytatorskim „Bądźmy świadkami Miłości”

Ten konkurs był konkursem innym niż dotychczasowe i to nie ze względu na urokliwe miejsce w którym odbywało się jego zakończenie, gościnny Żerków, ale ze względu na wydarzenia go poprzedzające, katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem. Najpierw nie został dotrzymany pierwszy planowany termin finału 15 kwietnia, późniejszy 10 maja kolidował niektórym uczestnikom w zdawaniu matury. Przesunięcie terminu spowodowało, że w jego zakończeniu nie mógł wziąć udziału ,b>ks. Biskup Stanisław Napierała fundator pielgrzymki do Rzymu głównej nagrody konkursu. Księdza Biskupa w konkursie podczas koncertu finałowego reprezentował ks. prał Henryk Orszulak asystent diecezjalny Akcji Katolickiej towarzyszyli mu kapłani z parafii Żerków i Brzóstków ks. prał. Kazimierz Radzikowski i ks. prał. Kazimierz Walczak.
Tegoroczny konkurs bardzo wiele zawdzięcza finansowemu i organizacyjnemu wsparciu pana Jacka Jędraszczyka Burmistrza Gminy i Miasta Żerków, który wraz z panem Kacprem Ekertem dyrektorem Mickiewiczowskiego Centrum Turystycznego mocno byli od wielu tygodni zaangażowani w jego przygotowanie. Konkurs odbył się także dzięki zaangażowaniu bardzo licznej grupy osób, które pomagały na różnych etapach w jego przygotowaniu, które przygotowywały uczestników, które oceniały uczestników na etapach szkolnych, rejonowych i w finale.
Jak zwykle w konkursie pojawiło się wielu recytatorów już znanych z wcześniejszych dokonań pojawili się także zupełnie nowi, którzy rokują wielkie nadzieje. Dla mnie osobiście największym odkryciem, niejako potwierdzeniem tezy, że najważniejszą sprawą w recytacji jest wyobraźnia i posiadany bagaż doświadczeń życiowych była prezentacja Oli Kalinowskiej w kategorii dorosłych. W jej wykonaniu można było dostrzec harmonię pomiędzy użytymi środkami wyrazu a prezentowanym bagażem doświadczeń, jej prezentacja była dojrzała i prawdziwa i zasługiwała na najlepszą ocenę publiczności, zebrała też zasłużone brawa. Znakomicie jak na swój wiek zaprezentowali się: zdobywca głównej nagrody Piotr Staszewski i Alicja Balcerak.
W kategorii uczniów szkół podstawowych odkryciem okazali się Karolina Szczepaniak i Jacek Staszewski. Wielu z tych uczestników konkursu którzy zdobyli laury tegorocznego konkursu pokaże się na pewno w przyszłości, o wielu z tych którzy laurów w tym roku nie zdobyli będzie na pewno głośno w przyszłości. Konkurs jest tylko konkursem w którym jury ocenia przedstawioną prezentację a nie możliwości. W moim przekonaniu możliwości uczestników są wielkie i powinny być w przyszłości wykorzystane.
IX Diecezjalny Konkurs Recytatorski przeszedł już do historii pozostanie jednak w pamięci uczestników jako wspomnienie niezapomnianych przeżyć związanych z obcowaniem ze słowem, przeżyć związanych z gościnnością Żerkowian z niezwykłą i przyjazną atmosferą jaką nam gospodarze zapewnili mimo nie najlepszej pogody. Już dziś trzeba będzie myśleć o przygotowaniach do X „jubileuszowego” konkursu. Organizatorzy oczekują telefonicznych i mailowych uwag i propozycji.

Wyniki IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 23-05-2010

Wyniki IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego „Bądźmy świadkami Miłości”
Żerków 2010 rok

Kategoria uczniów szkół podstawowych:
1. Laura Andrzejewska SP Lubinia Mała
2. Zuzanna Psyk – SP Żerków i Aleksandra Zwierz – SP Biadki
3. Krzysztof Pęcak – SP nr 8 Krotoszyn i Nikola Żakowska – SP Ludwinów
Wyróżnienia: Faustyna Michalak – SP Brzeziny, Monika Pawlaczyk – SP Żerków, Katarzyna Sołtysiak – SP nr1 Ostrów Wielkopolski, Jacek Staszewski – SP nr 2 Ostrzeszów, Karolina Szczepaniak – SP Raszków, Angelika Śpitalniak – SP Lubinia Mała

Kategoria uczniów szkół gimnazjalnych:
1. Piotr Staszewski – Ostrzeszów
2. Alicja Balcerak – Krotoszyn
3. Karolina Adamkiewicz – Golina
Wyróżnienia: Sebastian Kluczyński – Mroczeń, Joanna Krawczyk – Golina, Bartosz Gąsiorkiewicz</B. – Krotoszyn, Magdalena Grzelczak – Raszków, Julietta Rutkowska – Żerków

Kategoria uczniów szkół ponadgimnazjalnych:
1. Artur Walczak
Wyróżnienie: Anna Ilska

Kategoria dorosłych:
1 >b>Aleksandra Kalinowska


Nagrodę główną ufundowaną przez ks. Biskupa Stanisława Napierałę pielgrzymkę do Rzymu zdobył Piotr Staszewski z Ostrzeszowa.

Nowy termin Finału IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 23-04-2010

Nowy termin Finału IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego

Jak już informowaliśmy na naszej stronie odwołany został pierwotnie ustalony termin finału IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego „Bądźmy świadkami Miłości”. Uznaliśmy wspólnie, że organizowanie finału w czasie, gdy cały naród pogrążony był w żałobie po tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem było by nie na miejscu. Jeśli nawet byśmy założyli, że konkurs to przecież nie zawody sportowe, to jednak trzeba przyznać, że jest to jednak pewien rodzaj chociaż „szlachetnej” to jednak rywalizacji. Miejsce finału pozostaje nie zmienione.

Finał odbędzie się w Żerkowie w poniedziałek 10 maja 2010 roku
g. 10,00 Mickiewiczowskie Centrum Turystyczne w Żerkowie
przesłuchania finałowe w poszczególnych kategoriach wiekowych
ok. g.13,00 Obiad a po obiedzie wycieczka po Ziemi Żerkowskiej, zwiedzanie między innymi Muzeum w Śmiełowie
g. 16,00 Aula Gimnazjum im. Zbigniewa Herberta w Żerkowie
Koncert Finałowy z udziałem zaproszonych gości, ogłoszenie wyników, rozdanie nagród, prezentacja najlepszych recytatorów
ok. g. 18,00 Kolacja dla uczestników Konkursu i zaproszonych gości.

Uchwała Rady DIAK data dodania: 10-04-2010

Uchwała nr 5/2010
Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej

Członkowie Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej zebrani w dniu 10 kwietnia 2010 roku na Zebraniu Sprawozdawczo-Wyborczym Rady z głębokim żalem przyjęli informację o dramatycznej katastrofie lotniczej, która miała miejsce dzisiaj pod Smoleńskiem.
Bóg Pan Historii powołał do siebie dzisiaj tak wiele znaczących osób w naszym Państwie między innymi Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Lecha Kaczyńskiego i ostatniego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie Pana Ryszarda Kaczorowskiego.
Rada głęboko zatroskana o losy naszej umiłowanej Ojczyzny zwraca się do wszystkich o modlitwę, spokój i rozwagę tak bardzo nam wszystkim potrzebne w tej dramatycznej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy.

Podpisani:
doc. dr Zbigniew Trybuła – Przewodniczący Zebrania
Marian Rybicki – Wiceprzewodniczący Zebrania
Maria Rabiega – Sekretarz Zebrania
Kalisz 10 kwietnia 2010 roku

Zmiana Terminu Finału IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 10-04-2010

ZMIANA TERMINU FINAŁU IX DIECEZJALNEGO KONKURSU RECYTATORSKIEGO

W związku z ogłoszeniem przez Pana Bronisława Komorowskiego Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej żałoby narodowej po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w której zginęli między innymi Prezydent Rzeczypospolitej wraz z Małżonką, Wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, Posłowie i Senatorowie i wielu innych wybitnych przedstawicieli polskiego życia politycznego, kulturalnego podjęliśmy decyzję o przełożeniu terminu Finału IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego „Bądźmy świadkami Miłości”. O nowym terminie zainteresowani zostaną powiadomieni telefonicznie lub poprzez pocztę internetową. Miejsce finału pozostanie to samo a nowy termin i inne szczegółowe informacje zamieścimy na naszej stronie elektronicznej.
Marian Rybicki

Terminarz eliminacji rejonowych IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 14-03-2010

Terminarz eliminacji rejonowych
IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego 2010
\\\"Bądźmy świadkami Miłości\\\"


20 marca 2010roku (w sobotę) od g. 10,00
w Kaliszu w Sali konferencyjnej Kurii Diecezjalnej ul. Widok 80 – 82
Uczestnicy w kategorii dorosłych z Kalisza
w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych z:
Ostrzeszowa
w kategorii uczniów gimnazjów z:
Ostrzeszowa, Kotlina, Wielowsi, Kalisza, Błaszek, Brzezin
W kategorii uczniów szkół podstawowych z:
Ostrzeszowa, Biernatem, Kokanina, Kalisza, Ołoboku, Brzezin


22 marca 2010 roku (w poniedziałek) od g. 10,00
w Śmiełowie w Pałacu Muzeum Narodowym
w kategorii uczniów gimnazjów:
z Jarocina, Żerkowa, Goliny
w kategorii uczniów szkół podstawowych z;
Goliny, Ludwinowa, Żerkowa, Jarocina


23 marca 2010 roku (we wtorek) od g. 10,00
w Ostrowie Wielkopolskim w filii Biblioteki Publicznej przy ul. Królowej Jadwigi 4
uczestnicy w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych z:
Ostrowa Wielkopolskiego
w kategorii uczniów szkół gimnazjalnych z:
Krotoszyna i Granowca
w kategorii uczniów szkół podstawowych z:
Krotoszyna, Ostrowa Wielkopolskiego



25 marca 2010 roku (w czwartek) od g. 10,00
w Byczynie w Sali nr 9 Ratusza
uczestnicy w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych z:
Byczyny i Kępna
w kategorii uczniów szkół gimnazjalnych z:
Mroczenia, Czastar, Byczyny
W kategorii uczniów szkół podstawowych z:
Ochędzyna, Czastar, Grębanina, Łęki Mroczeńskiej, Byczyny


27 marca 2010 roku (w sobotę) od g. 10,00
w Raszkowie w Domu Kultury przy ul. Koźmińskiej
uczestnicy w kategorii dorosłych z:
Rozdrażewa
w kategorii uczniów szkół ponadgimnazjalnych z:
Raszkowa
w kategorii uczniów gimnazjów z:
Gorzyc Wielkich, Wierzbna, Raszkowa
w kategorii uczniów szkół podstawowych z: Lubini Małej, Lutogniewa, Biadek, Kobylina, Rozdrażewa, Raszkowa

Święty Józef uwikłany w sprawy społeczne i politycznedata dodania: 19-02-2010

Sprawa Mesjasza.

Historia narodu wybranego przed narodzeniem Jezusa jest przede wszystkim historią oczekiwania na przyjście Mesjasza. Ostatnie lata przed narodzinami Jezusa są jakby koncentracją tych oczekiwań. Kim miał być Me3sjasz według wiedzy i oczekiwań ówczesnych Izraelitów? Był przede wszystkim kimś w rodzaju męża opatrznościowego, który raz na zawsze wyzwoli Izrael spod obcego panowania. Położenie Izraela na styku szlaków komunikacyjnych i wpływów politycznych powodowało, że ziemie te były od zawsze szarpane przez otaczające je mocarstwa leżące na terenie Egiptu, Syrii czy Mezopotamii czy nawet Rzymu. Tereny tak dawnego jak i obecnego państwa Izrael leżały na dogodnych szlakach komunikacyjnych, handlowych oraz szlakach przemarszu wojsk. O ile szlaki komunikacyjne przyśpieszały rozwój gospodarczy i wzrost zamożności ludzi tu mieszkających, o tyle szlaki przemarszu wojsk powodowały, że ziemie te często przechodziły z jednego panowania pod drugie. Nie było mowy o stabilnym rozwoju w dłuższym okresie czasu, i nie mogło być mowy dłuższym okresie bez wojny, niewoli czy jakiejś zależności. Mesjasz był więc dla Izraelitów głównie nadzieją, że ich sytuacja odmieni się na trwałe. Zapisy o jego przyjściu w starych księgach były ponadto na tyle niejasne i zawiłe, że mogły sugerować niektórym właśnie takie rozwiązania. Wielu właśnie takiego Mesjasza oczekiwało.

Poczucie sprawiedliwości Józefa.

Józef żyjący w tamtych czasach wiedział o tych nadziejach swoich rodaków. Widział, był świadkiem wielu niesprawiedliwości czynionych przez Rzymian oraz podporządkowanego Rzymowi króla Heroda. Żył więc tak jak wszyscy inni na przyjście sprawiedliwych czasów, również sprawiedliwych rozumianych w sensie dosłownie politycznym. Jako mąż sprawiedliwy musiał te sprawiedliwe czasy widzieć trochę inaczej niż większość go otaczających. Dla niego sprawiedliwe czasy wymagały sprawiedliwego postępowania, dosłownie zmiany zachowania nie tylko rządzących ale także wszystkich ludzi. Takie poczucie sprawiedliwości, które wymagało również wielkiego osobistego poświęcenia, tak jak i dzisiaj bywa tak i wtedy bywać musiało niepopularne i niemodne. Musiał być w tym poczuciu sprawiedliwości odosobniony. Jednak jego postawa, zachowanie, tak jak również głoszone poglądy powodowały, że traktowano go zapewne w pewnym sensie jako dziwaka. Traktowano go jako dziwaka, jednak również jako człowieka sprawiedliwego, z którego poczuciem sprawiedliwości wielu się nie zgadzało ale przecież musiało się liczyć. Józef swą sprawiedliwością zapewne emanował na swoje otoczenie zmuszając je tym samym do refleksji nad wieloma sprawami, nad którymi w innym miejscu, czasie i okolicznościach myślano zapewne w sposób ogólnie przyjęty za właściwy i poprawny. Gdyby Święty Józef żył dzisiaj też byłby uznany za takiego „dziwaka”, którego poglądy są dobre, sprawiedliwe ale z lekka nieżyciowe, nieprzystawalne do dzisiejszej rzeczywistości.

Pochodzenie z rodu Dawida.

W czasach Józefa, gdy uciskany naród wybrany tęsknie oczekiwał Mesjasza, widząc w nim wyzwolenie od obcego panowania, powszechną chyba była świadomość Żydów dotyczących niektórych okoliczności jego przyjścia. Jeśli nawet wszystkie okoliczności przyjścia Mesjasza zapisane w pismach nie były powszechnie znane to na pewno znane były zapisy dotyczące jego pojawienia się w rodzie Dawida i narodzin w Betlejem. Pochodzenie Mesjasza z rodu Dawida było dla żydów niejako sygnałem, że będzie on królem, że jego misja będzie misją iśćcie królewską. Józef musiał znać te zapisy. Być może były one nawet w jakiś sposób pieczołowicie kultywowane wśród wywodzących się z rodu Dawida. Również w małym i biednym Betlejem świadomość tego zapisu, że z Betlejem wyjdzie Mesjasz podtrzymywało mieszkańców na duchu, dodawało wiary w to, że nie są mieszkańcami najpodlejszego z miast.
W czasach Heroda, który ogarnięty żądzą władzy wysyłał szpiegów do Betlejem z zadaniem śledzenia potomków Dawida, z których mógłby się narodzić Mesjasz. Dla Heroda Mesjasz był przede wszystkim konkurentem do władzy, którego chciał się za wszelką cenę jak najszybciej pozbyć. Mimo wielu wysiłków przypodobania się żydom Herod w świadomości większości Żydów przegrywał z Mesjaszem. Dobrze o tym wiedział, stąd szpiegowanie, podejrzliwość i zabiegi jakie czynił w Rzymie.
Józef pochodzący z Betlejem i z rodu Dawida musiał mieć świadomość, że i na niego padał cień podejrzenia jako na potencjalnego ojca Mesjasza. Nawet jeśli Józef nie traktował tego zbyt poważnie, to ilość węszących szpiegów i zauszników Heroda musiały wzbudzić obawy rodziny. Został więc Józef, przez zauszników Heroda lub nawet przez niego samego, mimo woli wpisany na listę podejrzanych, którym trzeba było bacznie się przyglądać. To niejako uwikłanie Józefa w ówczesne istotne problemy polityczne odbyło się bez jego udziału. Zapewne to była najważniejsza przesłanka do tego by rodzina namówiła go lub wręcz przymusiła do wyjazdu z Betlejem. Być może Józef uciekający przed podejrzliwością szpiegów Heroda uciekał także przed tymi, którzy chcieli w nim dopatrywać się potencjalnego ojca Mesjasza dla swoich doraźnych politycznych celów. Józef nie chciał zostać wmanewrowany i wykorzystany dla czysto politycznych celów. Jego poczucie sprawiedliwości różniło się od tego które prezentowali ówcześni gracze polityczni, dlatego zejście im z oczu mógł uznać za najlepsze rozwiązanie. Nie było w Józefie żadnych ambicji politycznych związanych ze swoim królewskim pochodzeniem. Sprawiedliwość nakazywała mu realizować swe powołanie życiowe po swojemu; swoją postawą, pracą i oddaniem Bogu.

Postawa wobec życia.

Józef swoje poczucie sprawiedliwości chciał realizować najpierw w całkowitym oddaniu zamysłom Boga, później w podporządkowaniu prawu, tak przepisom religijnym jak przepisom prawa państwowego. Pierwszym poważnym sprawdzianem dla Józefa była kwestia akceptacji ciąży Maryi. Według prawa powinien oświadczyć, że nie jest ojcem dziecka i skazać tym samym Maryję i jej dziecko na śmierć. Był przecież tego, że nie jest ojcem biologicznym dziecka zupełnie pewien. Musiałby jednak wtedy opowiedzieć się przeciw życiu. Jeśli każde życie traktujemy jako dar Boga, musimy mieć świadomość, że nie jesteśmy jego panami, a w żadnym wypadku wyłącznymi jego panami a jedynie kimś w rodzaju dzierżawców czy jego opiekunów.. O początku i końcu życia może decydować tylko Bóg. Józef o tym wiedział i choć prawo było po jego stronie nie mógł, nie chciał opowiedzieć się przeciw życiu. Zamyślał jak skutecznie je obronić. I gdy już po ludzku znalazł najlepsze rozwiązanie, Bóg podsunął mu rozwiązanie jeszcze lepsze. Jakiż więc ból musiały powodować docierające z Betlejem wieści o zabijaniu nowo narodzonych chłopców na rozkaz Heroda. Jakież to zawikłanie losów tego obrońcy życia, który tak trudził się zabiegając o życie najpierw nienarodzonego Jezusa i cześć jego matki Maryi a później trudził się o Jezusa i Maryję w drodze do Egiptu. Teraz nic zrobić nie mógł, bo musiał ratować to życie które zostało powierzone jego opiece. Jakiż byłby świat gdyby współcześni mężczyźni, ojcowie zawsze opowiadali się po stronie życia i nie pozostawiali „problemu” kobietom, matkom, uciekając od odpowiedzialności.
Postawa Józefa wobec życia sprawdzała się również wtedy gdy wiedział o Jezusie, że jest synem Boga i widzieć musiał w nim dziecko, chłopca wymagającego normalnej jak jego rówieśnicy troski i zabiegów pielęgnacyjnych, wychowawczych. Przez Józefa i Maryję, rodziców ziemskich Boga-człowieka, Bóg wszedł w rzeczywistość ziemską człowieka wskazując, jak należy traktować każde poczęte życie jako dar Boga, jako Boga samego. Jezus przyglądając się postawie wobec życia Józefa i Maryi mógł powiedzieć później: „cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Mówiąc tak mówił również o sobie, jako dziecku poczętym jeszcze nienarodzonym, które już wtedy domaga się akceptacji, szacunku i miłości.

Józef emigrant i uchodźca.

Józef i jego rodzina Maryja i Jezus doświadczyli tego czego doświadczają niestety także i dzisiaj dziesiątki tysięcy rodzin. W obawie o swoje życie zmuszeni byli do porzucenia stron rodzinnych i zamieszkania wśród obcych i to właśnie w momencie gdy narodziło im się oczekiwane dziecko. Tak jak dzisiejsi uchodźcy nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowanie się do podróży, na zabranie niezbędnego ekwipunku. Z dnia na dzień a właściwie z godziny na godzinę musieli ruszyć w drogę, musieli uciekać przed prześladowaniami. Musieli doświadczyć wszystkich trudów nieprzygotowanej podróży, ukrywania się, często także głodowania i wychłodzenia. Narażonym na takie wielkie zagrożenia mogli pomóc w drodze jedynie jacyś życzliwi ludzie. A przecież nie mogli dawać po sobie poznać, że uciekają aby nie narazić się na dekonspirację. W takich ucieczkach potrzebne są siły aby pokonać trudy drogi, potrzebny jest zmysł organizacyjny, spryt aby pokonać piętrzące się przeszkody. Potrzebna jest także wzajemna życzliwość i zaufanie uciekinierów aby móc się wspierać i jakoś znieść te wszystkie trudy i niewygody. To wszystko musiał mieć Józef zabierający swą rodzinę do Egiptu. Pokonanie trudów drogi do Egiptu nie było końcem trudów i problemów jakie stanęły przed Józefem. Teraz do niego głównie należała troska o mieszkanie i wyżywienie rodziny. W obcym kraju nie jest to przecież łatwe. Doświadczyli tego ci którzy wyjechali za granicę nie mając pewnej załatwionej pracy i noclegu. Wielu wylądowało na ulicach i dworcach jako żebracy. Jeśli nawet przyjmiemy, że przez ówczesną Ziemię Świętą przejeżdżało wielu wędrownych kupców mówiących wieloma językami, którzy kontaktowali się z miejscowymi, nie mogło to jednak spowodować wystarczającej znajomości języków obcych potrzebnych Józefowi do porozumiewania. Józef jednak musiał jakoś umieć dogadać się z obcymi aby znaleźć pracę i pożywienie.
Oprócz tych wszystkich niedogodności związanych z podróżami i pobytem poza ojczyzną Józef poznawał innych ludzi, ich zwyczaje, doświadczał życzliwości a także zapewne i nieraz niechęci. Te zdobyte doświadczenia i wiedzę przekazywał swemu synowi Jezusowi, który tak jak on też doświadczał doli uchodźcy i emigranta. Jezus tak przygotowany do dorosłego życia przez swego ojca będzie życzliwie patrzył na przedstawicieli innych nacji, życzliwie będzie patrzył na biedaków, bezdomnych. Sam doświadczył w rodzinie Józefa tego wszystkiego i nieraz pewnie słyszał od Józefa, że ci wszyscy oni „rzekomo” oby są ludźmi tak jak on i nimi można się zaprzyjaźnić a nawet pokochać ich i oddać również za nich swe życie.

Józef wobec prawa.

Tak jak współcześni mu mieszkańcy Ziemi Świętej Józef podlegał ówczesnej władzy państwowej reprezentowanej przez Heroda jak i Cezara rządzącego z Rzymu. O ile władza króla Heroda podporządkowanego Rzymowi i przez Rzym utrzymywanego dla zapewnienia jako takiego poczucia niezależności Izraelitów mogła wydawać się w sensie politycznym w niektórych zakresach czysto iluzoryczna o tyle władztwo Rzymu wsparte zbrojnymi oddziałami, choć oddalone, mogło być odczuwane jako zdecydowanie bardziej dokuczliwe. Rzym nie wierzył do końca poddanym sobie lokalnym władcom i władze swą utwierdzał wysyłając dla jej wzmocnienia oddziały wojska oraz urzędników, którzy mieli go informować o tym co się dzieje oraz dopilnowywać regularnego zbierania i wysyłania podatków do stolicy. Żydzi mieli więc nie tylko poczucie, że podlegają Rzymowi ale także świadomość tego, że każdorazowy król, mieniący się ich królem był jakby kpiną z ich pragnienia i poczucia wolności i niezależności. Kierowali więc swoją niechęć tak przeciw Rzymowi jak i przeciw rzekomym ich królom, którzy ich interesów nie pilnowali. Często ci ich rzekomi królowie dla zaspokojenia własnych ambicji stawali się jeszcze większymi gnębicielami swego narodu niż urzędnicy reprezentujący interesy Rzymu.
Te dotkliwości znosił również Józef i pewnie wiele razy był świadkiem lub nawet uczestnikiem rozmów na ten temat. Jako mąż sprawiedliwy wierzący w dobroć i opiekę Boga nad swoim ludem zapewne odradzał lub sprzeciwiał się pomysłom zbrojnego powstania powstającym w niektórych gorących głowach. Wiedział, że sprzeciw, zbrojne powstanie jest skazane na niepowodzenie a przynieść może tylko wiele tragicznych dla narodu zdarzeń. Tego chciał uniknąć. Jestem o tym przekonany, że Józef zdawał sobie sprawę z sytuacji w jakiej znajdował się naród wybrany i sytuacja ta wydawała mu się na dłużej nie do przyjęcia. Jednak jego postawa wobec władzy państwowej wyraziła się w podporządkowaniu się rozporządzeniu Cezara w sprawie spisu ludności. Postanowił wbrew głosom wielu dać się zapisać. Płacił zapewne też regularnie należne podatki. Jego Syn powie później: „oddajcie co Boskie Bogu a co cesarskie cesarzowi”. Tę postawę Jezus musiał zaczerpnąć od Józefa swego ziemskiego ojca.

Józef a przepisy religijne.

Jako głowa rodziny, Józef musiał podporządkować się przepisom religijnym. Musiał jak wszyscy Żydzi zachowywać posty, składać ofiary, odbywać pielgrzymki do Jerozolimy, świętować święta. Wszystko to czynił nie unikając niczego co musiał jako ojciec rodziny, prawowity Żyd uczynić. Stąd poddał swego syna wszystkim wynikającym z przepisów religijnych praktykom i obrzędom. Wszystkie obrzędy i zwyczaje religijne były w jego rodzinie szanowane i stosowane. Sprawa jednak nadrzędną i najważniejszą, która charakteryzowała rodzinę Józefa była miłość, miłość do Boga i miłość wzajemna.
W tej perspektywie , w perspektywie miłości, stosowanie się do praktyk , przepisów religijnych nie było uciążliwe ale sprawiało wiele radości i pogłębiało więź rodzinną i więź z Bogiem. Później zauważył jego Syn, „że nie jest człowiek dla szabatu ale szabat dla człowieka”.

Józef ojciec, który pracą zapewniał byt rodzinie.

Józef przedstawiany jest jako cieśla. Sądzę, że nie jest to przypadek, że tak został określony zawód Józefa, to czym zajmował się na co dzień. Określona została jego dość pojemna profesja, dzięki której zdobywał środki na utrzymanie rodziny. Profesja tak określona zakładała podejmowanie pracy, zajęć we własnym, niejako rodzinnym, warsztacie w którym dzieci miały okazję zobaczyć jak pracuje ojciec. Dzieci mogły zostać włączone w podejmowanie jakichś pomniejszych zajęć i w ten sposób rozwijać szacunek do pracy. Józef podejmował się też prac zleconych w obejściach czy zagrodach innych ludzi. Tak więc jego praca związana była z konkretną działalnością na rzecz innych ludzi, których znał z imienia i nazwiska, którzy byli nie raz jego sąsiadami czy bliskimi znajomymi. Takie usługi, prace wykonywane na zapotrzebowanie konkretnych osób, musiały być pracą wykonywaną solidnie i uczciwie. Była to praca za którą Józef nie zawsze mógł zażądać rzeczywiście należnej zapłaty, bo przecież wiedział, że nie wszyscy jego zleceniodawcy byli wystarczająco zamożni aby brać od nich pełne wynagrodzenie. W pracy Józefa jego syn Jezus jak i my wszyscy musiał dostrzec, że była to nie tylko praca wykonywana dla zaspokojenia potrzeb materialnych własnej rodziny ale także praca, której owoce były bardzo użyteczne innym ludziom. Praca jest dla człowieka a nie człowiek dla pracy. Tę prawidłowość-zasadę Święty Józef realizował w swoim warsztacie. To wszystko widział u swego ojca Jezus. Jeśli Jezus mówił, że jeśli ktoś Jego zna to zna też i Ojca. Nie mogło być więc sprzeczności między tym co mówił syn a tym a tym co realizował ojciec. To świadczy o niezwykłej godności pracy człowieka, bo nie tylko pracował ojciec Jezusa ale też uczył pracy swego syna.
W pracy Józefa podejmowanej w różnych warunkach: emigracyjnych, w Betlejem, w Nazarecie w sposób symboliczny niejako przedstawiony jest wzór dla dzisiejszych ojców, głów rodzin aby troszczyli się o byt materialny swoich rodzin.

Józef doświadczający odrzucenia.

Józef doświadczył odrzucenia, gdy w Betlejem jako biedny podróżny starał się o miejsce dla siebie i swojej żony. Doświadczył doli tylu tysięcy odrzucanych i niechcianych w swoich środowiskach ludzi. Rozumie więc dobrze sytuację odrzucanych, których wielokrotnie też spotykał na swej drodze. Rozumiał biednych. Pasterze przyszli do szopy aby zobaczyć Jezusa. Przyszli biedni ale przecież nie z pustymi rekami. Widział i doświadczył tego czego doświadczają i współcześni odrzuceni, że wielu bogatych zamyka przed nimi drzwi swoich domów a na pomoc mogą liczyć tylko u takich samych jak oni biedaków. Przecież ubóstwa, głodu mogłoby na świecie nie być gdyby bogaci chcieli się podzielić odrobiną tego czego im zbywa. Stad jego syn tak wychowywany przez niego będzie śmiało mógł mówić o tym, jak trudno bogatym osiągnąć Królestwo Niebieskie.

Józef a prawda.

Józef był świadkiem różnego podejścia do prawdy, którą symbolizował jego syn Jezus. Postawa mędrców, ludzi uczonych, którzy przebyli daleką drogę aby oddać pokłon prawdzie, aby poznać prawdę. Przybyli z daleka narażając się na koszty i niebezpieczeństwa podróży. Przybyli i złożyli kosztowne dary. Poszukiwali prawdy, a gdy ją znaleźli oddali jej pokłon, uszanowanie. Józef zetknął się też i z inną postawą wobec prawdy reprezentowaną przez Heroda i jego zauszników. Herod poznał prawdę i chciał ją zabić, zniszczyć, zanegować.
Jednak największe rzesze ludzi, których Józef spotkał unikało poznania prawdy, zamykało przed nią swoje drzwi aby jej przez przypadek nie poznać. Takie postawy wobec prawdy dzisiaj są również obecne. Wydawałoby się, że człowiek, że wiedza, nauka poszły dalej, jednak w tych zasadniczych sprawach zatrzymał się w rozwoju i tkwi swymi korzeniami głęboko w przeszłości, mimo, że uważa się za coraz bardziej oświeconego, mądrego i nowoczesnego. Tak więc bardzo często jest tak, że Bóg dla swej prawdy znajduje posłuch u głupich i małych tego świata a wielcy i mądrzy pozostają na nią zamknięci.

(Konferencja wygłoszona podczas programu Akcji Katolickiej w Radio Rodzina 16 lutego 2010 roku)

Spotkanie opłatkowe. Podziękowaniadata dodania: 31-01-2010

Podziękowania !!!
W imieniu Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej chciałbym gorąco podziękować wszystkim przedstawicielom parafialnych oddziałów za przybycie na uroczyste spotkanie opłatkowe, które odbyło się w Raszkowie. Niektórzy przecież musieli pokonać dość daleką drogę a przecież pogoda nie jest zbyt przychylna dla kierowców. Szczególne słowa podziękowania chciałbym złożyć Księdzu Biskupowi Stanisławowi Napierale za przewodniczenie Eucharystii, za słowa skierowane do wszystkich uczestników spotkania opłatkowego. Słowa Pasterza diecezji są nam członkom Akcji Katolickiej w naszej działalności bardzo potrzebne. Kierujemy podziękowania dla ks. prał. Henryka Orszulaka naszego diecezjalnego asystenta za życzliwe towarzyszenie nam w czasie tego spotkania. Podziękowaniami objąć chcę także i naszego proboszcza ks. kan. Bolesława Nowaka autora „Hymnu parafian raszkowskich”, który wspólnie odśpiewaliśmy z okazji 15-lecia działalności Akcji Katolickiej w naszej parafii. Podziękowania także dla zespołu \\\"Trema\\\" pod kierunkiem Łukasza Naczke, który śpiewał kolędy podczas Mszy Świętej.

Chciałbym szczególnie podziękować władzom Gminy i Miasta Raszków a szczególnie p. Burmistrzowi Jackowi Bartczakowi i Wiceburmistrzowi Piotrowi Rokickiemu nie tylko za przybycie ale przede wszystkim za dotychczasową życzliwość i pomoc w zorganizowaniu naszego spotkania. Władze Gminy i Miasta Raszków życzliwie odnosiły się i nadal odnoszą się do wielu inicjatyw Akcji Katolickiej takich jak choćby działalność parafialnego zespołu charytatywnego czy organizowania Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego, którego finał w 2007 roku odbył się w Raszkowie z wielkim zaangażowaniem Burmistrza i instytucji gminnych. Słowa podziękowania chciałbym skierować dla Dyrekcji Gimnazjum w Raszkowie na ręce dyrektora Damiana Juszczaka a szczególnie pani wicedyrektor Marii Izydorek za udostępnienie sali na odbycie spotkania.

Chciałbym podziękować zespołowi Teatru Niepokojów Twórczych za przedstawienie specjalnej wersji spektaklu „W poszukiwaniu świętego Mikołaja. Na ratunek Świętom Bożego Narodzenia”. Podziękowaniami obejmuję młodych artystów: Anię Jagodzińską (Diabełek, Specjalista od marketingu), Mikołaja Wawrzyniaka (Diabełek, Król Melchior, Specjalista od marketingu, Bohater z komputera), Bartosza Dawida (Diabeł, Herod, Specjalista od marketingu, Bohater z komputera), Magdalenę Grzelczak (Wiedźma, Matka Boska, Anioł), Karolinę Szczepaniak (Enterek pogromca komputerów, Dziewczynka z zapalniczkami, Specjalista od marketingu), Piotra Naporowskiego (Bogacz, Specjalista od marketingu), Jakuba Szczepaniaka (Król Baltazar, Rabuś, Specjalista od marketingu), Dawida Szczepaniaka ( Król Kacper, Rabuś, Specjalista od marketingu), Mariana Rybickiego (Konferansjera, Świętego Mikołaja). Brawa widzów były podziękowaniem nie tylko za takie artystyczne ujęcie zagadnienia sposobów przeżywania świąt ale także z ukazanie prostymi zrozumiałymi środkami tego jakimi jesteśmy, jak zło wkrada się do naszych domów. Zło pokazane zostało jako cały zespół przemyślnych działań, na których lep tak jak w życiu daje się złapać wielu ludzi. Bardzo często przecież dajemy się w życiu manipulować reklamowymi zabiegami i nie potrafimy oprzeć się złu aby nie zostać wyśmiani jako staroświeccy, niemodni czy zacofani. To wszystko przedstawiał spektakl, który poprzedził zasadnicza część spotkania dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń.

Liczymy na to, że nasza wspólna praca i zaangażowanie nie tylko członków Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej spodobały się wszystkim uczestnikom spotkania opłatkowego a samo spotkanie zapadnie w waszej życzliwej pamięci, naszych Drogich Gości. Proszę nam wybaczyć ewentualne potknięcia organizacyjne czy niedogodności, które mogły Was, naszych gości u nas spotkać.
Marian Rybicki

Uwagi do konkursów recytatorskiego i literackiegodata dodania: 26-01-2010

Wielkimi krokami zbliżają się eliminacje rejonowe IX Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego. Czas najwyższy pomyśleć jakie wybrać teksty dla siebie lub jakie teksty powinni wybrać nasi podopieczni, którym chcemy pomóc. Warto skorzystać z uwag dotyczących tekstów zamieszczonych w regulaminie. Czyli unikać tekstów, które się do recytacji nie nadają. Doświadczenia dotychczasowych edycji konkursu dowiodły, że lepiej nie sięgać po teksty encyklik papieskich, homilii czy przemówień. Cóż z tego, że są tam odpowiadające na hasło konkursu treści jeśli ich prezentacja w formie recytowanej brzmiała najczęściej co najmniej dziwnie a czasem i nieprawdziwie jeśli recytującym był uczeń z podstawówki. Lepiej też nie sięgać po znane fragmenty Pisma Świętego lub znane ogólnie teksty. Tegoroczny konkurs nasuwałby być może wybór „Hymnu o miłości” Św. Pawła lub „Śpieszmy się kochać” ks. Twardowskiego. Żeby jednak przebić się tymi tekstami do publiczności trzeba wznieść się na wyżyny sztuki recytatorskiej i nie można popełnić żadnego błędu. Jeśli nawet komuś się to uda to i tak może niejeden słuchający powiedzieć, że słyszał już ciekawsze wykonanie lub że powinno to zabrzmieć tak jak prezentował to jakiś znany aktor. Może być i tak, że wybierając takie znane teksty będziemy się sugerować jakimś innym wykonaniem i zamiast autorskiej prezentacji słuchaczowi zostanie zaprezentowanie tylko naśladowanie kogoś innego, a nie daj Boże małpowanie kogoś innego. Po co więc ryzykować!? Lepiej zaskoczyć widza a tym samym i jurorów czymś nowym, czymś w czym sami recytujący mogą pokazać siebie, swoje przeżycia, przemyślenia.

Odbywający się po raz pierwszy konkurs literacki stanowi okazję nie tylko dla tych, którzy już wcześniej próbowali pokazywać swoje próbki literackie. Były takie próby również podczas poprzednich edycji Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego. Konkurs literacki adresowany jest jednak nie tylko dla recytatorów ale wszystkich którzy swoje przemyślenia, wrażenia, przeżycia, uczucia przelewają na papier w formie literackiej. Proszę o nadsyłanie swoich prób literackich tak wierszy jak i prozy. Jedynym ograniczeniem jest objętość. Najlepsze będą nie tylko nagradzane ale i publikowane. Może warto podjąć próbę zapisania swoich ulotnych wrażeń czy przemyśleń.

Nie było dla nich miejsca w gospodzie. Betlejem Świętego Józefadata dodania: 28-12-2009

Nie było dla nich miejsca w gospodzie.
Betlejem Świętego Józefa

„Nie było dla nich miejsca w gospodzie”, taki lakoniczny zapis znajdziemy na kartach Ewangelii. Tego doświadczyła rodzina Józefa w Betlejem, gdy na Maryję przyszedł czas rozwiązania. Czy ten zapis nie pozostaje aktualny dzisiaj? Czy dziś codziennie nie możemy zaobserwować takich sytuacji, że dla rodziny, dla życia, dla Jezusa nie ma miejsca w „gospodzie” tego świata.

Józef kierowany poczuciem obowiązku wobec ówczesnej władzy, wobec rozporządzenia Cezara udaje się do Betlejem wraz z brzemienną Maryją, aby się dać zapisać, bo pochodził z Betlejem z rodu Dawida. Udając się z Nazaretu do Betlejem mógł liczyć chyba na życzliwe przyjęcie w swoich rodzinnych stronach. Wielu mieszkańców Betlejem pamiętał przecież ze swego dzieciństwa, wielu pewnie i jego pamiętało. Znał ich chyba dobrze i oni go dobrze znali, mógł więc liczyć na odrobinę życzliwości i pomocy z ich strony. Ale przeliczył się, swoi go nie przyjęli i to wtedy, gdy potrzebował ich pomocy najbardziej, gdy na Maryję przyszedł czas rozwiązania. Była to dla niego „głowy rodziny” sytuacja bardzo trudna, przecież to co zapakował wraz Maryją na osiołka nie mogło wystarczyć na zbyt długo.

Oznaki zaawansowanej ciąży u Maryi były zapewne tak bardzo widoczne, że ci którzy mogli by ich gościć obawiali się problemów związanych z porodem i po prostu odsyłali dalej. Może nawet ów brak miejsca u siebie osładzali uśmiechem, poklepywaniem ramion i udawaną życzliwością, że u nich gwar, ścisk i tłok a gdzie indziej może będzie lepiej i wygodniej. Odmawiający udawaną życzliwością i z uśmieszkiem zatroskania oddalali problem od siebie. Być może byli i tacy, którzy nie udawali życzliwości, tylko po prostu mówili „nie”, że nie życzą sobie problemów z jakimś małym „bachorem”, że przeszkadzałby im płacz małego dziecka, że nie mogliby wypoczywać. Może byli też i tacy, którzy zażądali zbyt wygórowanej ceny za nocleg, której Józef nie był w stanie wysupłać z ubogiej rodzinnej sakiewki. Jedno jest pewne tego ubogiego małżeństwa z Nazaretu oczekującego dziecka nikt na ówczesne salony, do gospody nie zapraszał.

To małżeństwo spodziewające się dziecka przeszkadzało ówczesnym salonom. Były ważniejsze sprawy, spis ludności zarządzony przez Cezara, wielka polityka. Dziś także wielkiej polityce przeszkadza rodzina, tak jak kiedyś, nic się właściwie nie zmieniło. Sytuacja w jakiej znalazł się Józef musiała być dla niego wielkim zmartwieniem i wyzwaniem. To doświadczenie unaoczniło Józefowi, który chciał być jak najlepszym ojcem, jak trudne czeka go zadanie. Musiało go to też zapewne i trochę dziwić, mógł się przecież spodziewać pewnych ułatwień związanych z przyjściem na świat swego wyjątkowego Syna. Dziwili się i zdumiewali Józefa i Maryi, że ten, który ma wybawić wszystkich od grzechów, nie może znaleźć godnego miejsca dla siebie na ziemi. Doświadczali oboje szczegółów tej objawionej im wcześniej tajemnicy. Nie protestowali, nie buntowali się, chociaż zapewne było im bardzo ciężko. Nie rozumieli dlaczego tak się właśnie dzieje. Pewnie domyślali się, że jest w tym jakiś plan Boży, którego jeszcze nie został im objawiony.

Bóg wyznaczył Józefowi i Maryi szczególne role bycia rodzicami dla Jego Syna. Młodzi małżonkowie te role mimo trudności chcieli wypełnić jak najlepiej. Wyobraźmy sobie jak to mogło wyglądać. Józef kochający Maryję, podejmował szereg wysiłków aby znaleźć miejsce na odpoczynek dla Maryi a i pewnie dla siebie. Mimo wysiłków odchodził jednak od znajomych, od rodziny, z kolejnej gospody z niczym. Maryja kochającym wzrokiem patrzyła na swego małżonka, widziała jego starania, nie robiła mu wyrzutów. Przyjmowała te doświadczenia jako kolejny fragment tego co zapowiedział jej Anioł. Także Józef musiał przyjmować te doświadczenia podobnie ale jako głowa rodziny nie mógł ustawać w staraniach żeby znaleźć godne miejsce na odpoczynek i na rozwiązanie.

W końcu znaleźli jakąś porzuconą grotę, przeznaczoną dla zwierząt. Być może polecił im ją któryś ze służących w gospodzie, może jakiś inny biedak, który również sam na własnej skórze doświadczył odrzucenia przez ówczesne społeczeństwo. Może nawet ich tam zaprowadził i pomógł im się tam urządzić, ciesząc się, że mógł chociaż w taki sposób pomóc. Może i sam miał w pamięci takie wydarzenie, że jemu biedakowi też ktoś kiedyś podał rękę, wskazał drogę, podał kubek wody nakarmił lub przyodział. W tej opuszczonej grocie, w pomieszczeniu dla zwierząt, gdzieś z dala od osad ludzkich, od gwaru miejskiego Święta Rodzina znalazła trochę spokoju, ciszy i intymności. Zapewne w oczach Maryi i Józefa pojawiły się łzy szczęścia, że wreszcie nie muszą się dalej tułać i prosić o przyjęcie. Ich miłosne spojrzenia spowodowały, że w tej zimnej grocie zrobiło się cieplej i przytulniej niż w jakimś pałacu. Dla każdego znużonego wysiłkami podróży wędrowca „byle jaka kłoda staje się wygodnym fotelem a snop siana wygodną kanapą”.

Wtedy nastał dla Maryi czas rozwiązania, urodziła Syna. Jezus przyszedł na świat z dala od ówczesnych salonów, z dala od gwaru miejskiego, z dala od wielkiej polityki. Przyszedł na świat odczuwając ciepło rodzinnej miłości, przyszedł na świat oczekiwany przez swoich najbliższych, rodziców; Józefa i Maryję. Odrzucony przez ludzi, przyszedł do ludzi. Nie chcieli go przyjąć a On i tak przyszedł. Nie były mu straszne warunki, w których pojawił się na świecie. Przy nowonarodzonym Jezusie byli przecież Maryja i Józef, oczekujący Go z niepokojem i radością. Była przy nim wielka miłość Józefa i Maryi i to wystarczyło. Może właśnie tego przede wszystkim oczekuje każde pojawiające się dziecko; żeby być kochane.

Dziecko oczekuje miłości od najbliższych, od rodziców, ma do tego prawo nawet wtedy gdy cały świat się od niego odwraca, gdy zamyka przed nim swoje gospody. Każde nowe życie, dar od Boga, ma prawo do miłości rodzicielskiej i jej oczekuje, oczekuje też życzliwego przyjęcia przez otoczenie. Dzisiaj widzimy, że dzieje się tak samo jak 2000 lat temu, bardzo często dla życia zamyka się progi współczesnych domów. Chrystus, gdyby miał się dopiero dzisiaj urodzić, pewnie też znalazłby jakąś ruderę, jakieś slumsy za miastem i tam by znalazł spokój i miłość Józefa i Maryi. Można sobie wyobrazić jak potężnymi patronami rodzącego się życia są Józef i Maryja, którzy sami przeżyli odrzucenie współczesnych i musieli znaleźć dla narodzin ich syna Jezusa – Boga jakąś nędzną szopę dla zwierząt.

Znalezienie miejsca dla narodzin Jezusa nie wyczerpywało listy kłopotów młodego małżeństwa z dzieckiem. Kłopoty te spadły głównie na Józefa. Byli poza domem w nieżyczliwym jak się okazało otoczeniu, a to co zabrali na osiołka okazało się niewystarczającą wyprawką dla małego dziecka. Ówcześni możni tego świata nie zafundowali im na odczepne „becikowego”, rodzinie brakowało i jedzenia i pieniędzy. W „obcym” Betlejem Józef chociaż zdolny cieśla zatroskany o żonę i dziecko wiele zarobić nie mógł. Swemu Synowi, który miał zbawić świat on jego ojciec dał tylko pochodzenie królewskie, pochodził z rodu króla Dawida.

Gdy już się zapowiadało, że pozostaną w tej nędznej szopie, odrzuceni przez świat zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Najpierw jeszcze w noc narodzenia zaczęli przybywać do nich, aby pokłonić się małemu Jezusowi, tacy jak oni sami biedacy, pasterze pasący trzody w pobliżu. Przybyli bo ich Anioł zbudził i powiedział, że narodził im się Król, że narodził im się Zbawiciel. Poszli za głosem Anioła, tak jak ich Anioł zastał i zabrali każdy co kto miał aby do Króla nie iść z pustymi rękami. Pokłonili się dzieciątku, które miało być ich Zbawicielem.

Nie zdziwiło ich to, że szopa tak uboga, że Król przychodzi na świat w miejscu dla zwierząt, całkiem odrzucony, gdzieś na jakimś odludziu. Przynieśli dary, zapewne to co mieli: trochę sera, mleko, jakieś skóry owcze, wszystko to co Świętej Rodzinie w tym czasie było niezbędne. Nie zadawali żadnych zbędnych pytań, czy to aby na pewno jest ich przyszły Zbawiciel, to maleństwo leżące w tej szopie. Anioł ich zbudził i im oznajmił, więc mu uwierzyli i poszli. Potem pełni radości odeszli do swoich zajęć. Te sceny mieli pewnie w swej pamięci do końca życia. Ich Zbawiciel w nędznej szopie jako jeszcze niemowlę. Uwierzyli Aniołowi i pewnie po tych odwiedzinach stali się innymi ludźmi. Jezus będzie później nauczał „cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Jezus w swoim ziemskim życiu doświadczył zupełnej bezbronności, skazania na nędzę i dobra wolę innych ludzi, dobrze więc wiedział jak czuje się człowiek żyjący na marginesie społeczeństwa, jak czuje się człowiek odrzucony. Skazany na nędzę doświadczył pomocy nie od „bogatych” ale od ubogich takich jak pasący trzody w pobliżu Betlejem pasterzy. Może o nich powie również później: „Błogosławieni ubodzy w duchu…”.

Wielkie musiało być zdumienie Józefa i Maryi w Betlejem, gdy pewnego dnia odwiedzają dzieciątko trzej mędrcy poszukujący od lat prawdy. Ci ówcześni uczeni, przedstawiani także jako trzej królowie Kacper, Melchior i Baltazar poszukiwali od lat prawdy. W poszukiwaniu prawdy podążali do Betlejem za gwiazdą, która zapowiadała według nich narodziny nowego króla. Chrystus wiele lat później stojąc przed Piłatem powiedział, „że po to przyszedł na świat aby dać świadectwo prawdzie”. Mędrcy docierając do Prawdy, do Jezusa nie zdziwili się, że zobaczyli biedną szopę, że widzieli małe dziecko leżące w żłobie a nie w wyściełanym atłasami łóżeczku. Bóg pozwolił im poznać Zbawiciela – Prawdę, gdy Ta tylko się narodziła. Przywieźli przyszłemu Królowi bogate dary: złoto, mirrę i kadzidło. Dary wielkiej wartości, którymi obdarowywało się wtedy i dzisiaj obdarowuje się tylko znaczące osobistości. Zapewne rozmawiali z Józefem i Maryją o swoich długich poszukiwaniach, o gwieździe, która ich prowadziła, o wizycie u Heroda, o ich przypuszczeniach kim będzie nowonarodzone dziecko.

Kolejne zdumienie zanim osiadł kurz za karawaną, którą odjechali z Betlejem tak niezwykli goście w nocy Anioł wezwał Józefa aby zabrał Maryję i Dziecko i uchodził do Egiptu, bo Herod będzie nastawał na Życie Dziecka. Wtedy okazało się jak bardzo przyniesione przez mędrców dary przydały się na pełną niebezpieczeństw drogę, która ich czekała. Musieli uciekać, odejść bez pożegnania. Z kim mieli się żegnać w tym „nieżyczliwym” rodzinnym mieście Józefa, chyba tylko z biedakami, którzy wskazali im grotę, jako miejsce narodzin Jezusa i z pasterzami, którzy ich odwiedzili w noc narodzenia.

Święty Józef musiał czuć, że nie wróci tak szybko do Betlejem, że o tym kiedy wróci zadecyduje Ktoś inny. Betlejem było dla niego niezwykłym doświadczeniem, że przyjmując ojcostwo Jezusa będzie musiał podporządkować całe swe życie by na swoich barkach nieść ludziom tego, który dla niego był Synem a dla ludzi Tym, który uwolni ich od grzechów. Józef po doświadczeniach w Betlejem wiedział już, że jego życie i życie Maryi przez obecność w ich rodzinie Jezusa będzie zupełnie wyjątkowym. Wyjątkowość ta miała oznaczać dla niego ojca całkowite poddanie się bez szemrania i zdziwienia woli Bożej a dla Maryi to, że „ją przeniknie miecz boleści”.

Józef odchodził ze swego rodzinnego Betlejem, gdzie go nie przyjęli, skąd nawet musiał uciekać. To samo spotka później jego Syna Jezusa w Nazarecie. Nie posłuchano tam słów Jezusa i musiał z Nazaretu odejść. Widać wyraźnie, że Betlejem zaznaczyło się nie tylko w życiu Józefa i Maryi ale miało również wpływ na ich Syna Jezusa. To co zdarzyło się Betlejem, czego doświadczył i świadkiem był Święty Józef i Maryja, czego doświadczył razem z nimi Jezus znajduje swe odbicie w późniejszym życiu, czynach i słowach naszego Zbawiciela.

(Powyższy materiał stanowił podstawę do rozważań prowadzonych przeze mnie na antenie Radia Rodzina w czasie audycji realizowanych przez Akcję Katolicką)
Marian Rybicki


W święto Chrystusa Króla do Świętego Józefadata dodania: 06-11-2009

Pielgrzymka Akcji Katolickiej
W święto Chrystusa Króla do Świętego Józefa

Przybędziemy jak co roku w Święto Chrystusa Króla przed oblicze św. Józefa Kaliskiego. Przybędziemy z naszymi problemami, naszymi osobistymi troskami. Staniemy przed nim jak przed swoim ojcem, który swoją postawą i słowem potrafi zawsze wskazać którędy iść, co wybrać a co odrzucić, co dobre a co złe. Staniemy przed nim z pokorą widząc w nim widomy znak doskonałego spełnienia się przymierza Boga z ludźmi. Bóg wszedł w rodzinę ludzką, rodzinę Józefa z Nazaretu a przez nią i w nasze rodziny.

Gdyby Józef z Nazaretu przed ponad dwoma tysiącami lat zachował się inaczej i nie przyjął Maryi pod swój dach a później nie stał się dla Jezusa ojcem historia zbawienia nigdy by się pewnie nie zaczęła a my pozostalibyśmy niewolnikami zła. Józef obronił Jezusa przed zakusami Heroda, razem z Maryją pielęgnował Go. Strzegł naszego Zbawiciela, nosił na swoich barkach, był jak każdy ojciec dla swego syna przykładem do naśladowania, przykładem jak kochać Boga i ludzi. To naprawdę niesamowite Józef – człowiek wprowadzał, jako ojciec swego syna Jezusa – Boga – człowieka, w świat ludzi ze wszystkimi konsekwencjami jakie były związane z pełnionymi prawami i obowiązkami ojcowskimi. Jezus był mu poddany. Jezus – Bóg – Zbawiciel nasz Król całkowicie był zależny przed długi czas swego ziemskiego życia od woli człowieka – Józefa. Król całkowicie poddany i uzależniony od woli swoich poddanych!

Czy jest, czy był kiedyś na świecie taki król, władca? Ten Król – Jezus całkowicie poddał się woli człowieka – Józefa, tak Józef całkowicie poddał się woli Boga i czynił zawsze to… „co mu Bóg polecił”. To jest prawdziwa zależność, to są prawdziwe relacje jakie zawsze powinny być między Bogiem a człowiekiem. Człowiek całkowicie poddany woli Boga, bo Bóg całkowicie oddaje się człowiekowi. W relacjach Józef – Jezus i Józef – Bóg to objawiło się najpełniej.

Przybędziemy do św. Józefa jako potomka króla Dawida, w którego rodzie pojawił się Jezus zrodzony z Maryi dziewicy: Mesjasz, Zbawiciel Świata, Król. Patrzeć będziemy z nadzieją w święte oblicze królewskie Józefa aby tak jak przed wiekami tak i dzisiaj przyniósł nam Jezusa – Króla. Jakim Królem jest Jezus, że możemy mu się bezwzględnie podporządkować, że możemy iść za nim o nic zbytnio się nie troszcząc? Jezus jest Królem, który nas wykupił z niewoli grzechu swą własną śmiercią na krzyżu. Wykupił również nas współczesnych i tych którzy po nas nastąpią zanim zdążyliśmy jakikolwiek grzech popełnić. Czeka na nas, jak ojciec na synów marnotrawnych, zawsze choć czasem szanse na nasz powrót są już marne.

Będziemy ze św. Józefem trwać na modlitwie prosząc go by nas nauczył jak spełniać z oddaniem i miłością te wszystkie proste obowiązki, które wynikają z tego, że żyjemy w konkretnych rodzinach w konkretnych parafiach, że żyjemy w tu i teraz w określonych społecznościach. Chcemy by ten Ojciec Jezusa nauczył nas jak żyć zgodnie z boskimi przykazaniami. Wiemy, że wiele z tego o czym mówił Jezus nauczając widział wcześniej w rodzinie Józefa i Maryi. Widział wielką miłość małżeńską Józefa i Maryi, widział spełnianie przepisów religijnych, widział szacunek do życia, widział uczciwą i rzetelną pracę Józefa w warsztacie, Maryi w domu i ogrodzie, widział poświęcenie i życzliwość dla innych, widział prawdomówność. W rodzinie Józefa z Nazaretu Jezus widział i doświadczył miłości takiej o której zaświadczył dając Apostołom, rzeszom wiernych go słuchających nowe przykazanie „abyśmy się wzajemnie miłowali”. Przez tą miłość wzajemną najlepiej i najpełniej wejdziemy w rodzinę ziemską Józefa i Maryi i podążać będziemy do Boga prowadzeni przez Jezusa naszego Króla.

Na początku - refleksje na 300 numer \"Opiekuna\"data dodania: 06-11-2009


Minęło już sporo czasu od dnia, kiedy na rynku prasowym pojawił się „Opiekun” Dwutygodnik Diecezji Kaliskiej. Byłem jego pierwszy redaktorem naczelnym a dziś jestem wiernym jego czytelnikiem. Po jedenastu latach jest to pismo inaczej wyglądające i muszę przyznać, że trudno dziś byłoby sobie wyobrazić naszą diecezję bez mediów „Opiekuna” i Radia Rodzina. Dla mnie swoistym poligonem doświadczalnym były najpierw specjalne dodatki do „Słowa” Dziennik Katolicki związane koronację figury MB Wspomożycielki Wiernych w Twardogórze i redagowane przeze mnie „Słowo Kaliskie” i „Słowo Wielkopolskie” kolumny poświęcone diecezji kaliskiej. Można doczepić się jako dodatek do już istniejącego tytułu: na przykład „Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego”, „Ładu Bożego” czy nawet „Słowa”. O tym, że decyzja ks. Biskupa, który przesądził żeby wydawać samodzielne pismo była słuszna świadczy chociażby fakt, że niektórych tych tytułów już na rynku prasowym nie ma.
Bez jakichś większych oporów z radością przyjąłem to ważne zadanie, przygotowanie organizacyjne i programowe pisma, jakie mi ks. Biskup powierzył. Nie wiem do dziś na czym opierało się moje przekonanie, że moja misja się powiedzie. Nie miałem przecież żadnego przygotowania dziennikarskiego a z większością problemów związanych z wydawaniem, składaniem pisma zapoznawałem się na bieżąco. Pamiętam dokładnie, że był to czas po pamiętnej wizycie Ojca Świętego w Kaliszu, w czasie której Jan Paweł II ukazał całemu światu św. Józefa nie tylko męża Maryi, nie tylko jako opiekuna św. Rodziny ale także potężnego patrona nienarodzonych.
Pismo ukazało się w pierwszą rocznicę tej pamiętnej wizyty. Wiele procedur wtedy ustalonych funkcjonuje do dzisiaj. „Opiekun” jednak się zmienia, przyzwyczailiśmy się już do innej szaty graficznej, nowej objętości do tego, że jest w nim wiele nowych tematów. Nie powinno to dziwić, pismo się rozwija, jest dojrzalsze i dociera do coraz bardziej wymagających stałych czytelników. Już dzisiaj w naszej diecezji nie dostrzega się tego, że powstała aż z części sześciu różnych diecezji. To między innymi zasługa „Opiekuna”.
Dziś tak jak od samego początku pismo jest obecne w najważniejszych wydarzeniach odbywających się w diecezji, przybliża czytelnikom to co się dzieje w Kościele w Polsce i w świecie. No i cena pozostaje prawie taka sama jak na starcie. Świadczy to o tym, że „Opiekun” od samego początku nie był nastawiony na zysk, że dla zysku i dla poklasku nie szukał tanich sensacji, nie angażował się w bieżące przemijające spory polityczne, że najważniejszą sprawą dla pisma było pomóc Kościołowi prowadzić ludzi do Boga. Temu, z czego się cieszę, jest wierny do dziś. Dlatego nie jest wymieniany w przeglądach prasy krajowej a mam nadzieję czytany w zaciszu naszych domów.
Jestem coraz bardziej przekonany, że „Opiekun” swoje powstanie zawdzięcza przede wszystkim św. Józefowi, który chciał mieć w Kaliszu, w kaliskiej diecezji swoje pismo. Kiedy już wydanie pierwszego numeru zbliżało się do finału zaczęły się mnożyć jakieś dziwne przeciwności, jakby szatan nie chciał dopuścić do ukazania się pisma: dziwna awaria komputera składającego numer, później problemy techniczne z otworzeniem prawidłowo zapisanej płyty i problemy z ostatecznym przygotowaniem matryc do druku. Największe problemy były, gdy już maszyna drukarska zaczęła druk, zamiast 15 – 20 minut druk trwał ponad cztery godziny bo papier rwał się co chwilę, jakby go ktoś celowo przerywał, jakby „ktoś” celowo nie chciał dopuścić do ukazania się pisma. Nigdy później taka sytuacja się nie zdarzyła. Udało mi się nie zasnąć nad kierownicą i cały nakład dostarczyć do umówionych miejsc. Wszystko opóźniło się o dzień ale zdążyliśmy na czas. Opiece św. Józefa zawdzięczam, że zasnąłem dopiero w wannie podczas kąpieli a nie wcześniej.
Coraz bardziej dostrzegamy w cieniu cudownego Obrazu św. Józefa Kaliskiego, że jego „opieka” nad Kościołem, nad każdym z nas jest coraz bardziej potrzebna w trudnych czasach w jakich przyszło nam funkcjonować. Na św. Józefa kierowały się oczy całego świata w czasie X Międzynarodowego Kongresu Józefologicznego, na boskiego Opiekuna kierował oczy i serca czytelników „Opiekun” Dwutygodnik Diecezji Kaliskiej od samego początku poświęcając Mu kilka szpalt w każdym numerze.





Obraz Boga w Świętym Józefie. Moje spojrzenie na Świętego Józefa.data dodania: 30-09-2009

Obraz Boga w Świętym Józefie
Moje spojrzenie na Świętego.

Czytając niektóre artykuły na temat Świętego Józefa nabrałem przekonania, że moje wyobrażenie o tym Świętym różni się nieco od tego co prezentują w swych artykułach inni wybitni znawcy Świętego. Moje wyobrażenie nie jest na szczęście zupełnie sprzeczne z nimi. To spowodowało, że bez obawy postanowiłem swoje wyobrażenia, spostrzeżenia i przemyślenia zapisać i nimi się podzielić. Muszę zaznaczyć, że przemyślenia te nie są kompletne, że można w nich dostrzec pewne słabe punkty związane z tym, że nie czuję się w pełni znawcą Osoby Świętego Józefa. Jednak doświadczyłem w swoim życiu działania Tego wielkiego Świętego stąd moja odwaga w dorzucaniu swoich uwag o nim.
Spostrzeżenie pierwsze:
Święty Józef został wybrany do swej życiowej roli przez Boga dlatego, że w pełni gwarantował wykonanie zadania które nań Bóg nałożył. Miał zostać opiekunem Jego Syna. Warto się zastanowić co spowodowało, że do tej roli wybrany został skromny, ubogi cieśla? Opiekunem Króla Wszechświata powinien być przecież ktoś wywodzący się ze znacznego rodu. Józef był potomkiem króla Dawida, który zapowiadał przyjście Mesjasza. Ten warunek został spełniony przez Józefa. Mimo, że był człowiekiem ubogim, jednak pochodził z królewskiego rodu Dawida. Pochodził też z Betlejem, w którym miał przyjść na świat Mesjasz. Dom ubogiego cieśli Józefa nie był jednak dworem królewskim. Po ludzku przyszły Król powinien mieć zapewnione najlepsze warunki dla swego rozwoju, dojrzewania, powinien być otoczony przepychem, powinien mieć zapewnione wszystko w najlepszym gatunku i rodzaju. Takich warunków w domu Józefa na pewno spodziewać się nie mógł.

Co więc mogło być powodem, że dla wzrastania swego Syna Bóg wybrał Józefa i jego rodzinę? Bogactw materialnych i luksusów ziemskich Jezus w tej rodzinie, wśród Józefa i Maryi na pewno nie zaznał. Widać dla Boga luksusy i bogactwa nie mają żadnego znaczenia, żadnej wartości. Bogactwo i wartości, które Jezus poznawał i doświadczył w tej rodzinie musiały być innego rodzaju, musiały być tym co jest dla Boga a tym samym dla człowieka, dla Jezusa najistotniejsze. Czy były to: wzajemna miłość, oddanie i poświęcenie się dla innych? Tylko takim bogactwem dysponowali Józef i jego małżonka Maryja. Tylko takiego bogactwa mógł mieć pod dostatkiem dorastający wśród nich mały Jezus. Oznacza to, że tylko takiego bogactwa potrzebował do swego wzrastania i dojrzewania. Tylko takiego bogactwa pragnął dla siebie. Takiego bogactwa pragnie dla nas Bóg.

Bóg znając pragnienia Józefa o pełnej wzajemnej miłości i oddania rodzinie powierzył mu Maryję i swego Syna. Takie pragnienie Józefa musiało być wystarczającym powodem Bożej decyzji. Takie pragnienie Józefa musiało wyrastać z jego całkowitego zawierzenia Bogu, musiało wyrastać z całkowitego podporządkowania się woli Boga i wypełnianiu Jego przykazań. Józef musiał we wszystkim co robił dostrzegać głęboki związek z planami, które w stosunku do niego miał Bóg. Józef musiał te plany zaakceptować jako swoje pragnienia i jako swoją drogę życiową. Wiemy, że Józef te plany zaakceptował i przyjął jako swoje pragnienia nawet wtedy, gdy ich do końca nie mógł ogarnąć swoim umysłem i do końca nie mógł zrozumieć.

Plany Boże w stosunku do Józefa były powodem jego modlitwy, rozmyślań i rozważań. Józef chciał wolę Boga jak najlepiej rozpoznać i jak najlepiej wypełnić. Pewnie dlatego karty Pisma Świętego nie zawierają zapisów słów Józefa ale zapisy świadczące o tym, że myślał i rozważał plany Boga w stosunku do siebie. Polecenie aby się „nie bał” przyjąć Maryi pod swój dach nie było rozkazem lecz raczej wyjaśnieniem Bożego planu. To „wyjaśnienie” poprzedzone było zapewne szczerą modlitwą i głębokimi rozważaniami. Józef wtedy nie zadawał żadnych zbędnych pytań, nie miał już żadnych wątpliwości, tylko ten plan realizował. Przecież mógł zgłaszać po ludzku jakieś wątpliwości i zastrzeżenia, mógł stawiać po ludzku jakieś wymagania. Nie czynił tego, tylko w pełni zawierzając Bogu czynił co do niego należało a co było wolą Boga. Tej woli Bożej był całkowicie pewny.

Spostrzeżenie drugie:
Można powiedzieć, że w Józefie, że przez Józefa w pełni realizowała się wola Boga. Józef był tej woli nie tylko wykonawcą ale musiał realizować ją jak swoją. Aby Józef mógł skutecznie nadać imię Jezusowi, wykonywać w stosunku do Niego obowiązki ojcowskie, te rodzicielskie i te związane z przepisami prawa, musiał Go uznać za swojego syna. Musiał Go traktować jak syna, musiał podejmować razem z Maryją cały szereg działań związanych z pielęgnacją, wychowaniem, wprowadzaniem w życie społeczne i rodzinne. Nie mógł się z tego wycofać choć przecież wiedział, że jego syn tak naprawdę jego synem nie jest, że on tylko wykonuje obowiązki i prawa ojca. Nie znajdujemy żadnych zapisów by w tym wykonywaniu obowiązków i praw u Józefa pojawiły się jakieś wątpliwości. Musiał być więc Święty Józef pewnym, że jest wykonawcą woli Boga i w tej pewności wola Boga stawała się tożsama z jego wolą.

Bóg całkowicie zdał się na Józefa a Józef całkowicie zawierzył Bogu. Bóg poddał swojego Syna całkowicie woli Józefa a Józef wiernie wypełnił to czego Bóg od niego oczekiwał. W tym całkowitym zawierzeniu woli Boga Józef wpisuje się od samego początku w Boży plan zbawienia, który zaczął się realizować od wypowiedzianego przez Maryję „fiat”, ale który też zaczął się realizować w rodzinie Józefa nim jeszcze Jezus Chrystus się narodził w Betlejem. Ten plan miał również swój początek w działaniu Józefa, w przyjęciu Maryi pod dach Józefa pochodzącego z rodu króla Dawida. Józef w planie zbawienia w pełni uczestniczył podejmując czyny i zobowiązania wynikające z zawierzenia Bogu i wynikające z czysto ludzkich zobowiązań jako mąż, ojciec, wychowawca i opiekun.

Spostrzeżenie trzecie:
Józef niczego w zamian nie zażądał, choć po ludzku mógłby się przecież targować. Mógłby chcieć lepszych warunków życia dla swej rodziny: dla Maryi i Jezusa. Nie, tak ważne zadanie jakie mu Bóg zlecił, wykonywał w całkowitej skromności i ufności, że był w tym jakiś sens, jakieś znaczenie, jakaś tajemnica i on ten sens, znaczenie, tajemnicę powinien uszanować. I uszanował.

Spostrzeżenie czwarte:
Józef zetknął się w swym dojrzałym życiu z tajemnicami, których znaczenia nie mógł do końca za życia pojąć i zrozumieć. Z tymi tajemnicami obcował ciągle od samego początku swego małżeństwa z Maryją aż do swej śmierci. Milczał ale było to milczenie pełne ufności i zawierzenia, pełne szacunku i wiary, pełne pokory, pracowitości i starań aby wywiązać się z powierzonych zadań jak najlepiej.

Tajemnicą dla Józefa było poczęcie Jezusa w sposób, który wcześniej się nie przydarzył nigdy. Tajemnicą było samo narodzenie w szopie dla zwierząt, w najbardziej ubogim miejscu dla człowieka, dla „potomka króla Dawida”, dla Zbawiciela świata. Tajemnicą i sporym zaskoczeniem było i to, że doświadczył odrzucenia w Betlejem, w miejscowości z której pochodził. Dlaczego jego bliscy, rodzina i znajomi odwrócili się od niego i przyszłego Zbawiciela. To musiało być dla Józefa upokarzające i niezrozumiałe i musiała tkwić w tym jakaś tajemnica.

Z samym narodzeniem wiążą się odwiedziny pasterzy, którzy powiadomieni przez Aniołów niezwłocznie przybyli do małego Jezusa by oddać mu pokłon i pokłon trzech mędrców, i ich bogate dary, i zapewne słowa, które wypowiedzieli wobec Józefa o Jezusie.

Wkrótce po samym narodzeniu słowa Symeona i prorokini Anny dodatkowo potęgowały odczucie niezwykłości tajemnicy Jezusa z jaką się zetknął Józef wraz z Maryją. Czy Józef mógł o tych tajemnicach z kimś rozmawiać? Nie! Musiał milczeć bo świat i tak by go nie zrozumiał. Wkrótce się okazało się, że świat zechciał poprzez Heroda i jego popleczników tę Tajemnicę-Jezusa zgładzić.

Zapewne również w poczuciu niezwykłości tej Tajemnicy, której stał się opiekunem, bez szemrania, w pośpiechu udaje się z Maryja i małym Jezusem do Egiptu. Podróż ta pełna niebezpieczeństw i trudów przez nieznane tereny, pustynię, bez należytego przygotowania była po ludzku bezsensowna i lekkomyślna. Jednak Bóg tak chciał i Józef wyruszył w pełni zawierzając Bogu.

Józef, który doświadczył tych wszystkich tajemniczych zdarzeń musiał również rozważać je w swoim sercu, tak jak Maryja. Dla Józefa znającego święte księgi Izraelitów musiało być dodatkowym przeżyciem to, co zapewne zauważył albo mógł zauważyć, że wszystko to co się działo, działo się „aby się wypełniło pismo”. Znając zapisy w świętych księgach izraelskich i uczestnicząc w pojawianiu się tych zapowiadanych tajemnic, musiał niejednokrotnie przyklękać z pokorą nad ich wielkością i tajemnicą.

Trzeba powiedzieć, że Józef od momentu spotkania z Maryją aż do swej śmierci ziemskiej stał się świadkiem i uczestnikiem niezwykłej Boskiej tajemnicy. Od samego początku pojawienia się tej Tajemnicy na ziemi, był jej ziemskim opiekunem i obrońcą. Stąd można by nazywać Józefa człowiekiem wielkiej tajemnicy.

Spostrzeżenie piąte:
Józef tak jak każdy z nas, jak każdy człowiek został stworzony „na obraz i podobieństwo Boga”. W Józefie ten obraz pozostał nienaruszony, nieskażony żadnymi ziemskimi pokusami. W ten sposób Józef mógł w pełni być wykonawcą woli swego Stwórcy. Można by nawet powiedzieć, że całkowicie podporządkował swoją wolę woli Boga a przez to wola Józefa stawała się tożsama z wolą Boga.

Obraz Boga w człowieku to jakby pewien potencjalny zapis naszych możliwości, naszego ludzkiego ideału ku któremu powinniśmy zmierzać, który powinniśmy starać się osiągać, którego Bóg od nas oczekuje. W każdym z nas taki obraz jest zapisany od samego początku, chociaż może nie potrafimy go należycie odczytać i rozpoznawać. Jest zapisane pragnienie dobra, jest zapisane pragnienie bezgranicznej miłości, pragnienie poświęcenia dla innych, jest zapisane pragnienie miłości Boga i osiągnięcia wiecznego szczęścia poprzez spotkanie z Bogiem.

Te nasze pragnienia, ten obraz Boga w nas samych, niestety w trakcie naszego dojrzewania, wychowania bardzo często zostaje zamazywany przez pragnienia podsuwane nam przez działanie zła. Skutkiem tego zamazanego obrazu jest to, że prawie urywa się, prawie niemożliwy jest nasz kontakt z Bogiem. W Józefie obraz Boga, jego czyste, niczym nie skażone pragnienia, pozostały nienaruszone, stąd żadne zło nie miało doń dostępu. Gdyby obraz Boga we mnie, w każdym z nas nie został zamazany, gdybym, gdybyśmy nie otwierali drzwi złu, zło nie miało by do mnie, do nas żadnego dostępu. Człowiek często ulega złu, pozostawia wydawałoby się malutkie, niewinne tylko furtki przez które zło może wniknąć i próbować zamazać całkowicie „obraz Boga” w człowieku a przez to zniszczyć człowieka.

Całkowite zamazanie, zniszczenie obrazu Boga w człowieku jest tym czego chce od nas szatan i sprzymierzone z nim siły zła. Jeśli zniszczymy w sobie nasze najpierwsze z pragnień, pragnienie Boga, pragnienie miłości, pragnienie życia wiecznego, wtedy nasze człowieczeństwo podobne się stanie do człowieczeństwa „złego łotra” współtowarzysza męki Jezusa. Mógł się ocalić a drwił z Jezusa, zaprzepaszczając swoją ostatnią szansę na spełnienie swoich najpierwszych pragnień. Dopóki więc jest we mnie, w nas, choćby zamglony obraz Boga, tak długo moje, nasze „dojście” do Boga jest otwarte i jest możliwe. A jeśli bym całkowicie usunął obraz Boga ze swego serca, to stałbym się sługą zła, skazującym się na wieczne potępienie.

Spostrzeżenie szóste:
Dla Józefa ten nienaruszony „obraz Boga” był jego tarczą chroniącą, go przed wszelkim złem. Ten „Obraz” to stały kontakt z Bogiem, to także stała możliwość ingerencji Boga, by nie stało się nam nic złego. Dzięki temu, że obraz Boga w Józefie pozostał nienaruszony, Bóg był zawsze z Józefem. Józef mógł zawsze liczyć na Bożą interwencję. Mógł liczyć, że Bóg ochroni jego i jego rodzinę, którą się opiekował od rozmaitych niebezpieczeństw: od Heroda, czy związanych z podróżą do Egiptu.

Józef przez ten niezatarty w sobie obraz Boga był zawsze, nawet w czasie snu otwarty na działanie woli Bożej. W każdym swym działaniu Józef chętnie i posłusznie realizował wolę Boga. Nazywanie Świętego Józefa „postrachem duchów piekielnych” jest więc w pełni uzasadnione. Na każdy atak zła wymierzony w Józefa czy w jego rodzinę,, Józef odpowiadał w sposób zgodny z wolą Boga. Wszelkie zło ustępowało, bo Bóg był z Józefem.

Spostrzeżenie siódme:
Obraz Boga w Józefie jest najdoskonalszy (nie ma tu sprzeczności z doskonałością Maryi powołanej przed wiekami na Matkę Jezusa). W obrazie kaliskim wizerunek Świętego Józefa jest identyczny lub prawie identyczny z malarskim wyobrażeniem Boga Ojca. To nie jest jak sadzę przypadek i myślę, że autor obrazu w swoim natchnieniu nie miał na myśli tylko przedstawienie Józefa jako ziemskiego Ojca Jezusa. Myślę, że nie tylko stąd to uderzające podobieństwo Boga Ojca i Józefa. W wizerunku Józefa autor w sposób natchniony przedstawił Obraz Boga jaki Bóg zapisał w Józefie. Przedstawił to podobieństwo w sposób malarski bo przecież nie potrafił inaczej tego podobieństwa wyrazić.

Józef w obrazie kaliskim przedstawiony jest jako poważny i dostojny mężczyzna, w którego postawie i wizerunku można dostrzec lub domyślać się jego wielkiego posłannictwa a także przeżytych zdarzeń z jego ziemskiego życia. W wizerunku i postawie Józefa widać troskę i opiekę nad rodziną, którą mu Bóg powierzył. Józef przedstawiony jest z lilią symbolem czystości. Ta lilia może i powinna też symbolizować czystość jego wewnętrznego, zapisanego w nim, Boskiego obrazu. Przeżyte lata życia i doświadczenia tego obrazu nie zamazały a nawet bardziej obraz ten jest oświetlony światłem Ducha Świętego. Święty Józef podobny jest do Boga Ojca.

Spostrzeżenie ósme:
Każdy z nas został stworzony na obraz i podobieństwo Boga tak jak Święty Józef. Każdy z nas został powołany do zachowania, do ochronienia w sobie tego podobieństwa. W tym powołaniu jesteśmy podobni do Świętego Józefa. Jeśli więc jesteśmy w tym do niego podobni, możemy oczekiwać jego pomocy i on zapewne tej pomocy nam udzieli jeśli do niego przyjdziemy.

Najpierw powinniśmy ten zapisany w nas obraz Boga odsłonić w sobie na nowo, na nowo odkryć zapisane w nas pragnienia miłości Boga, pragnienia poświęcenia się innym. To wszystko w nas jest. Nawet jeśli ukryte jest gdzieś głęboko w naszych sercach, jeśli nawet wypierane jest przez nasze słabości, grzechy, uleganie drobnym pokusom, niewinnym modom. Gdybyśmy postarali się przeanalizować i zobaczyć to, czego naprawdę pragną młodzi ludzie, czego sami pragnęliśmy jako młodzi ludzie, to byśmy na pewno dostrzegli, że w tych pragnieniach zawiera się obraz Boga. Niestety młodzi ludzie, my wszyscy, ulegamy temu co niesie świat i obraz Boga w sobie zamazujemy, pozwalamy zamazywać.

Zamazujemy obraz Boga w sobie, gdy nie potrafimy poradzić sobie z problemami życia, problemami które wydają się nam nie do rozwiązania, gdy szukamy łatwych i wygodnych rozwiązań, które podpowiada nam świat. A Bóg nam daje przykład Świętego Józefa i pokazuje, że można Jemu - Bogu zawierzyć, całkowicie zaufać i nie stracić tego co w nas najcenniejsze, obrazu Boga. Może trzeba przy tym iść pod prąd, być niemodnym, staroświeckim, narażać się na śmieszność, na kąśliwe drwiny i uwagi. Mogę jako człowiek iść pod prąd, być niemodnym, staroświeckim, zacofanym wręcz ale szczęśliwym niosącym w sobie niezatarty obraz Boga w sobie. To nasz wolny wybór, to mój wolny wybór, zachowam obraz Boga w sobie, znajdę szczęście wieczne, czy poszukam chwilowych radości i zatracę się w złu?!

Spostrzeżenie dziewiąte:
Wybory jakich Święty Józef dokonywał w swym życiu nie różnią się o tych które Bóg stawia dziś przed nami współczesnymi. Gdybyśmy wybierali tak jak święty Józef nie mieli byśmy wątpliwości, że życiu od poczęcia aż do naturalnej śmierci przynależny jest szacunek, bo od Boga pochodzi. Nie mielibyśmy wątpliwości, że małżeństwo i rodzinę trzeba objąć wszelką opieką bo są miejscem uświęcanym pojawieniem się życia, bo są, powinny być miejscem wzrastania w miłości.

Gdybyśmy wybierali tak jak Józef, nie porzucalibyśmy dzieci, nie rozbijalibyśmy rodzin, nie balibyśmy się, że się z nas będą śmiać, że tworzymy rodzinę wielodzietną. Nic by nie znaczyło to, że mówią o nas, że jesteśmy zacofani, niemodni, staroświeccy bo zawierzyliśmy Bogu a Jego obraz który w sobie niezniszczony nosimy, stawałby się naszą tarczą i obroną jak dla Świętego Józefa.

Byliśmy w Kotłowiedata dodania: 14-09-2009

Byliśmy w Kotłowie

Byliśmy w Kotłowie, uczestniczyliśmy w niezwykłych uroczystościach koronacji wizerunku Matki Bożej Kotłowskiej zwaną także „Matką Pojednania”. W Kotłowie kiedy mówimy o pojednaniu myślimy przede wszystkim o zagojeniu „krwawiącej rany” podziału jaki dokonał się w tej parafii czterdzieści lat temu. Ale przecież w otaczającym nas świecie podziałów jest znacznie więcej. Podziały dla ludzi są w pewnym zakresie koniecznością. W szkołach dzieli się większe klasy na mniejsze, w zakłady dzieli się na oddziały, Kościół na diecezje, diecezje na parafie, nawet państwa są podzielone na województwa, okręgi, samorządy, dystrykty itd., itd. Te podziały jakie przytaczam nie konfliktują ale służyć mają lepszej organizacji, lepszemu zaspakajaniu potrzeb, lepszemu funkcjonowaniu danej społeczności. Mimo tych podziałów mamy do czynienia jednak z jednością. We wszystkich klasach w szkole realizowane są działania edukacyjne i wychowawcze zmierzające do wspólnego celu, wszystkie części zakładu realizują wspólny cel firmy.

Takie naturalne podziały powodują, że wiele grup wytwarza właściwą dla siebie specyfikę, że wiele grup różni się od siebie. W wielkich społecznościach ludzie różnią się sposobem mówienia, sposobem ubierania, inne też mają zwyczaje. Ta różnorodność jest bogactwem jeśli nie jest wykorzystywana do przeciwstawianiu się jednych przeciw drugim, jeśli nie jest wykorzystywana do rozerwania poczucia więzi. Widzimy jak wiele jest różnic między nami, dostrzegamy je na każdym kroku. Nie ma drugiego takiego samego człowieka, nie ma drugiej dokładnie tak samo wyglądającej rośliny, nie ma takich samych wsi, miast. Wszędzie widzimy różnice ale przecież czujemy, że jesteśmy Polakami, bez względu na miejsce zamieszkania, że przynależymy do tego samego Kościoła, choć do różniących się parafii. Różnimy się ale w różnicach musimy dostrzegać nasze bogactwo a nie powód do budowania nienawiści.

Kościół zachęca nas do modlitwy o „jedność”, ale nie możemy mówić i myśleć wtedy tylko o jedności której nie ma między „Jednymi a Drugimi” w Kotłowie. Musimy mówić i myśleć również o tym braku jedności, którego sami jesteśmy powodem. Wystarczy tylko popatrzeć w nasze najbliższe otoczenia, przeanalizować nasze własne słowa, które często wypowiadamy w taki sposób jakbyśmy chcieli tych „Drugich” różniących się od nas poglądami lub stanem posiadania zniszczyć czy wyeliminować. Wystarczy tylko przeanalizować nasze własne zachowania czy aby nie prowadzą one tworzenia się nowych murów między ludźmi, do siania nienawiści.

Byliśmy w Kotłowie i usłyszeliśmy, że mimo podziału „nie zarosły ścieżki” prowadzące do Matki Bożej Kotłowskiej, Matki Pojednania. Trzeba więc w naszym życiu w naszych społecznościach nie tylko woli zasypania złości i nienawiści ale odrobiny trudu odnalezienia ścieżki do pojednania. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia i konfliktów w rodzinach i stosunkach między narodami. Ksiądz kard. August Hlond wielki czciciel Maryi powiedział, że zwycięstwo – jedność jeśli przyjdzie to będzie to zwycięstwo Maryi. Musimy podjąć trud znalezienia tej ścieżki prowadzącej do Matki Pojednania.


Kotłów. Musimy tam być.data dodania: 01-09-2009

Kotłów
Musimy tam być

W najbliższą wrześniową niedzielę (13.09) nasza diecezja a z nią cały Kościół w Polsce będą przeżywali niezwykle podniosłe wydarzenie jakim będzie: koronacja wizerunku Matki Bożej w Kotłowie. Kotłów mała miejscowość leżąca w samym centrum diecezji, można powiedzieć w samym sercu diecezji to miejsce niezwykłe. Jego centralnym miejscem jest góra na której już od ponad 900 lat znajduje się murowany z kamienia kościół widoczny w dobrą pogodę z bardzo dużej odległości. Ten kościół jak kamienna opoka trwał i bywał świadkiem wydarzeń radosnych i smutnych istotnych nie tylko dla najbliższych wiernych, nie tylko parafian dla których był jak punkt odniesienia, jak drogowskaz wskazujący podróżującym drogę. Ten kościół na górze widział niejedno, doświadczył w połowie ubiegłego wieku bolesnego podziału, który trwa do dziś. Modlimy się do Boga o jedność Kościoła mając na uwadze w naszej diecezji szczególnie to miejsce, ten kościół.
Dla Akcji Katolickiej to miejsce szczególne bo tutaj osiem lat temu we wrześniową niedzielę przed Ogólnopolskim Kongresem Akcji Katolickiej w Poznaniu ks. Biskup Stanisław Napierała poświęcił sztandar Akcji Katolickiej Diecezji Kaliskiej. Odtąd pod tym sztandarem się gromadzimy, pielgrzymujemy i pod tym sztandarem podejmujemy się najrozmaitszych zadań w Kościele jak i na niwie społecznej. Przybywaliśmy w rocznicę poświęcenia naszego sztandaru do Kotłowa w tym roku przybędziemy liczniej niż zwykle. Nie może zabraknąć nas członków Akcji Katolickiej w tym miejscu i w tym czasie, gdy jakby w sposób symboliczny na kamiennej opoce 900 – letnim kościele tworzy się również dla nas jakby nowa jakość, której szczególnych etapów doświadczyliśmy lub doświadczamy: poświęcenie sztandaru w 2001 roku, rozszerzająca się modlitwa o jedność Kościoła i koronacja wizerunku Matki Bożej Kotłowskiej.
Czy był to przypadek czy jakiś szczególny znak, że poświęcenie sztandaru miało miejsce tutaj? Nie rozumieliśmy wtedy dlaczego nie w Kaliszu w katedrze ale tu w tym miejscu w wiejskim kościółku w Kotłowie. Dziś powoli zaczynają otwierać się nam oczy, bo Duch Boży działa tam gdzie chce i niekoniecznie tak jak byśmy chcieli i nie zawsze potrafimy zrozumieć Jego działanie. Dlatego musimy być świadkami tych niecodziennych wydarzeń aby dalej pójść i budować społeczeństwo i Kościół. Takie jak Bóg chce.
Marian Rybicki

Zgoda na kłamstwo wyborczedata dodania: 28-05-2009

Zgoda na kłamstwa wyborcze – na marginesie dyskusji dotyczącej oświadczenia niemieckich partii o wypędzeniach.

Trwa w Polsce dyskusja wywołana oświadczeniem niemieckich partii politycznych będących bezpośrednim zapleczem rządu niemieckiego. Dyskusja ta jest moim zdaniem co najmniej dziwna. Rozumiem, że dla niektórych polityków takie apele nie są powodem do obaw że po stronie niemieckiej może narodzić się „nowy rewizjonizm”, bo od słów do czynów droga daleka. Niektórzy bagatelizują, że to skrajne odłamy tych partii tak twierdzą, że czołowi politycy niemieccy potwierdzają nasze stanowisko, nasze granice, naszą własność na naszych ziemiach. Mówią też ci sami, że „strach” przed tym jest nieuzasadniony bo żyjemy już w innych czasach, w innej epoce, w Unii Europejskiej. Czy aby na pewno goniący za stanowiskami, mandatami w strukturach tego tworzącego się „super – państwa” dostrzec mogą rzeczywiście grożące niebezpieczeństwo.
Myślę, że niestety przytłumiona jest kampanią wyborczą wrażliwość niektórych polityków partii rządzącej w Polsce a także lewicy na to co się dzieje. Bo to nie tylko to „oświadczenie”, to także artykuł w „Szpiglu”, to działalność Związku Wypędzonych, które nie spotkały się z należytą odprawą głównych polityków niemieckich a raczej z pobłażliwością bo przecież wybory ”za pasem”. Zawsze jakieś wybory „za pasem” będą a prawdę mówić zawsze trzeba, także w kampaniach wyborczych. U nas tak nie jest prawie powszechne jest tłumaczenie „naszych rządzących” i lewicy, że przecież właśnie toczy się kampania wyborcza, że to przecież w czasie wyborów. Gorzej dziennikarze zatrudnieni w poważnych mediach mających przecież służyć prawdzie mówią tak samo, czyżby więc nie służyli prawdzie, nie byli wolni i robili to co nakazują im potężni mocodawcy kryjący się pod nazwą „poprawności politycznej”?
Prawda obowiązuje wszystkich także polityków prowadzących kampanie wyborcze, stających przed wyborcami, przed dziennikarzami, przed historią. Nie powinno być zgody na kłamstwo nigdzie, szczególnie w kampanii wyborczej o tym powinni pamiętać szczególnie wyborcy i w głosowaniu wyeliminować z życia publicznego kłamstwo a kłamliwym politykom odebrać prawo reprezentowania nas w różnych miejscach tak w radach gmin w Sejmie czy Parlamencie Europejskim. To przecież bardzo często wyborcy godzący się na kłamstwo sprawiali, że do władzy dochodzili tyrani i szaleńcy, przykładów nie trzeba zbyt daleko szukać.
Marian Rybicki

Rocznice a mediadata dodania: 11-05-2009

Rocznice a media.

Zupełnie niedawno zasłyszałem w radio taką mniej więcej rozmowę. Dziennikarz pyta urzędnika Kancelarii Prezydenta: Czy wierzy pan w porozumienie narodowe przy okazji rocznicy 4 czerwca? Urzędnik odpowiada, że tak, że mimo wszystko chce wierzyć w takie porozumienie, taką zgodę. Dziennikarz na to odpowiada, że on już się pozbył złudzeń i w taką zgodę nie wierzy.
Cóż z tej rozmowy wynika? Jest ona doskonałym przykładem na to jak media kreują rzeczywistość. Wmawiają wprost, że taka zgoda nie jest możliwa i robią wszystko by strony skłócić opowiadając się po jednej ze stron konfliktu. Nie dociekają prawdy, nie usiłują dociec przyczyn podziału itd. itd. Jakby służyły jednej sprawie.
Inna rozmowa tego samego dnia. Polityk kandydujący do Europarlamentu mówi, że stoczniowcy mają prawo do protestów ale gdy świętowana ma być rocznica 4 czerwca wtedy powinni zamilknąć. To stanowisko przedziwne, gdy wcześniej rządzący ich oszukują, nawet spotkać się nie chcą.
Chciałbym zapytać co w naszym kraju jest ważniejsze czy los kilkudziesięciu tysięcy już lub przyszłych bezrobotnych stoczniowców czy spokojny przebieg uroczystości 4 czerwca? Może gdyby związkowcy czuli, że są pełnoprawnymi obywatelami i z nimi się rozmawia na tematy ich dotyczące, nawet trudne, do protestów by nie doszło?
Stawiam te pytania i snuję refleksje, że dał nam Bóg dożyć bardzo ciekawych czasów w których ci którzy mają służyć (media - prawdzie, władza – ludziom) chcą żeby im służono. Potrzebujemy więc świadomości do przebudzenia i otrząśnięcia się z tych oplatających nas macek. Już dziś trzeba głośno wołać i demaskować te pozornie poprawne mechanizmy. A jeśli tego nie zrobimy to czczymi są nasze zapewnienia o realizacji przykazania: miłości Boga i bliźniego.
Marian Rybicki

Wybory do Europarlamentu – i co z tym zrobimy!!!data dodania: 05-05-2009

Wybory do Europarlamentu – i co z tym zrobimy!!!

Co jakiś czas w naszej rzeczywistości następują momenty w których trzeba nam się określić w sprawach politycznych. Chciałoby się powiedzieć w sprawach publicznych lokalnych (gminnych czy miejskich), szerszych (wojewódzkich czy krajowych) a ostatnio nawet w sprawach o jeszcze większym zasięgu (europejskich). Tak naprawdę, poza wyborami lokalnymi nie prowadzi się rozmów i dyskusji o sprawach zasadniczych dotyczących przyszłości lecz toczy się coś co wygląda na nachalną wprost reklamę jakiegoś produktu opakowanego w „poprawność polityczną”, krawat i nie znajdujące później pokrycia w realizacji hasła.
Wszyscy jakoś w tym uczestniczymy, najczęściej jako widzowie i słuchacze. Dajemy się tym hasłom omamić, najczęściej nie zastanawiając się nawet, że w nich nic nie ma, że to tylko słowa, że to tylko jad którym się zatruwamy. Oczywiście twierdzimy, że nie poddajemy się żadnym manipulacjom, nachalnej wyborczej reklamie. Kłamiemy, patrząc sobie prosto w oczy, przed lustrem widzimy człowieka świadomego swoich politycznych wyborów, przekonanego o swoich racjach. Widzimy człowieka, któremu wydaje się, że rozumie wszystkie mechanizmy otaczającej rzeczywistości. Czy tak jest? Nie byłbym tego taki pewny. Zdecydowana większość podąża jak stado pociągana za sznurki manipulacji i reklamy. Zdecydowana większość nie umie powiedzieć dlaczego głosowała na partię A lub B, nie zna programów tych partii ani nawet nie pamięta tego co partia na którą głosowali głosiła w kampanii. Tak jakby ten przystojniejszy i młodszy polityk miał rację z racji swego wieku i urody. Wielu strategów partii wiedząc o tym świadomie w trakcie kampanii w usta swoich polityków wkłada najrozmaitsze obietnice, nierealne do zrealizowania. I rozdziela się czas obietnic od czasu realizacji obietnic. Nie przejmując się tym zbytnio. Bo zawsze można zrzucić winę na poprzedników, na opozycję (która jest przecież w mniejszości) że nie pozwala realizować zapowiadanych reform. Gorzej gdy przy tym zapominają rządzący o interesie publicznym a pamiętają tylko o swoim partyjnym czy koleżeńskim. Jeśli to obuduje się zręcznie prowadzoną promocją medialną powstaje skała, którą trudno będzie zmienić zwykłymi wyborami.
Czy mogło by być inaczej? Pewnie tak. Gdyby na co najmniej pół roku przed wyborami wprowadzić zakaz propagandy politycznej, gdyby można było tylko publikować informacje o spotkaniach z kandydatami i na temat programów partii. Gdyby partie i kandydaci mieli obowiązek osobiście przekonać wyborców a nie poprzez zręczne spoty i prowadzoną manipulację, wtedy kto wie… Musiały by zaistnieć partie, w których by dyskutowano nad programem, pomysłami, ludźmi, którzy mają nas reprezentować. I trzeba by znać dobrze program, cel i założenia partii i być uczciwym i sprawnym politykiem a nie znaną medialną gwiazdą by się znaleźć na listach wyborczych bo ludzie by patrzeli jaki to człowiek, czy potrafi skutecznie zrealizować stawiane cele czy jest tylko znany, ładny itd. itd. Niech wtedy taka kampania wyborcza trwa ustawicznie, bo przecież nigdy nie za wiele polityki czyli roztropnej troski o dobro wspólne.
Czasem odnoszę wrażenie, że niektórym wcale nie zależy na tym by społeczeństwo w dużej większości było wyedukowane i świadome swoich wyborów. Nie zależy im na aktywności publicznej, choć na ustach takie mają słowa, na odpowiedzialności za społeczność lokalną za kraj za Europę. To wydaje się im niepotrzebne, bo wiedzą lepiej a głosy można zawsze kupić, to znaczy zdobyć poprzez zręczną, dobrze przeprowadzoną kampanię promocyjno-reklamową. Tak jak robi się kampanię proszku do prania czy jakiegoś innego produktu. Czyli, żeby wygrać wybory wcale nie trzeba mieć racji, dobrego pomysłu na przyszłość czy uczciwych ludzi tylko pieniądze na reklamę. Taki też można malować dziś obraz świata.
Czy mamy się z działalności publicznej z uczestnictwa w wyborach wycofać? Nasze wycofanie było by sukcesem kreatorów „nowej rzeczywistości”, wycofują się oddajemy pole, na pewno pozbawiamy się swoich racji. Trzeba więc uczestniczyć, uświadamiać sobie i innym, że od nas zależy, że nasz „świadomy” głos jest ważny i w trakcie samego aktu głosowanie i w trakcie rozmów i dyskusji. O tym trzeba pamiętać w przededniu głosowania w sprawach Europy (wyborów do Europarlamentu).

Zapraszam do dyskusji
Marian Rybicki

VIII Diecezjalny Konkurs Recytatorski - – próba oceny tegorocznego konkursu z pozycji jurora ostatnich trzech edycji konkursudata dodania: 27-04-2009

VIII Diecezjalny Konkurs Recytatorski – próba oceny tegorocznego konkursu z pozycji jurora ostatnich trzech edycji konkursu.

Zakończyły się zmagania tegorocznego konkursu. Na tle poprzednich wypadł nie najgorzej. Mogę tak twierdzić bo oglądałem poprzednie, także jako juror w finale i w eliminacjach rejonowych. Tak się złożyło, że po wszystkich eliminacjach udzielałem uczestnikom jakichś rad. Cieszy mnie to, że niektórzy z nich skorzystali z pozytywnym skutkiem.
Gdybym jednak miał podsumować konkurs tegoroczny musiałbym zacząć od początku czyli od doboru repertuaru. Recytatorzy sięgnęli po bardzo ciekawą literaturę i to bardzo cieszy, że konkurs mobilizuje do poszukiwań. Poszukiwanie literatury, wierszy fragmentów prozy to podstawa przyszłych sukcesów recytatorskich. Trzeba przecież znaleźć takie teksty, które odpowiadają mówiącemu, w których mówiący odnajdzie problemy sobie bliskie. To ważne, bo gdy chłopiec z IV klasy szkoły podstawowej będzie mówił „Hymn o miłości” i dojdzie do momentu: „…teraz jestem mężem…” to trudno mu wierzyć, staje się nawet śmieszny przez zestawienie jego wieku z przekazywaną treścią. Na szczęście w tym roku takich wpadek nie było, ale trzeba o tym zawsze pamiętać. Znalazły się inne „wpadki”. Kilku recytatorów wybrało do prezentacji fragmenty traktatów filozoficznych, homilii czy encyklik. Specyfika tego rodzaju literatury powoduje, że do recytacji aż tak bardzo się ona nie nadaje. W odbiorze jest trudna a nawet po prostu nudna. W regulaminie zapisałem, żeby raczej nie brać na warsztat takiej literatury. Niestety dwóch lub trzech nawet recytatorów prezentowało teksty, które prezentowali na poprzednich konkursach. Nie było w regulaminie takiego zakazu (znajdzie się w przyszłości) bo tradycją konkursów jest by na każdą edycję przygotowywać nowe teksty. Jury zauważyło to lecz nie oceniło prezentujących za to gorzej.
Zawsze na każdych warsztatach czy w czasie porad zwracałem uwagę na to by mówić jak najprościej. Sposób mówienia powinien być zbliżony do takiego jakim posługujemy się na co dzień. Wielu zamiast mówić „śpiewało”, poddawało się pewnemu monotonnemu rytmowi, który autor zapisał w długości wersów w rytmie i rymach. Wiem, że nie jest łatwe pozbycie się tej śpiewności i monotonnego rytmu. Jeśli uczymy się najpierw tekstu na pamięć i wkuwamy go na przysłowiową blachę powtarzając monotonnie słowo po słowie to wchłaniamy taki sposób mówienia. Może lepiej od razu uczyć się mówić tekst interpretując go, szukając podtekstów, znaczeń słów, myśli w nim zawartych i tego co my chcemy mówiąc tekst powiedzieć. Ten sposób mówienia, który określiłem jako „śpiewanie” na szczęście nie jest wszechobecny u wszystkich recytatorów. Bardziej doświadczeni już tego nie mają. Pozbycie się tej śpiewności to milowy krok do lepszej recytacji.
Wiersz szczególnie narzuca swój rytm, z którym trzeba sobie poradzić a proza. Recytowanie prozy jest chyba trudniejsze bo wymaga rozróżnienia tego co mówi w tekście narrator a co poszczególni bohaterowie. Narrator tylko relacjonuje wydarzenia, zaangażowany w sprawę jest bohater lub są bohaterowie. Narrator czasem też może mieć swój stosunek do wypowiadanych przez bohatera treści ale bohaterem nie jest tylko opowiadającym. W prozie zdarzają się fragmenty, które opowiadają o czymś i muszą mieć wtedy charakter opowieści którą trzeba widza, słuchacza zaciekawić (czasem nawet jak w bajce: „…za górami za lasami…”). Dobre zrozumienie tego spowoduje, że polubimy recytowanie tekstów pisanych prozą. Mnie samemu bardziej „leży” recytacja prozy.
Wiele razy zwracałem uwagę na to by recytator wychodząc na scenę najpierw zaistniał a dopiero potem zaczynał mówić, gdy już wszyscy na niego spojrzą, również Jurorzy, którzy mogą kończyć jakieś notatki. Wchodzący lub wychodzący z sali muszą zamknąć drzwi, nastaje cisza i dopiero wtedy jest czas na prezentację. Powinno nam przecież zależeć nie na szybkości zejścia ze sceny lecz na tym by każde nasze słowo a za słowem przesłanie dotarło do słuchacza widza. I tak już w zdecydowanej większości recytatorzy robią. Czasem tylko na eliminacjach rejonowych zdarzają się odstępstwa. I jeszcze jedna ważna sprawa recytator staje sam na sam z widownią. Chcemy widzieć recytatora, jego usta. które wypowiadają słowa jego oczy, którymi na nas patrzy i szuka w nas zrozumienia do tego co mówi. Niestety zdarzało się sporadycznie, że recytatorka zasłoniła oczy swoimi pięknymi włosami, że inny wpatrywał się sufit lub podłogę. Mogliśmy się poczuć tak jakby wypowiadane przez nich słowa nie były kierowane do nas widzów.
Hasło tegorocznego konkursu „Otoczmy troską życie” nie było może zbyt łatwe, ale przecież w regulaminie nie wymagaliśmy by teksty dokładnie odpowiadały na hasło konkursu. Wszystkie teksty w jakiś sposób nawiązywały do tego hasła, bo otoczyć troską życie to także otoczyć troską rodziców, to również sposób spędzania wolnego czasu, zabawy itd. itd. Tak też proszę bardziej szeroko podchodzić do haseł konkursu. To piszę, bo pojawiały się głosy niektórych instruktorów szczególnie, że hasło tegorocznego konkursu było trudne do zrealizowania.
Cieszy mnie to, że zauważyłem nowe twarze, nowe talenty, które mam nadzieję dojrzeją. Niektórzy już w tym konkursie zostali docenieni przez Jury np.: Jakub, Blanka, Bartosz. W niektórych Jury tylko dostrzegło ogromny talent ale nagrodzić jeszcze nie mogło np.: Anię czy Jagodę. Myślę, że warto dalej poszukiwać, poszukiwać nowych tekstów, tematów. Poszukiwać i rozpoznawać samego siebie poprzez dogłębne wnikanie w problemy, które ukryte są w tekstach a które uda nam się wyciągnąć na światło dzienne.
Ksiądz Biskup zachęcił nas w swoim słowie podczas Koncertu Finałowego aby te nasze prezentacje konkursowe nie były jednorazowe. Będę się zwracał do niektórych recytatorów i proponował jakieś wspólne występy, czy to w kościołach, przy okazji jakichś uroczystości, czuwań czy innych. Gdyby ktoś z Was miał jakieś pomysły proszę je zgłaszać do mnie może uda się nam wspólnie coś dobrego dokonać. Do zobaczenia za rok lub wcześniej na wspólnym recytowaniu.
Marian Rybicki - juror

Informacja o rejonowych eliminacjach VIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 08-04-2009

Informacja o rejonowych eliminacjach VIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego 2009

Odbędą się jeszcze eliminacje rejonowe w następujących miejscowościach:
17 kwietnia 2009 roku od g. 10,00 w Bibliotece Miejskiej w Ostrowie Wielkopolskim ul. Wolności 2 (k. kościoła św. Antoniego) dla uczestników zgłoszonych przez szkoły i instytucje z następujących miejscowości:
Ołobok, Ociąż, Odolanów, Ostrów Wielkopolski, Tarchały Wielkie, Biadki

18 kwietnia 2009 roku od g. 10,00 w pałacu w Gołuchowie w Sali Gobelinowej dla uczestników zgłoszonych przez szkoły i instytucje z następujących miejscowości:
Brzezie, Biernatki, Gołuchów, Pleszew, Kalisz

20 kwietnia 2009 roku od g. 10,00 w Byczynie w Ratuszu w sali nr 9 dla uczestników zgłoszonych przez szkoły i instytucje z następujących miejscowości:
Byczyna, Biskupice k. Byczyny, Godynice, Kępno

21 kwietnia 2009 roku od g. 10,00 w Raszkowie w Bibliotece Publicznej przy ul. Koźmińskiej dla uczestników zgłoszonych przez szkoły i instytucje z następujących miejscowości:
Golina, Kobylin, Prusy, Rozdrażew, Raszków

Finał konkursu odbędzie się w Byczynie 23 kwietnia 2009 roku, wezmą w nim udział uczestnicy zakwalifikowani w eliminacjach rejonowych. Przesłuchania finałowe odbędą się w Ratuszu od g. 10,00 dla uczniów ze szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych.
Koncert finałowy z udziałem ks. Bp Stanisława Napierały, ogłoszenie wyników, wręczenie nagród o g. 17,00 w kościele ewangelickim w Byczynie. Serdecznie zapraszamy.


Jak rozmawiać o Kościele?data dodania: 22-03-2009

Jak rozmawiać o Kościele?

Prawie codziennie jesteśmy świadkami rozmów prowadzonych przez różne gremia na temat Kościoła. Czasami są to rozmowy wywołane przez jakieś sensacyjne doniesienia prasowe dotyczące zachowania jakiegoś kapłana czy biskupa. Często są to komentarze prasowe, radiowe czy telewizyjne dziennikarzy, specjalistów z dziedziny religioznawstwa a czasem nawet polityków. Wiele tych komentarzy nacechowanych jest pewną łagodnie określając arogancją w stosunku do tematu rozmowy. Rozmawia się w mediach o zachowaniach, postawach tego lub innego księdza czy biskupa, rozmawia się na temat lustracji w Kościele, rozmawia się w końcu o tym, że Kościół powinien uwspółcześnić swoje stanowisko w niektórych sprawach, że powinien pójść za duchem czasu, że powinien wprowadzać więcej demokracji, że Kościół miesza się do polityki, że księża powinni się żenić, że finanse Kościoła powinny być ujawnione itd. W tych rozmowach czy dyskusjach raczej nie mamy możliwości uczestniczenia, możemy tylko biernie im się przysłuchiwać lub za pomocą pilota zmienić kanał lub zwrócić się telefonicznie albo pisemnie do redakcji. Nasza interwencja, nasz głos najczęściej pozostanie bez echa.
Takie rozmowy toczone są również w naszych domach. Nie zapraszamy na nie żadnych ekspertów, sami jesteśmy ekspertami lub powołujemy się na zasłyszane w mediach informacje lub strzępy informacji, na komentarze mniej czy bardziej złośliwe. Czego dotyczą te nasze rozmowy „o Kościele”? Czasem są odbiciem toczących się dyskusji w mediach częściej jednak dotyczą spraw związanych z naszą lub sąsiednimi parafiami. Wydawało by się, że to dobrze że wierni interesują się sprawami parafialnymi. Ale czy tak jest na pewno? Czy nasze rozmowy o Kościele są wyrazem troski o Kościół?
Niestety ani dyskusje medialne, które mają za cel głównie wywołanie sensacji, podniesienie sprzedawalności lub oglądalności ani dyskusje toczone w naszych domach nie są wyrazem troki o Kościół. Tak naprawdę to zwyczajne plotkowanie, obmawianie, rzucanie oszczerstw, kpiny z pobożności itd. Ktoś zaprzeczy?! Przecież najczęściej mówimy i słyszymy o tym, że jakiś ksiądz „ględzi” na kazaniu, że inny zdziera za Msze Święte, pogrzeby, śluby, że ma nowy samochód za nasze składki, że jeszcze inny ma dzieci, że w innej parafii nadużywa alkoholu. Słyszymy czasem też, że „gdyby ksiądz był inny ja bym chodził/chodziła do kościoła”. Oburzamy się na „przesadną pobożność”, dewocję jakiejś osoby. Słyszymy czasem słowa oburzenia, że jakiś spowiednik miał czelność wypytywać się o okoliczności grzechu. Słyszymy, że jeśli Kościół się nie zmieni, jeśli księża się nie zmienią, coraz mniej ludzi będzie przychodziło do kościoła i że ten proces już się zaczął, że jest nieuchronny. Słyszymy też recepty: księża powinni się żenić (znali by wtedy życie), spowiedź powinna być powszechna, Msze Święte krótsze, niektóre przepisy kościele czy przykazania nawet jako nieżyciowe zmienione (np.: wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych w piątki). Niektórzy posuwają się dalej: powinny być rozwody, przerywanie ciąży nie powinno być grzechem – po co zresztą Kościół miesza się w sprawy intymne).
Tak naprawdę cechą wspólną tych dyskusji i rozmów w mediach i w domach jest po pierwsze nieznajomość tematu o którym się dyskutuje lub rozmawia. Trzeba by uświadomić lub odświeżyć wiedzę na temat tego czym jest Kościół, dla kogo został założony Kościół, kto jest głową Kościoła itd., itd. Po drugie rozmowa o zachowaniach czy postawach niektórych nawet wybitnych przedstawicieli Kościoła nie jest rozmową o Kościele tylko o ludziach. Gdy więc oceniamy ludzi Kościoła nie możemy tej oceny rozciągać na cały Kościół, który jest wspólnotą Bosko-ludzką powołaną do życia przez Chrystusa dla ludzi niedoskonałych, którzy w tej wspólnocie mają dojść do Nieba do Boga, do doskonałości. Po drugie: dyskutując o Kościele trzeba zauważyć, że jest to wspólnota i ziemska i niebieska. Przecież wierzymy w „świętych obcowanie”. Jeżeli więc oceniamy Kościół tą oceną obejmujemy również rzeczywistość nam nieznaną, rzeczywistość niebieską. Jakże więc oceniać to co jest nam nieznane. Po trzecie: wszystkie postulaty dotyczące zmian w Kościele np.: dotyczące zmiany postaw dotyczących nienarodzonych są postulatami dotyczącymi zmiany przykazań, które Kościół, które ludzie otrzymali od Boga. Zmienić może je Bóg a nie ludzie Kościoła. Zmieniający przykazania stawiają się automatycznie poza Kościołem założonym przez Chrystusa. Niektóre propozycje zmian wydają się całkiem kuriozalne to tak jakby w przepisy gry w piłkę nożną wpisać przepisy z piłki ręcznej – to przecież już nie będzie piłki nożnej tylko jakaś inna gra. Po czwarte: jeśli oburzamy się na zachowanie jakiegoś kapłana, to czy wcześniej rozmawialiśmy z nim na ten temat, czy modliliśmy się za niego. A jeśli nie mamy racji, jeśli inni nie mają racji, to jak miałby się zmienić Kościół. Czy chodzi o to by każdy z nas miał swój kościół. Po piąte: a właściwie najważniejsze to Bóg powinien być na pierwszym miejscu a nie to co chciałby człowiek. Jeśli człowiek będzie określał co ma być na pierwszym miejscu nic nie będzie na swoim miejscu.
Marian Rybicki
(artykuł ukazał się w \\\"Opiekunie\\\" dodatku Akcji Katolickiej \\\"Wiara i Życie\\\" - nr 6 2009 rok)
Zapraszam czytelników do wysłuchania programu Akcji Katolickiej w Radio Rodzina na falach 103,1 we wtorek 31 marca 2009 roku od godz. 17,30 do 18,00 będę na żywo rozmawiał ze słuchaczami na temat tego: \\\"jak rozmawiać o Kościele\\\".

W drodze na Golgotędata dodania: 22-03-2009

Z Jezusem dźwigać krzyż
W drodze na Golgotę

Prawie dwa tysiące lat temu w drodze krzyżowej za Jezusem na Golgotę podążali ci, którzy byli krzyżowani razem mieli być ukrzyżowani, żołnierze rzymscy, tłum gapiów, który zawsze chętnie oglądał wszystkie egzekucje, z daleka żeby się nie skalać ci którzy podburzali lud żydowski by głośno krzyczał „na krzyż z nim, na krzyż”, ci którzy chcieli uwolnienia Barabasza a nie Jezusa. Ale podążała za krzyżem także Maryja, Święty Jan Apostoł, Święta Weronika, był także Szymon z Cyreny, którego przymuszono do niesienia krzyża, drzewa hańby, były także niewiast jerozolimskie, które użalały się nad dolą Jezusa. W czasie Wielkiego Postu rozpamiętujemy tę zbawczą dla nas drogę Jezusa. Jezus Chrystus podąża drogą na Golgotę cały czas. Droga ta wiedzie swe przez nasze miasta, wioski, wiedzie blisko naszych domów, blisko naszego życia.
Kto dziś podąża za Jezusem w tej drodze na Golgotę? Czy tylko ci, którzy pragną jego śmierci, czy tylko ci którzy naigrywają się z niego: „innych ocalił, niechże teraz ocali samego siebie”? Droga Jezusa na Golgotę trwa nadal. Podążają za Nim wszyscy ci „najmniejsi”, którym ni dano się narodzić, o których losie zadecydowali rodzice, lekarze, milcząca rodzina, milczące otoczenie. Oni idą za nim bo tak jak On zostali odrzuceni.
Podążają za Nim ci o których zadecydowano, że nie nadają się do życia, których odrzucono jako zbędny materiał, zbędny surowiec w procesie in vitro. Nie spełniali tak jak Jezus wymogów tego świata.
Podążają za nim ci wszyscy, których po narodzinach zostali wyrzuceni na śmietnik, podążają ci wszyscy, na których życie tak jak na życie Jezusa czyhają współcześni Herodowie. Za nowonarodzonym Jezusem też wysłano zbrojnych aby go zabić.
Podążają za nim dotknięci starością, którzy jako chorzy i niepełnosprawni przeszkadzają swoim dzieciom, przeszkadzają otoczeniu, dla których przygotowuje się przepisy prawne „o dobrodziejstwie godnej śmierci”. Podążają za Jezusem pozbawiani jakiejkolwiek nadziei przez swych bliskich, przez swe otoczenie. Jezus też przeszkadzał wielu ludziom.
Podążają za Nim ci, którym daje się odczuć, że są niepotrzebni, nieproduktywni, że przeszkadzają, że powinni się usunąć. Idą za Jezusem, którego też chciano usunąć ze świata.
Podążają za Jezusem ci, którzy umierają z głodu, którym brakuje jedzenia w świecie w którym żywności brakować nie powinno, z którymi nikt nie chce się podzielić. Podążają za nim bo w nim widzą nadzieję na rozmnożenie chleba.
Podążają za Jezusem ci, którzy nie mogą znaleźć schronienia, którzy muszą uciekać ze swoich domów przed wojną, prześladowaniami, przed którymi jak przed Jezusem zamyka się drzwi „gospody”.
Podążają za Jezusem chorzy, cierpiący, kalecy, którym dokucza samotność, odrzucenie, którym nie ustępuje się miejsca w autobusach, którym nie ma kto podać szklanki wody, od których wszyscy się odwracają, żeby nie widzieć, nie musieć pomóc.
Podążają za Jezusem ludzie, którzy za kolor skóry za poglądy traktowani są jako ludzie gorsi, niegodni zasiadania na współczesnych salonach.
Podążają za Jezusem współcześni męczennicy za wiarę, prześladowani w Indiach w Afryce. O nich świat zajęty wieloma ważnymi sprawami zapomina.
Podąża za Jezusem Sługa Boży Jan Paweł II, który pochylał się nad słabymi i cierpiącymi tego świata, który sam doświadczył cierpienia, na którego wydano wyrok śmierci.
Podąża za Jezusem Eluana Englaro, którą decyzją włoskiego sądu odłączono na wniosek ojca od pokarmu.
Jezus powiedział: „cokolwiek uczyniliście najmniejszemu z braci moich mnieście uczynili”. Czy w swoim życiu spotkałem Jezusa na Jego drodze krzyżowej, czy dostrzegłem Go w głodnych, w spragnionych, w cierpiących, w nagich, w prześladowanych? Czy Jezus powie mi gdy już zdam sprawę ze swego życia: „dziś jeszcze będziesz ze mną w raju”. Takie pytania powinniśmy sobie zadawać często, zwłaszcza w czasie Wielkiego Postu, zwłaszcza w roku, którego hasło brzmi „Otoczmy troską życie”. Hasło roku może być wypełnione przez każdego z nas w rozmaity sposób i nie trzeba się do tego jakoś specjalnie przygotowywać, podejmować jakichś specjalnych działań, wystarczy tylko zauważyć w otaczającym nas świecie Jezusa podążającego na Golgotę, wystarczy tylko zauważyć podążających na Golgotę za Jezusem. Wystarczą tylko otwarte oczy i serca.
Marian Rybicki
(artykuł ukazał się w \\\"Opiekunie\\\" w dodatku Akcji Katolickiej \\\"Wiara i Życie\\\" - Nr 6 2009roku)

O sztuce recytacji. Przed finałem VIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiegodata dodania: 17-03-2009

O sztuce recytacji

Za nami pierwsze rozstrzygnięcia związane z eliminacjami szkolnymi i rejonowymi VIII Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego, którego głównym organizatorem od samego początku jest Zarząd Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej. Przed nami przesłuchania finałowe i koncert finałowy. Tegoroczny finał konkursu odbędzie się w drugiej połowie kwietnia w Byczynie, uroczym miasteczku na południu naszej diecezji. Jakie będą rozstrzygnięcia? Kto zgarnie główną nagrodę: pielgrzymkę do Rzymu ufundowaną przez Biskupa Kaliskiego, a kto nagrody inne. To wszystko rozstrzygnie się w Byczynie, o tym zadecyduje Jury. Jednakże nie wszyscy otrzymają główne nagrody, nie wszyscy zajmą nagradzane miejsca w tym konkursie. Nagrody i miejsca dla recytujących nie są najważniejsze, są tylko jakąś rekompensatą za włożoną wcześniej w przygotowanie pracę za poświęcony czas na próby. Czy jest to czas stracony, gdy wyjedziemy bez nagród i miejsc. Nie, na pewno nie. Czym jest recytacja? To nie jest popisywanie się przed publicznością, choć czasem tak to też może wyglądać. To nie jest pierwszy etap przygotowania do zawodu aktora, choć wielu dobrych recytatorów widzi siebie jako przyszłych aktorów, albo chce ten zawód zdobyć. To czym jest recytacja? Można by powiedzieć, że jest to prezentacja publiczna wcześniej opanowanych pamięciowo tekstów. Ale wiemy, że tylko opanowanie pamięciowe tekstu i jego prezentacja nie powoduje, że widzowie słuchają z zapartym tchem i w ciszy mówiącego. Tylko opanowanie pamięciowe tekstu może być po prostu nudne i niestrawne. Co więc powoduje, że recytatora się słucha? I znów odpowiedź prosta interpretacja. To znaczy, że recytator za pomocą odpowiednio wypowiadanych słów, modulacji głosu, pauz itp. wywołuje w słuchaczach wrażenia i skupia na sobie uwagę. Same tylko środki jednak to zdecydowanie za mało! Recytujący, musi doskonale rozumieć to co mówi. Jeśli nie rozumie nie będzie w stanie przekazać żadnych treści słuchaczom. Samo jednak rozumienie tekstu nie wystarcza bo recytacja to nie jest czytanie ze zrozumieniem.
Tekst dla recytatora jest tylko tworzywem, które powinien wykorzystać do wyrażenia tego co naprawdę chce powiedzieć. To co recytator chce nam przekazać czasem może być bardzo dalekie od tego co „autor chciał przez to powiedzieć”. Przed widzem staje recytator z własnymi przemyśleniami, własną osobowością, przeżyciami i to nam przekazuje przy pomocy tekstu „jakiegoś” autora. Recytacja jest więc sposobem na wyrażanie swoich przemyśleń, przeżyć za pomocą cudzych słów. Dobry recytator to człowiek wrażliwy, to człowiek, którego warto słuchać, to czasem człowiek nieśmiały, który w ten sposób usiłuje przekazywać nam siebie.
Dla recytatora przygotowanie tekstu to poszukiwanie znaczeń zawartych w słowach, to wydobywanie znaczeń ze słów. Recytujący aby zrozumieć tekst szuka w swoim życiu sytuacji, które ułatwią mu go zrozumienie. Poszukuje wśród tego co go otacza, u innych uruchamia też swoją wyobraźnię. Recytator przygotowując tekst, w czasie prób stara się zrozumieć swoje zachowania, swoje przeżycia, stara się zrozumieć innych otaczający go świat, stara się wczuwać w sytuacje, których nie przeżył albo o których nic nie słyszał.
Jest więc recytacja wielką intelektualną i artystyczną przygodą, która wpływa niezwykle stymulująco na człowieka, pogłębiając jego wrażliwość, umiejętności rozwiązywania problemów. Recytujący rozwija w sobie wiele dobrych cech, które świadczą o nim, które pozwalają nie tracić wiary w człowieka. Recytacja jest także przygodą dla słuchacza, który ma możliwość przeniesienia się w inny świat, który może przeżyć to proponuje mu mówiący. I tu bardzo charakterystyczna sprawa, często to co słuchamy powoduje u nas wrażenia, refleksje o których recytujący nie myślał, które powstały tylko w nas. Bo każdy z nas chodzi z własnym bagażem przeżyć, wrażeń, odczuć, które mogą być poruszone czasem w zaskakujący sposób przez recytujących. Ale prawdziwe wrażenia może wywołać tylko, ktoś, kto sam jest wrażliwy, kto sam chodzi z wielkim bagażem przeżyć i wrażeń którymi recytując się z nami dzieli. Tylko ten kto sam przeżył lub oczami wyobraźni zobaczył i odczuł to o czym mówi może nas przekonać i wywołać w nas wrażenia i zmusić nas do refleksji, do zastanowienia się nad tym co słyszeliśmy, do zastanowienia się nad własnym życiem.
Marian Rybicki

Życie bez nadziei - na marginesie dyskusji w sprawie Eluany Englarodata dodania: 11-02-2009

Ostatnio wielu ludzi na całym świecie zastanawiało i nadal zastanawia się nad sprawą, którą wywołała decyzja sądu włoskiego zezwalająca na odłączenie od sztucznego odżywiania Eluany Englaro. Sprawa tym dziwniejsza, że wnioskował o to w sądzie jej ojciec. Opinia publiczna podzieliła się jak to zwykle bywa w takich sytuacjach. Niektórzy akceptowali decyzję sądu, który chciał ulżyć w cierpieniach Eluanie. Nie pracował mózg Eluany od siedemnastu lat znajdowała się w stanie wegetatywnym.. Jednak lekarze odłączając sztuczne odżywianie będącej w śpiączce chorej, podawali jej środki uśmierzające ból. Dlaczego? Przecież była już tylko rośliną, jak twierdziło wielu, już nic nie odczuwała. Lekarze wiedzą jednak, że tajemnica życia jest w znacznym stopniu dla nich jeszcze w niedostępna i mimo olbrzymiej i rozległej wiedzy są czasem zaskakiwani. Czytamy o wybudzeniu ze śpiączki po wielu latach, o niezrozumiałych z punktu widzenia medycznego ozdrowieniach. Cuda?! Ludzie chcieliby poznać dokładnie wszystkie mechanizmy funkcjonowania człowieka. To przecież nic złego. Wiele mechanizmów już znają. Mimo ogromnych postępów wiedzy medycznej musimy jednak pochylić się nad problemem życia, które pozostaje nadal i długo jeszcze pozostanie dla nas tajemnicą. Nie zapanujemy chyba nigdy nad życiem w taki sposób byśmy mogli powiedzieć, że jesteśmy panami życia. W tym kontekście zaskakują wypowiedzi niektórych o tak zwanym „godnym odchodzeniu” o tym by uporczywie nie utrzymywać chorych przy życiu. Wielu ulega presji takich wypowiedzi. Spotkałem się z wypowiedziami ludzi w podeszłym wieku, którzy mówią, że nie chcieliby być dla swych bliskich, dla rodziny ciężarem. Wielu młodych ludzi współczując swym bliskim opowiada jak cierpią, jak uciążliwe są te cierpienia. Jak chcieliby ulżyć tym cierpieniom. Jeśli jest taka szansa człowiek nie powinien cierpieć. Trzeba robić wszystko by ból uśmierzyć. Ale jeśli żyjący chcą uśmierzyć ból, skrócić ból poprzez odebranie komuś życia. Jeśli poddajemy się narastającej propagandzie, że tylko śmierć wybawia od bólu, od cierpienia. To tak jakbyśmy zgadzali się na to, że nie ma dla człowieka żadnej nadziei i na wyzdrowienie i na uśmierzenie bólu. „Wiara twoja cię uzdrowiła” tak mawiał Chrystus do tych, których uzdrawiał. Jakby chciał wskazać, że aby wyzdrowieć trzeba przede wszystkim chcieć, trzeba mieć nadzieję, że czynione przez Niego, przez lekarzy wysiłki doprowadzą nas do wyzdrowienia. A w świecie współczesnym, gdy medycyna może coraz więcej, my odwracamy się od życia, nie chcemy wierzyć w uzdrowienie. Chory ojciec, matka, syn czy córka nie przestają być ojcem, matką, synem czy córką. Chory nie jest problemem dla opiekującego się nim bliskiego, problemem jest choroba, problemem może być niedołężność chorego. Jeśli więc coś trzeba zlikwidować to problem, czyli chorobę, niedołężność ale nie chorego. Przed chorym, niedołężnym stajemy albo jako kochający, mający nadzieję na ich uzdrowienie, podtrzymujący nadzieję na wyzdrowienie albo jako przymuszający się do określonych zachowań akceptowanych społecznie, nie mający nadziei, nie podtrzymujący w chorym nadziei. Ta druga postawa powoduje, że chorego będącego naszym problemem chcielibyśmy usunąć! Gdzie? Jak najdalej od naszych oczu, od naszego sumienia , może do jakiegoś hospicjum, gdzie w końcu przyjdzie umrzeć mu w samotności także z tęsknoty za bliskimi. My będziemy mieć wyrzuty sumienia!? Nie! Postaramy się aby istniało prawo, które będzie dopuszczało „godne odejście nieuleczalnie chorych”, które usprawiedliwi naszą obojętność, nasz brak nadziei. Zrobimy wszystko aby zagłuszyć nasze sumienie, bo przecież nasz ojciec, matka, syn czy córka kiedyś być może powiedzieli, że nie chcieli by tak cierpieć. Pomyśleli też na pewno, że nie chcieli by być odrzuceni przez bliskich, że nie chcieli by być dla nich problemem. Bo przecież jak ma chory wykrzesać z siebie odrobinę nadziei, gdy odwrócą się ci dla których żył, których kochał, gdy widzi, że jego bliscy czekają na jego szybkie odejście.

Przed VIII Diecezjalnym Konkursem Recytatorskimdata dodania: 10-02-2009

Informacja dla Instruktorów i Recytatorów

Szanowni Państwo! Wielkimi krokami zbliża się czas na podjęcie ostatecznych decyzji dotyczących wyboru tekstów do prezentacji w konkursie. Zdaję sobie sprawę z tego, że Regulamin Konkursu nie pomaga Wam w wyborze tekstów. To co zostało w nim zawarte to tylko ogólniki charakteryzujące skąd czerpać pomysły. O czym trzeba pamiętać?
1. Najpierw o tym by wybrany tekst (proza lub wiersz) w przypadku uczniów szkół podstawowych nie trwał dłużej niż 3 minuty. W przypadku gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych poprzeczka podniesiona została wyżej, trzeba wybrać i wiersz i prozę, których czas prezentacji nie przekroczy 6 minut.
2. Szukać należy wśród autorów, o których wiemy, że są ludźmi wierzącymi a ich twórczość ma swoje odniesienie do wiary. Proszę się nie załamywać, tych twórców jest wielu. Można ich rozpoznać także po tekstach w których piszą o sprawach związanych lub nawiązujących do wiary, dekalogu itd.
3. Lepiej nie wybierać dla siebie lub recytatorów homilii papieskich, homilii biskupów, fragmentów encyklik, Pisma Świętego. Te teksty bardzo rzadko nadają się do recytacji a ich wykonanie może satysfakcjonować młodych artystów (recytatorów). W odbiorze te prezentacje są przy-długie i nudne.
4. Teksty powinny być dopasowane do wieku mówiącego, by była pewność, że mówiący je rozumie. Powinny dotykać problemów, które on zna i w których ma coś własnego do przekazania.
5. Nie narzucajmy recytatorom swoich sposobów interpretacji. Wsłuchajmy się w to co mają do powiedzenia oni sami i to rozwijajmy.
6. Teksty powinny być opanowane pamięciowo, ale lepiej od razu pracować nad interpretacją niż wkuwać na „blachę”. Często przy wkuwaniu uczący się „załapuje” jakieś dziwne rytmy, zaśpiewy, które potem trudno usunąć.
7. Nie bójmy się ołówka, by skreślić jakąś zwrotkę, czy zdanie. Recytujący przedstawia przecież swoją interpretację, swoje przemyślenia przy pomocy słów autora. Oceniamy recytującego a nie autora tekstu.
8. Nie przejmujcie się zbyt mocno tym co rzekomo autor chciał powiedzieć, wsłuchajcie się w to co sami chcecie powiedzieć. Najważniejsze jest by recytujący miał coś do powiedzenia i nam (słuchaczom – nie jurorom) chciał to przekazać.
Do zobaczenia na konkursie!!!

Dialogi z Janem Pawłem IIdata dodania: 05-02-2009

Niezwykły spektakl na rocznicę wyboru kard. Karola Wojtyły na Papieża

Świadkami niezwykłych przeżyć i uczestnikami niecodziennych wzruszeń byli widzowie spektaklu „Dialogi”, którego premiera odbyła w sobotę wieczorem 18 października 2008 roku w kościele parafialnym w Raszkowie. Na spektakl zaprosił Parafialny Oddział Akcji Katolickiej i nowo-powstały w Raszkowie Teatr Niepokojów Twórczych. Był to niejako jeden z głosów w obchodach 30 rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na Papieża i kolejnego Dnia Papieskiego.
Scenariusz tego niezwykłego widowiska opracowany przez Mariana Rybickiego oparty został na dramatach przyszłego Papieża: „Przed sklepem jubilera”, „Brat naszego Boga” i „Promieniowanie ojcostwa”. Scenariusz powstał w 2003 roku na 25-lecie pontyfikatu Jana Pawła II i na jego podstawie miał być zrealizowany spektakl przez kilku aktorów Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. Wtedy do jego realizacji z przyczyn obiektywnych nie doszło. Spektakl jednak w tym czasie dojrzewał i ostatecznie zrealizowany został już w zupełnie nowych okolicznościach, już nie tylko, jako hołd wielkiemu nauczycielowi świata, ale także jako głos Sługi Bożego Jana Pawła II, w który powinniśmy się wsłuchiwać oczekując jego rychłej beatyfikacji.
To przedsięwzięcie okazało się trudne a zarazem niezwykłe, bo oto z fragmentów innych dramatów powstał zupełnie nowy, którego przesłanie i wymowa nie odbiegają od tych zawartych w pierwowzorach. Jest to jakby spojrzenie na wszystkie prawdy i treści zawarte w całej twórczości Jana Pawła II jako pisarza, jako kapłana i jako Ojca Świętego nauczyciela wszystkich ludzi. Jest to zarazem spojrzenie na Tego wielkiego wybitnego człowieka, dziś „kandydata na ołtarze”, jutro „świętego” nie przez pryzmat anegdot, „kremówek” ale przez pryzmat tego co najistotniejsze, przez pryzmat tego czemu poświęcił całe swoje życie, przez pryzmat jego nauczania wynikającego z głębokiej wiary. Znajdziemy w spektaklu fragmenty rozmów – dialogów, których na co dzień nie słyszymy w naszych domach na naszych ulicach. Są to jednak rozmowy, które gdzieś głęboko tkwią w każdym z nas. To takie rozmowy, które potrzebują ciszy, głębokich relacji z Bogiem. To także nasze ciche rozmowy i nasze szamotanie się z Bogiem, to zmaganie się z rozpoznaniem własnego powołania, z rozpoznaniem własnej miłości. Niestety takich rozmów – dialogów na co dzień nie prowadzimy, przytłoczeni otaczającą nas rzeczywistością często nawet się ich wstydzimy. Często nawet ukrywamy je i od nich chcielibyśmy uciec, ale one w nas tkwią, są naszym sumieniem i czasem naszym rozpaczliwym wołaniem.
Okazuje się, spektakl też w pewnym sensie udowodnił to, że wszystko co mówił, czego nauczał, o czym przypominał, co zawarte jest w jego homiliach, pracach naukowych, w stosunku do ludzi i do świata, co zawarte było we wszystkich jego działaniach i słowach odnaleźć można również w jego twórczości w wierszach i dramatach i tych młodzieńczych i późniejszych. Cały jego przebogaty i różnorodny dorobek wypływa z głębokiej wiary i odnosi się do relacji człowieka z Bogiem.
Spektakl przymusza widzów by poczuli się jakby do nich scenami przedstawianymi przez aktorów znów przemówił tym razem z Domu Ojca sam Jan Paweł II, by pogrążali się w zadumie, by wzruszali się, słysząc wypowiadane słowa: „…czy ludzka miłość zdolna jest do tego, by przetrwać całe istnienie człowieka…”. Widzowie zmuszeni są do zastanowienia się nad tym czym jest: „…człowieczeństwo, które może być wypełnione po samą swą górną granicę i wyniszczone po samą dolną…”. Widzowie otrzymują wskazania, że na wszystkie ich troski i obawy: „…że to wszystko runie…”, „…że człowiek może zezwyczajnieć a może nawet się zdewaluować…” jest prosta recepta: „…dać się kształtować miłości…”, bo Boże Miłosierdzie i miłość ostatecznie wszystko wyjaśnia i rozwiązuje.
Spektaklowi urody dodała specjalna muzyka Jakuba Tomalaka stworzona specjalnie do potrzeb spektaklu, dzięki której niektóre sceny zyskiwały dodatkowego znaczenia i symboliki. Widzom też ta niezwykła muzyka pomagał zrozumieć często trudne treści spektaklu i głębiej wniknąć w zawarte i płynące ze scen przesłania. Scenografia niezwykle prosta i surowa: sztalugi z powstającymi w trakcie spektaklu i z niedokończonymi szkicami pełnymi rozmaitych niepokojów towarzyszących człowiekowi. Centrum sceny stanowił prosty drewniany krzyż, który stanowił w pewnym sensie odniesienie do wszystkiego tego co działo się na scenie a także do przesłania spektaklu.
Spektakl powtórzony został w niedzielę 19 października w Poznaniu w kościele Wszystkich Świętych na zakończenie organizowanych pod patronatem Arcybiskupa Poznańskiego Stanisława Gądeckiego i Marszałka Województwa Wielkopolskiego wojewódzkich obchodów 30-lecia wyboru kard. Karola Wojtyły na Papieża. Poznańska widownia wzruszona również brawami na stojąco nagrodziła występujących z tak niezwykłym przesłaniem aktorów. Zespół Teatru Niepokojów Twórczych zaproszony został również i wystąpił w kilku miejscowościach by pokazać to niezwykłe widowisko, by dostarczyć emocji, wrażeń również innym widzom. Dotarł do ludzi, którym towarzyszy lęk, którzy chcą w swoim życiu powiedzieć, że jest Bóg, że jest Jego Miłosierdzie, że jest Jego miłość, że na tym trzeba budować swą przyszłość.
WIDZ

Dotychczasowe spektakle:
PREMIERA 18 października 2008 Raszków – kościół pw. Krzyża Świętego
19 października 2008 Poznań – kościół pw. Wszystkich Świętych na zakończenie Wielkopolskich Dni Papieskich pod patronatem Arcybiskupa Poznańskiego i Marszałka Województwa Wielkopolskiego
8 listopada 2008 Kalisz – kościół pw. Błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty
16 listopada 2008 Skrzebowa – kościół parafialny
23 listopada 2008 Kalisz – Bazylika Świętego Józefa podczas dorocznej pielgrzymki Akcji Katolickiej do Świętego Józefa
29 listopada 2008 Ostrów Wielkopolski – Kościół Ducha Świętego
30 listopada 2008 Gorzyce Wielkie – kościół parafialny
7 grudnia 2008 Świebodzin – Sala Świebodzińskiego Ośrodka Kultury
14 grudnia 2008 Odolanów – Klub Osiedlowy Odolanów – Górka

Teatr Niepokojów Twórczych. „Dialogi” na podstawie dramatów Karola Wojtyły
Scenariusz i reżyseria: Marian Rybicki
Muzyka: Jakub Tomalak
Wykonawcy: Angelika Stasiak, Aneta Nowicka, Andrzej Jarmuszczak, Bartosz Dawid, Dawid Szczepaniak, Justyna Rychlik, Martyna Horyza, Miłosz Dawid, Marian Rybicki, Piotr Naporowski, Mikołaj Maśliński
Śpiew: Kornelia Majewska, Monika Buchwald
Rysunki i szkice: Agata Smok, Katarzyna Pawłowska, Kinga Szeląg, Marian Rybicki
Realizacja dźwięku: Henryk Pawłowski, Jakub Tomalak, Dawid Szczepaniak
Światło: Paweł Remblewski, Jakub Szczepaniak

Król, który czeka... na mnie.data dodania: 05-02-2009


Wielu ludziom w Święto Chrystusa Króla się narzuca się pytanie: Czy Chrystus jest naszym Królem? To pytanie jest istotne nie tylko dla członków Akcji Katolickiej, ale także dla każdego wierzącego. To pytanie tak istotne dla naszej wiary jest zadawane rzadko, może nawet zbyt rzadko.
Niedawno, rozmawiając z pewnym młodym człowiekiem uświadomiłem
sobie, że to pytanie należy zadawać przede wszystkim najpierw sobie, potem innym. A więc: Czy Chrystus jest moim Królem? Współcześnie pytać o Króla!? Dziwne pytanie. Czy to nie jest bez sensu!? „Król” kojarzy nam się z poddaństwem z władzą a my jesteśmy „wolni”, albo chcemy być wolni także od wszelkiej władzy. Tak myślimy nowocześni, postępowi przedstawiając myślenie o Królu, władzy której powinniśmy się podporządkować jako przestarzałe, zacofane. W „demokracji” chcemy przecież władzę stanowić a nie jej podlegać. Jednakże patrząc na Króla – Chrystusa zauważamy, że jest On inny od znanych nam współczesnych i historycznych królów, władców. Jego Królestwo, Jego władza różni się od tej która znamy. Sam powiedział, że „Królestwo Jego nie jest z tego świata”. On jako Król – Władca nie ma policji, nie wtrąca nas do więzień, nie przymusza nas do tego byśmy mu się podporządkowali. On nas kocha i tęsknie czeka na nas. Daje drogowskazy, przykazania, nie przymusza nas do płacenia podatków. Czeka byśmy my błądzący obrali Go swoim Królem. Więcej zanim popełniliśmy jakąś winę, już ją odkupił. Zanim popadliśmy w niewolę już oddał za nas swoje życie. Chce tylko byśmy Go uznali za Króla i mu zaufali i „o resztę zbytnio nie troskali się, bo to co potrzebujemy On nam da”. Czy tak postępuje jakiś król ziemski?
Gdy ten Król - Bóg będzie na pierwszym miejscu wszystko będzie na swoim miejscu. Ale jeśli my zamiast Niego obieramy sobie innych bogów, nic nie będzie na swoim miejscu. Jeśli na pierwszym miejscu postawimy bogactwo, powodzenie, władzę, zdrowie albo jeszcze coś innego to nic w naszym życiu nie będzie w porządku. Niestety często takie są nasze wybory!!!
Całe szczęście dla nas ludzi, że On nasz prawdziwy Król na nas czeka. Czeka byśmy choćby przy końcu naszych dni zwrócili się do Niego jak jeden z łotrów: „Panie wspomnij na mnie, gdy będziesz w Swoim Królestwie”. On Król czeka na to bym i ja Go uznał swoim Królem

Patriotyzmdata dodania: 05-02-2009

O patriotyzmie słyszymy szczególnie często w czasie obchodów świąt czy rocznic narodowych. Taką okazją jest niewątpliwie rocznica odzyskania niepodległości po okresie zaborów. Patriotyzm potocznie kojarzymy głównie z miłością Ojczyzny z gotowością do poświęcenia życia za nią, z działalnością w czasie wojny, jawną lub konspiracyjną wymierzoną przeciw jej wrogom zaborcom lub najeźdźcom. Podobnie określają patriotyzm najróżniejsze encyklopedie czy słowniki. Niestety na co dzień patriotyzmu nie kojarzymy z działaniami w czasie pokoju. Historia - nauczycielka życia uczy nas Polaków patriotyzmu czasu wojny, czasu zagrożenia. Poznajemy działania i postawy Polaków, naszych przodków, którzy byli gotowi oddać życie walcząc o jej niepodległy byt.
Jak mamy miłować Ojczyznę swój Naród w czasie pokoju? Truizmem wydaje się być stwierdzenie, że patriotyzm wymaga od nas dokładania wszelkich starań i spełniania czynów służących jej rozwojowi. Nie chodzi tu o jakieś wielkie wymagające szczególnego heroizmu czyny czy działania. Wystarczy dobra i solidna praca, a także, co jest obecnie szczególnie ważne, czujne obserwowanie tego co się w kraju dzieje, wyciąganie wniosków oraz uświadomienie sobie ciążącej na nas odpowiedzialności za dobro wspólne jakim jest Ojczyzna.
Patriotyzm - umiłowanie Ojczyzny i Narodu, wymaga od nas roztropnej służby dobru wspólnemu, którą realizować można na różnych poziomach: na poziomie naszych miejscowości, gmin, miast, powiatów czy województw. Służyć dobru wspólnemu możemy w różny sposób. Jednych wybieramy jako przedstawicieli do podejmowania ważnych decyzji dotyczących kierunków rozwoju małych czy większych społeczności. Jako przedstawiciele odpowiadają przed nami, przed historią, ostatecznie przed Bogiem, czy wywiązywali się z powierzonych zadań, czy służyli dobru wspólnemu czy tylko jakimś indywidualnym czy wąskim interesom. Ale służyć dobru wspólnemu mają także ci z nas, którzy nie będą wybrani do służby jako nasi przedstawiciele. Każdemu obywatelowi przysługuje prawo wyborcze, ma prawo zagłosować, kto w jego imieniu ma pełnić zaszczytna i odpowiedzialną służbę jako radny, poseł, prezydent i burmistrz. To prawo to także ważny obowiązek dobrego przemyślenia swoich wyborczych decyzji, rzetelnego wsłuchania się w głoszone programy, przyjrzenia się czy głoszone hasła są możliwe do realizacji, czy służą rzeczywiście dobru wspólnemu. Przecież głosowanie to nie konkurs piękności, to nie uleganie manipulacjom, reklamom czy podporządkowanie się stającej się coraz bardziej modnej „poprawności politycznej”. Czasem głosowanie może być dla nas aktem bardzo trudnym. Czasem nie wiemy jakiego dokonać wyboru, kogo wybrać, na jaki program postawić? Jeśli mamy wątpliwości rozmawiajmy, zastanawiajmy się, pytajmy innych. Nie dajmy się zwieść reklamom, rzucanym na wiatr hasłom, nie dajmy się oszukać tym, którzy chcą nam wmówić, że polityka jest czymś złym, czym zajmować się nią nie powinniśmy. Jeśli nie my zadecydujemy, to kto za nas zadecyduje i jak zadecyduje?
Polityka przecież powinna być roztropną służbą dla dobra wspólnego a więc służbą Ojczyźnie i Narodowi. Tak rozumiana polityka jest realizacją powinności patriotycznych a nie złem w którym nie wolno wierzącym uczestniczyć. Zło z naszej rzeczywistości, gdziekolwiek ono jest trzeba starać się wykorzenić a nie mu się poddawać czy od niego uciekać. A jak wyplenić zło, jak naprawić rzeczywistość, gdy odpuścimy sobie uczestniczenie w akcie wybierania naszych przedstawicieli. Także w dzisiejszych czasach zaangażowanie w politykę rozumianą jako realizację roztropnej służby dobru wspólnemu jest przejawem naszego umiłowania swojej Ojczyzny i swojego Narodu.

Święty Józef chciał mieć swoje pismodata dodania: 05-02-2009

Jak zasnąłem w wannie po pierwszym numerze \\\"Opiekuna\\\"
Święty Józef chciał mieć swoje pismo
Mija dokładnie pięć lat od historycznego momentu ukazania się pierwszego numeru „Opiekuna” dwutygodnika, pisma naszej diecezji. Pamiętam ten czas, miałem szczęście pełnić funkcję redaktora naczelnego. Byłem od początku przy powstawaniu tego pisma. Jednak, teraz po pięciu latach zastanawiam się i wiem, że na pewno nie uczestniczyłem we wszystkich próbach jego powstania. Wiem, że pomysły na utworzenie pisma, gazety czy to diecezjalnej czy przy parafii Wniebowstąpienia NMP czyli Świętego Józefa. Były też pomysły związane z dodatkiem diecezjalnym do innych gazet: „Niedzieli” czy „Słowa Dziennika Katolickiego” . W „Słowie”, którego byłem współpracownikiem, przez kilkanaście miesięcy ukazywała się nawet raz na dwa tygodnie kolumna diecezjalna pod nazwa „Słowo Kaliskie” później weszło w skład „Słowa Wielkopolskiego” ukazującego się raz na tydzień. „Słowo” w specjalnych dodatkach zaprezentowało najpierw zapowiedź a później przebieg uroczystości koronacji Figury Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Twardogórze. Przed powstaniem diecezji kaliskiej, obecny jej obszar był zagospodarowywany szczególnie przez trzy różne w swoim charakterze pisma diecezjalne: poznański „Przewodnik Katolicki”, włocławski „Ład Boży” i częstochowską „Niedzielę”. Żadne z tych pism wcześniej w swej treści nie było w pełni przygotowane do tego by pełnić roli czynnika, który by jednoczył w całość całą tę piękną rożnorodność jaką jest obecnie nasza diecezja. Taką rolę jednoczącą odegrały: peregrynacja wizerunku Św. Józefa po wszystkich parafiach diecezji, koronacja Figury MB Wspomożycielki Wiernych w Twardogórze, peregrynacja Figury MB Fatimskiej, powstanie Seminarium Duchownego wreszcie wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II w Kaliszu. Potrzeba wydawania pisma, właśnie wtedy, po wizycie Jana Pawła II dojrzała do realizacji.
Pełniłem wtedy zajmującą wiele czasu funkcję dyrektora Oddziału Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Kaliszu. Właśnie wtedy miesiąc po wizycie Jana Pawła II przestałem pełnić te funkcję. W momencie wręczenia mi pisma zmieniającego mój status pracowniczy przemknęło mi przez myśl, że „nic to - będę miał więcej czasu na pismo diecezjalne”. Z takim przeświadczeniem wracałem z Warszawy do Kalisza bez jakiegokolwiek strachu przed rozmiarem zadań i trudnościami jakie się jeszcze miały pojawić. Przecież trzeba był skompletować skład redakcji, jej wyposażenie techniczne, opracować sposób kolportażu pisma, wreszcie najważniejsze określić kształt, wygląd pisma, znaleźć drukarnię, która podejmie się druku. To wszystko się udało w krótkim czasie, pod czujnym okiem Księdza Biskupa Ordynariusza.
Ksiądz Biskup Stanisław Napierała podjął decyzję diecezja będzie miała swoją gazetę, Święty Józef będzie miał swoją gazetę, stało się to w pierwszą rocznicę wizyty Ojca Świętego w Kaliszu u Świętego Józefa. Czy Ksiądz Biskup wybierając mnie i inne osoby do prowadzenia takiego wielkiego dzieła dokonał słusznego wyboru? Teraz jednak mogę z pewnej perspektywy czasu powiedzieć z przekonaniem, że jeśli idzie o doświadczenie i przygotowanie to chyba nie! Bo jakie było doświadczenie redakcyjne i dziennikarskie osób, które tworzyły ostateczny kształt pisma? Tylko, że „Opiekun” mimo to powstał i istnieje nadal. Pismo trafiło do złaknionych czytelników i poza właściwie niewielkimi zmianami wszystko pozostaje takie samo jak na początku. Prawie wszystkie procedury ustalone na początku funkcjonują do dzisiaj. Dotyczy to sposobu kolportażu, druku, nakład, układu graficznego pisma. Czyli, że jednak decyzja Księdza Biskupa by samodzielnie wydawać swoje pismo była dobra. Właściwie już dziś w naszej diecezji nie mówi się i nie dostrzega tego, że diecezja powstała z kilku różnych . Znaczącą rolę w tym zakresie odegrał „Opiekun” i diecezjalne Radio.
Może trochę za mało dziś w „Opiekunie” o Świętym Józefie, ale i na to przyjdzie czas. Odnoszę wrażenie, że powoli wzrasta w naszej diecezji zainteresowanie postacią Opiekuna Jezusa. Dyskusje jakie toczą się po spektaklu „Cień Józefa” kaliskiego teatru, każą spoglądać na postać Józefa poprzez pryzmat sytuacji w naszych rodzinach. Coraz pełniej i ciekawiej spoglądamy na postać patrona naszej diecezji, coraz ciekawiej ukazywany jest on przez spotykających się regularnie w Kaliszu józefologów i to musi znaleźć za jakiś czas swój wyraz piśmie poświęconym tej postaci. Czytelnicy będą tego łaknąć.
Makietę „Opiekuna” przygotowali artysta plastyk Wojtek Stefaniak i od strony komputerowej nieżyjący już dziś Piotr Pietrzak. W redakcji na samym początku pracowali; Ewa Pietrzak i Mariola Michalska oraz zajmująca się korektą i obróbką redakcyjną tekstów Jola Delura. Gazeta by nie powstała, gdyby nie współpracownicy, którzy nie tylko dostarczali materiały ale również służyli krytyczną ale życzliwą radą. Najbardziej widocznymi współpracownikami w pierwszych numerach byli: Jerzy Aleksander Splitt, Hieronim Czaplicki.
„Opiekun” drukowany jest od samego początku w Drukarni Gazety Pomorskiej w Bydgoszczy we wtorek przed niedzielą kiedy znajduje się we wszystkich parafiach. Według wstępnych ustaleń dniem druku miał być poniedziałek, ale... składającemu ni stąd ni zowąd zaczął fiksować komputer skutecznie opóźniając przygotowanie do druku, mimo kilku nieprzespanych nocy. Ostatecznie udało się załatwić przesunięcie druku na wtorek. Tylko, że płyta do świecenia była gotowa dopiero ok. godz. 3,00 nad ranem we wtorek. Ok. 3,30 byłem w domu, krótka kąpiel, sen też krótki i o godz. 5,15 wyjazd samochodem do Bydgoszczy by zdążyć na czas. W Bydgoszczy problemy. Płyty przygotowanej prawidłowo nie chce czytać komputer, cóż więc robić? Ostatecznie udało się zrobić wyciągi barwne gazety po trzech godzinach. Normalnie trwa to nie więcej niż godzinę. Drukarze już czekają. Muszą przygotować płyty. Trwa to normalnie około dwóch godzin. I największe problemy; maszyna drukarska drukująca „Opiekuna” normalnie w ok. 15 – 20 minut tym razem robi to w cztery godziny. Papier rwie się jakby ktoś go celowo przerywał. Zerwanie papieru to przerwa na kilkanaście minut i następnie kilkaset gazet do wyrzucenia zanim spasują się ponownie kolory. Nigdy później nie zdarzyły się takie sytuacje. Tak jakby „ktoś” celowo nie chciał dopuścić do powstania pisma. Około godziny 20,00 zapakowałem samochód i mogłem spokojnie wracać z cennym ładunkiem do Raszkowa i Nowych Skalmierzyc, gdzie już od 15,00 zgodnie z ustalonym harmonogramem czekali rozwożący dalej „Opiekuna” aby go podzielić na parafie i dostarczyć tak spakowanego do dekanatów. Gdy widziałem drukarzy, którzy musieli zostać po godzinach by dokończyć druk i już powoli zaczynali się martwić, że za chwilę wejdzie kolejna zmiana by drukować gazety w milionowych nakładach i trzeba będzie przerwać druk 13000 egz. pisma diecezjalnego. Istniała możliwość, że pracownicy obsługujący maszynę drukarską nie zechcą zostać kilka godzin po zakończeniu swej zmiany. Mieli do tego prawo. Nie skorzystali z niego. Wróciłem do domu przed północą, zasłużona kąpiel przed snem i ... obudziłem się zziębnięty w wannie ok. 3,00 nad ranem. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że przez ostatnie kilka dób spałem zaledwie po 3 - 4 godziny. Czy nie odczułem wtedy konkretnej „opieki Świętego Józefa”, który chciał mieć w diecezji kaliskiej swoje pismo? Przecież pomimo zmęczenia nie zdarzyło mi się zasnąć w samochodzie, komputer w końcu znalazł sposób na czytanie płyty, nie zrobiliśmy w „Opiekunie” żadnego istotnego błędu, a takie się przecież przytrafiają nawet wielkim redakcjom wtedy gdy coś szwankuje lub pracuje się późną nocą w pośpiechu, gdy coś się psuje.
Artykuł ukazał się w piątą rocznicę wydania pierwszego numeru \\\"Opiekuna\\\"

Twórczośćdata dodania: 05-02-2009


Jeśli byśmy chcieli odpowiedzieć na pytanie co różni człowieka od zwierzęcia to musimy zauważyć między wieloma różnicami chyba dwie najważniejsze. Pierwsza różnica: Człowiek jest istotą zdolną do podejmowania pracy czyli celowej i rozumnej działalności zmierzającej do zaspokojenia jego potrzeb. Człowiek w dużo mniejszym stopniu niż zwierzę kieruje się instynktem. Druga różnica, chyba nawet bardziej istotna: Człowiek jest zdolny do podejmowania twórczych czynów obliczonych nie tylko na zaspokojenie najpilniejszych podstawowych potrzeb ale nastawionych na przyszłość, odnoszących się do jego relacji ze światem, z innymi ludźmi, z Bogiem.
W świecie w którym żyjemy każdy człowiek szuka odpowiedzi na podstawowe pytania, które go nurtują: kim jest?, po co żyje?, jaki jest cel jego życia? Na co dzień wydaje się nam, że nie spotykamy ludzi, którzy zadają sobie takie pytania. Nie oznacza to jednak, że tych pytań nie ma. Pytania te obecne są, gdy poznajemy piękno świata. Pytamy w sytuacjach szczególnych, gdy doświadczamy bólu, tragedii, miłości. Wtedy bardziej gorączkowo szukamy określenia swych relacji ze światem, innymi ludźmi ze Stwórcą. Nasze odpowiedzi nie są zbyt precyzyjne, nasz sposób komunikowania się (za pomocą słów) nie oddaje wszystkich naszych myśli czy pragnień. Dlatego wrażliwsi szukają innych sposobów wypowiadania się, znajdowania odpowiedzi. Poeci, pisarze usiłują zestawić słowa w rytm, rym, w wiersz w powieść. Malarze, rzeźbiarze usiłują to samo przy pomocy pędzla czy dłuta, muzycy żonglują dźwiękami, w teatrze twórcy posługują się zarówno słowem, muzyką i gestem zaś fotograficy i filmowcy posługują się obrazem. Wrażliwość twórców zapisywana w różnoraki sposób odpowiada nie tylko na ich zapotrzebowanie ale także wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu ludzi, którzy tak jak twórcy szukają odpowiedzi, sposobów by wyrazić, odczytać, poznać swe relacje z innymi, ze światem, ze Stwórcą. Dla nich wszystkich obcowanie z twórczością jest zaspokajaniem ważnych potrzeb, które poświadczają ich człowieczeństwo. Twórczość, jej odbiór daje możliwość zmieniania i wzbogacenia relacji ze światem z przyczynowo-skutkowych, mechanicznych czy instynktownych na relacje osobowe, relacje między osobą a osobą, osobą a światem, osobą a Stwórcą. Twórczość, dzieła sztuki mają wpływa na nas, jacy jesteśmy, jak widzimy świat, jak odnosimy się do ludzi, jak kochamy, ułatwiają nam zrozumieć samych siebie.
Jedno z ważnych pytań, które sobie zadajemy dotyczy Boga, czy istnieje, jaki jest, jaki jest Jego wpływ na nasze życie. Pytania takie lub podobne zadajemy sobie bez względu na to jaki jest stan naszej wiary, są one jakby częścią naszego wnętrza, częścią naszych z Nim relacji. Czy było by możliwe być człowiekiem i nie tworzyć rzeczy i wartości nowych, nie podziwiać ich? W możliwości tworzenia jesteśmy przecież podobni do Niego, naszego Stwórcy.

strona startowa - powrót do góry strony